Reklama

Reklama

​Marek Biernacki: Platforma, którą znam, już się skończyła

- Małgorzata Kidawa-Błońska? Nie łudźmy się. To opcja tylko na czas wyborów - mówi Interii Marek Biernacki, kandydat PSL w wyborach do Sejmu. - To że się bierze Kowala, Ujazdowskiego czy Poncyljusza, nic nie zmienia. PO to centrolewica, to wiedza powszechna - dodaje długoletni poseł i dwukrotny minister w rządzie PO-PSL.

Łukasz Szpyrka, Interia: Przez pięć kadencji zasiadał pan w ławach sejmowych. Był pan ważnym politykiem Platformy Obywatelskiej, ale jakiś czas temu został pan z niej wykluczony. Polityka tak uzależnia, że znów pan startuje?

Reklama

Marek Biernacki, Koalicja Polska: - To właśnie wykluczenie z PO spowodowało, że znów startuję. Zostałem wykluczony za to, że głosowałem zgodnie ze swoim sumieniem i tradycyjnymi wartościami. Wobec tego uważam, że powinienem kandydować. By dać świadectwo, że wierzę w te wartości, o które walczyłem. Gdybym chciał iść na łatwiznę, to skorzystałbym z propozycji kandydowania do Senatu. Uważam jednak, że muszę kontynuować to, co zacząłem.

Był pan łakomym kąskiem na rynku?

- Nie chcę mówić o propozycjach.

Dlaczego PSL-Koalicja Polska?

- To wartości centrowe, chadeckie, w części konserwatywne. Do tego dochodzi zdolny, młody polityk, który jest na czele PSL, czyli Władysław Kosiniak-Kamysz, z którym można wiązać nadzieję. Tym bardziej, jak się popatrzy na panteon młodych polityków, którzy, mówiąc delikatnie, ciekawi nie są.

Bliżej panu do PSL czy Kukiz’15?

- Zdecydowanie do PSL, ale Pawła Kukiza bardzo cenię. Uważam, że jego pakiet proobywatelski jest bardzo istotny. Wpływ obywatela na władzę musi być większy.

Jakie szanse w tych wyborach ma Koalicja Polska?

- Zakładam, że uzyska 10-12 procent, by zacząć budować fundament na przyszłość. Nie ukrywam, że naszym celem jest budowa nowoczesnej partii ludowej, opartej na tradycyjnych wartościach.

Sondaże mówią o 5-7 procentach.

- Zobaczymy, jak będzie. Jesteśmy zdeterminowani. Ja, dzięki kampanii, odzyskałem drugą młodość. Przypomniałem sobie stare, dobre lata, przez pozostawanie w ruchu, spotykanie się z młodymi.

Spędził pan blisko 20 lat w Platformie Obywatelskiej. Jaka dziś jest jej siła?

- Nawet w kampanii nie atakuję byłych kolegów. Jej błędem było jednak odejście na lewo. Platforma stała się ugrupowaniem lewicowym. Co jest najgorsze, Platforma nie rywalizuje o elektorat z PiS-em. To jest błąd szefów PO, bo ludzie, którzy są zniechęceni PiS-em, w żadnym wypadku nie zagłosują na PO.

Dlaczego?

- Bo Platforma bardzo głęboko weszła w sprawy lewicowe, światopoglądowe. To jest jej problem.

Platforma walczy o głosy wyłącznie z wyborcami Lewicy?

- Tak, zdecydowanie.

A gdzie jesteście wy?

- Chcemy być pośrodku. Chcemy tych ludzi zniechęconych z PO i PiS zaprosić do współpracy. A także zachęcić tych, którzy nie chodzili na wybory. Chcemy też zmienić retorykę. By wojny plemion nie było. Na razie podział polityczny, dwupartyjny, nie przełożył się na tak wyraźny i niebezpieczny podział światopoglądowy. Wychodzę z założenia, że ten podział będzie się zmieniał. Gdyby przy takim podziale politycznym nałożył się na niego jeszcze podział światopoglądowy, to naprawdę mielibyśmy w Polsce dwa wrogie plemiona. I to na długie lata.

Gdzie usiądziecie w przyszłej kadencji Sejmu?

- Pewnie między PiS a PO. PO to dziś centrolewica, a my jesteśmy bardziej w środku. To że się bierze Kowala, Ujazdowskiego czy Poncyljusza, nic to nie zmienia. PO to centrolewica, to wiedza powszechna.

"PO przestała być wiarygodna. To jej koniec" - to pana słowa.

- Tak, to koniec ugrupowania, do którego wstępowałem, które wygrywało wybory. Tak się złożyło, że odkąd byłem w PO, nigdy nie przegraliśmy wyborów w moim okręgu. To była partia centrowo-konserwatywna, ale otwarta na różne środowiska. Teraz wyraźnie skręciła w lewo. Skończyła się już ta Platforma, którą znam.

Kiedy się skończyła?

- Następowało to od pewnego momentu. Bo od czego zaczęły się problemy PO? Od wyborów prezydenckich, kiedy wydawało się, że Bronisław Komorowski wygra w cuglach. Po raz pierwszy nastąpił przechył w lewo. Później cały czas ten skręt się pogłębiał. Następnie po raz pierwszy wykluczono kogoś z partii, nie karząc go naganą albo ostrzeżeniem. Za co? Za głosowanie w klasycznych sprawach światopoglądowych. To był już koniec, bo zgubiono całkowicie swoją otwartość.

Małgorzata Kidawa-Błońska jest dobrym kandydatem na lidera PO?

- Nie łudźmy się. To opcja tylko na czas wyborów.

Po wyborach wróci Grzegorz Schetyna?

- Uważam, że Platformę czeka duże przewartościowanie wewnętrzne. Jak rozmawiam z działaczami PO to słyszę, że to nie jest walka o władzę w Polsce, a o władzę w Platformie. To już jednak nie moja bajka.

Ma pan żal do kogoś z PO?

- Wygrała lewa strona. Mam żal, że za wykluczeniem mnie z partii zagłosowano jednogłośnie. Była to przemyślana decyzja.

Hipotetyczna sytuacja - PiS-owi brakuje kilku mandatów do samodzielnej większości. Koalicja Polska jest w stanie wejść z PiS w koalicję?

- Naszym założeniem jest budowa partii ludowej, chadeckiej i odbudowa państwa. Dla nas oczywiste jest, że w Polsce trzeba przywrócić rządy prawa. Nie wyobrażam sobie być w koalicji z ugrupowaniem, które pogwałciło wszelkie zasady.

A wyobraża pan sobie być w koalicji z dwiema lewicowymi siłami, jak sam pan powiedział, czyli Lewicą i KO?

- To też jakiś problem. Być może będą w Polsce rządy mniejszościowe? Jeszcze tego nigdy nie przerabialiśmy.

Gdy porówna pan kulturę polityczną sprzed 20 lat do tej dzisiejszej, to w którą stronę zmierzamy?

- Dla mnie papierkiem lakmusowym jest parlament. Nawet wtedy, gdy rząd Jerzego Buzka wprowadzał bardzo istotne zmiany, obrady i debaty w klubach były poważne, przedyskutowane i przemyślane. Gdy spotykaliśmy się w komisjach to wszyscy pracowali dla dobra projektu, a nie partii. Nie było podziału opozycja-rząd. Zresztą nawet jako minister zabiegałem, by opozycja popierała jakiś mój projekt. To była inna praca. Były debaty, dyskutowano o projektach. Teraz nie ma ani debaty, ani dyskusji.

Wspomniał pan, że czuje się młodszy w tej kampanii. Rozumiem, że nie wybiera się pan na emeryturę?

- Wszystko zależy od wyborców. Zdaję sobie sprawę, że politykiem nie można być wiecznie. Sytuacja zdeterminowała mnie do walki. Jestem z pokolenia, które nie znało internetu. Dynamika jest nieprawdopodobna. Dlatego też uważam, że zmiana warty to naturalna kolej rzeczy. Zakładam, że będzie ona miała miejsce w najbliższym czasie. Być może już w tej, bądź następnej kadencji. Ale ja wciąż mam w sobie ciekawość, która pcha mnie do przodu.

Rozmawiał Łukasz Szpyrka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne