Reklama

Reklama

Wybory prezydenckie 2015

"Andrzej Duda chce być prezydentem dialogu"

Nowy spot nawiązujący do spotkań kandydata PiS na prezydenta z wyborcami oraz do hasła ostatniej części jego kampanii: "Godne życie w bezpiecznej Polsce" zaprezentował dziś sztab Andrzeja Dudy. - Andrzej Duda chce być prezydentem dialogu - podkreślają sztabowcy.

Spot od wtorku pojawi się w ogólnopolskich telewizjach. Duda, który jest narratorem w klipie, mówi "o tysiącach uściśniętych rąk" i "setkach spotkań".

- Wysłuchałem was i wiem, że Polacy martwią się o przyszłość. Jeżeli tak dużo mówimy o bezpieczeństwie to znaczy, że nie czujemy się bezpieczni. Jesteśmy dumnym narodem w sercu Europy, musimy bronić naszych interesów. Ja będę to robił. Mam za dużo energii, by siedzieć pod żyrandolem zamknięty w Pałacu Prezydenckim - deklaruje kandydat PiS.

- Dlatego obiecuję wam godne życie w bezpiecznej Polsce - zapewnia Duda na koniec spotu.

Reklama

Szefowa sztabu Dudy posłanka Beata Szydło przekonywała na konferencji prasowej, że Polacy będą mogli "wybrać prezydenta dialogu". - Takim prezydentem chce być Andrzej Duda. Ponad 240 spotkań w powiatach, uściśnięte dłonie, dialog. Z tych spotkań wyłania się obraz Polski: Polacy, którzy chcą godnie żyć - podkreśliła.

"Mam nadzieję, że Komorowski nie stchórzy"

Rzecznik PiS Marcin Mastalerek poinformował, że przed I turą wyborów pojawią się kolejne spoty.

Szydło wezwała prezydenta Bronisława Komorowskiego do udziału w debacie, która odbędzie się we wtorek wieczorem w TVP, a w której ma uczestniczyć 10 spośród 11 kandydatów. - Bronisław Komorowski nie rozliczył się z obietnic, które składał przed czterema laty. Dzisiaj ostatnia szansa, żeby stanął z otwartą przyłbicą przed Polakami. Mam nadzieję, że nie stchórzy - podkreśliła.

Szef sztabu Komorowskiego Robert Tyszkiewicz (PO) powtórzył we wtorek rano, że prezydent nie weźmie udział w debacie w TVP. Tego dnia wieczorem Komorowski ma zaplanowany wywiad w innej stacji telewizyjnej.

Komorowski, wyjaśniając w kwietniu, dlaczego nie weźmie udziału w debacie z pozostałymi kandydatami mówił, że polegałoby to na tym, że 10 kontrkandydatów strzelałoby "do bramki prezydenta przez godzinę, mając (...) pewnie pięć minut każdy". Prezydent stwierdził, że nie byłoby szansy "na żadną pogłębioną wymianę myśli, poglądów, na ujawnienie swoich zamiarów, swoich programów".

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy