Reklama

Reklama

Pełna mobilizacja, bitwa trwa

Na ostatniej prostej kampanii wyborczej finezji już nie ma. Są działania czytelne do bólu.

Spójrzmy na PiS - tu przekaz jest bardzo prosty. Po pierwsze, PiS ma dobre sondaże, ale ma z nimi pewien kłopot. Bo okazuje się, że wyborcy Kaczyńskiego nie są specjalnie zdeterminowani, by iść do urn. Więc ostatnie dni PiS poświęca temu, by ich zmobilizować.

I czyni to na kilka sposobów, bardzo zresztą prostych.

Po pierwsze, obiecuje pieniądze - że będą dodatkowe transfery, dodatkowe emerytury, drogi, wszystko co dusza zamarzy.

Po drugie, straszy, że jak przyjdzie PO, to te pieniądze zostaną zabrane.

Innymi słowy, odwołuje się do kieszeni. Z prostym przekazem - my damy pieniądze.

Reklama

Po trzecie, straszy LGBT. Że oto przyjdą odmieńcy, zabiorą dzieci, będą pluć na krzyż, itd. Ja wiem, że to prymitywny przekaz, ale na pewne grupy skutkuje. Poza tym, jest o tyle istotny, że pomaga mobilizacji... proboszczów, wikarych... Bo to do nich mówił Kaczyński, że w Polsce jest wybór: Kościół albo nihilizm, i że PiS będzie Kościoła bronił jak niepodległości. Więc przychodzi czas próby. I to oni będą mobilizować do głosowania na niedzielnych mszach. I nawet nie będą musieli mówić, na kogo parafianie mają oddać głos...

Zwróćmy uwagę, gdzie PiS w ostatnich dniach zamierza szczególnie uderzać - to wschód Polski i województwo świętokrzyskie. Tu też nie ma przypadku. W tych rejonach PiS chce jeszcze łowić, bo uważa, że może je dodatkowo zmobilizować. Ale przede wszystkim, chce odebrać głosy PSL-owi.

Kluczowa rozgrywka nie toczy się bowiem dziś między PiS-em a PO. Ta bitwa jest już zakończona, tu przepływów wyborców już nie ma.

Owszem, była i jest pewna grupa wyborców prawicowych, konserwatywnych, przywiązanych do Kościoła, plasujących się gdzieś pośrodku. To grupa ceniąca spokój - więc odpychał ich, z jednej strony Macierewicz, z drugiej - awantury z Unią Europejską, z trzeciej - ukłony Platformy w stronę LGBT, środowisk progresywnych i antyklerykalnych.

I cóż się stało? Antoni został schowany, nigdzie go nie ma. O Smoleńsku też cisza. Potyczki z Unią zostały wyciszone, nawet kłopoty Janusza Wojciechowskiego są pokazywane jako gry PSL-u. Na scenie została PO...

W ten sposób PiS podebrał część wyborców Platformie, których mógł podebrać, i sprawę zamknął.

Ale teraz toczy bój zdecydowanie dla swej przyszłości ważniejszy.

PiS chce bowiem wyeliminować z politycznego rynku dwie siły - Konfederację i PSL. To są jego strategiczne cele.

Konfederacja musi zniknąć, bo racją stanu PiS-u, i to od lat, jest, by nikt nie mijał  tej partii z prawej strony. Owszem, takie ugrupowania regularnie się pojawiają. I regularnie są zaduszane. W rozmaity sposób - część działaczy jest podkupywana, część wypychana, takim ugrupowaniom zamyka się drogę do pieniędzy i do okienek w mediach publicznych... Litości nie ma. PiS uważa, że musi być jedyną partią polskiej prawicy. I teraz przyszła kolej na Konfederację. Czy Konfederaci się obronią? Czy przekroczą próg 5 proc.? Byłbym zaskoczony, gdyby to im się udało...

Drugim wrogiem do zaduszenia jest PSL. Tu z kolei chodzi o to, by PiS nie miał konkurencji na polskiej wsi, na polskiej prowincji. By był jedyny na wschodzie, na południu, w Świętokrzyskiem. Gdyby to się udało, PiS byłby jedyną partią polskiej prowincji, Polski B. I to dałoby mu władzę na długie lata. Tak mniej więcej jak w Bawarii. Bo tam, w Monachium wygrywa SPD, ale w landzie wygrywa CSU, i rządzi od lat.

Więc gra jest strategiczna. Na to media nie zwracają uwagi, ale warto wiedzieć, jakie transfery pieniędzy skierowane zostały w ostatnim czasie na wieś. Każde Koło Gospodyń Wiejskich dostało po 3 tys. zł. Wystarczyło tylko zarejestrować je w Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. Te pieniądze koło może wydać jak chce, nawet na integracyjną zabawę. Pieniądze dostali też strażacy. Każda jednostka OSP - 5 tys. zł. Na szkolenie, na umundurowanie, na współpracę ze szkołami. Poza tym, dorzucono też pieniądze na orkiestry dęte. Więc wieś tańczy i śpiewa.

To swoje robi. Wsie są zalepione plakatami kandydatów PiS-u.

Do tego dorzućmy obietnicę, że PiS wyrówna dopłaty polskim rolnikom do poziomu zachodniej Europy. Oczywiście, PiS tego nie zrobi, kompromitacja Wojciechowskiego w Brukseli to pokazuje, on zresztą w tej sprawie, podczas przesłuchania w Parlamencie Europejskim nawet się nie zająknął. Ale kto to wie?

Bój więc jest twardy, jeszcze twardszy niż w wyborach samorządowych. Jego stawką jest władza, nie na cztery lata, ale na znacznie dłużej.

Kto kogo? Bitwa trwa.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy