Reklama

Reklama

Aleksander Kwaśniewski łączy lewicę

Zgadzam się z tezą, że w tej fazie kampanii gra toczy się już tylko o małe punkty. O zmobilizowanie "swoich", no i uszczknięcie wyborców którejś z bliskich partii. Czyli o pewne przepływy między Platformą a Lewicą, Konfederacją a PiS-em, no i może Kukizem (czyli PSL-em) a Konfederacją.

Tu, na tych międzypartyjnych granicach, trwa przeciąganie. Widać, że kłopoty Platformy chce wykorzystać Lewica. Te kłopoty są dwojakiego rodzaju, na pewno jest to "taśma Neumanna" (choć nie przesadzałbym z jej wpływem na postawy wyborców, będzie bliski zeru), ale przede wszystkim jest to jej ogólny uwiąd. Platforma nie może złapać wyborczej melodii, wciąż jest bardziej antyPiS-em niż kimkolwiek innym.

A Lewica? Obserwowałem jej ostatnią konwencję, tę w Katowicach. No i gdybym miał tylko na tej podstawie prognozować jej wynik, to mógłbym mówić, że po latach posuchy wiatr zaczyna w jej żagle wiać. Ale przecież wiem, że są całe powiaty, w których obecność Lewicy jest śladowa, że dziś to bardziej formacja wyspowa, niż ogólnopolska. I że pieniędzy na kampanię to tam nie ma... Więc może być różnie, wszystko zależy jak zmobilizują się jej wyborcy.

Reklama

Ale wróćmy do Katowic. Tam zdarzyło się coś ważnego. Za sprawą Aleksandra Kwaśniewskiego, który włączył się w tę kampanię. A włączył się nie jako biały miś do fotografowania, ale ustawił się w roli szacownego seniora, który służy młodszym dobrą radą i tłumaczy zawiłości historii. I narzuca ton.

To istotne - dlatego, że dzisiejszą lewicę tworzą trzy grupy, ewidentnie różne, nie tylko pokoleniowo. Bo przecież dzieli SLD i Razem stosunek do przemian III RP i do Polski Ludowej. I oto Kwaśniewski przerzucił most między jednymi a drugimi. Dlaczego SLD, gdy rządził, nie decydował się na transfery socjalne? Bo wtedy były inne czasy - mówił. - Polska była biedna, i do tego jeszcze była tzw. dziura Bauca.

Tak właśnie było, ja to pamiętam - gdy w roku 2001 Marek Belka układał budżet na rok przyszły, miał w nim zapisane 144 mld zł wpływów i 184 mld zł wydatków. A dziś, w roku 2019 dochody budżetu są obliczane na 387 mld zł, a wydatki na 415 mld zł. Porównajmy te sumy, nawet uwzględniając inflację. 144 mld a 387 mld? To 243 mld różnicy! Jest czym się rządzić... Jest co wydawać...

Kwaśniewski mówił też o wyzwaniach tamtego czasu: "Wiedzieliśmy, że musimy Polsce dać fundamenty. Musimy Polsce dać fundament demokracji, czyli Konstytucję; fundament bezpieczeństwa, czyli NATO, oraz fundament rozwoju i postępu cywilizacyjnego i tym była Unia Europejska".

Do tego wszystkiego przypomniał, jak ludzie PO załatwili startującego w roku 2005 w wyborach prezydenckich Włodzimierza Cimoszewicza, no wezwał wyborców lewicy do powrotu (wiadomo skąd). Bo już mają gdzie wracać.

I jeszcze dwa elementy utkwiły mi w pamięci. Kwaśniewski po raz kolejny zadeklarował, że będzie głosować na Adriana Zandberga, jedynkę na warszawskiej liście Lewicy, i że bardzo z tego się cieszy, więc to kolejny ukłon w stronę Razem. No i zaświecił reflektorem w przyszłość. Wzywając m.in. do postawienia na edukację, bo poziom wykształcenia społeczeństwa będzie decydował o pozycji państwa w świecie. "Edukacja to nie tylko należne, konieczne wyższe płace dla nauczycieli, ale to także zmiany programowe, po to, żebyśmy w Polsce kształcili dobrych informatyków, którzy znają najnowsze technologie, a nie kolejne pokolenie żołnierzy wyklętych, bo to jest droga donikąd" - mówił.

Stop! Nie miejsce i pora, by opisywać, co Kwaśniewski powiedział. Każdy kto chce, bez kłopotów to znajdzie, w sieci jest i relacja, i stenogram, i zapis wideo.

Istotne jest coś innego. Po raz pierwszy, szkoda tylko że na tydzień przed wyborami, została zaprezentowana poważna alternatywa dla PiS-u. Nie jakieś wycinki, nie prosta krytyka działań Kaczyńskiego, ale poważna opowieść o Polsce. O III RP, o etapach jej historii. A także opowieść o zadaniach polskiej lewicy. Tych na przyszłość.

Opowieść, w której odnaleźć się mogą i zwolennicy SLD i zwolennicy Wiosny, i zwolennicy Razem, i lewicowcy gdzieś zagubieni. Różne pokolenia. Ten blok Lewicy, który został zmontowany ad hoc, co można wręcz rozpatrywać w kategorii cudu, to przecież wciąż bardziej partyzantka niż regularna armia. Ale ta partyzantka, za sprawą kampanii, kolejnych wystąpień, przekształca się w coraz bardziej sprawne oddziały. Koalicja trzech im wszystkim wychodzi na dobre. Oto mamy i zastrzyk świeżej krwi, mamy ludzi z inwencją i pomysłami, i cywilną odwagą, no i grupę weteranów. To się uzupełnia bardzo dobrze.

Lewica przez lata była w odwrocie, starzała się, nie potrafiła się odgryzać, walczyć o swoje, była formacją bez ducha i bez głowy. Taką w kącie. Teraz odzyskuje wigor. Ma głowę (czy też - trzy głowy), ma swoją opowieść, wrócił do niej optymizm. A to warunek, by powalczyć, by zacząć się odbudowywać.

Przypominałem budżet Belki, przypomnę wybory 2001 roku. PiS, startując po raz pierwszy, zdobył w nich 9,5 proc. głosów i 44 mandaty. A potem już rósł. Bo miał swój rytm i coś do powiedzenia. 

Robert Walenciak

#InteriaNaWybory - codzienne przedwyborcze komentarze, sondaże i wywiady

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy