Reklama

Reklama

"Paragon hańby". Minister zdrowia i Małgorzata Kidawa-Błońska komentują

- Odpłatność ryczałtowa dla pacjenta za Valcyte wynosi 3 zł 20 gr, jeśli został przepisany zgodnie ze wskazaniem w wykazie refundacyjnym - powiedział w środę minister zdrowia Łukasz Szumowski, pytany o zamieszanie wokół paragonu na ten lek. Małgorzata Kidawa-Błońska uważa z kolei, że paragon był prawdziwy.

Borys Budka opublikował na Twitterze post: "Oto paragon hańby tego rządu. Ponad 2000 zł dla dziecka po przeszczepie, które rodzice muszą wydać tylko dlatego, że ten rząd zamiast dofinansować służbę zdrowia woli wydawać na nagrody dla swoich ministrów". Budka przedstawił ten paragon także podczas debaty w TVP we wtorek wieczorem.

Na paragonie (noszącym datę 30 września br.) jest lek Valcyte, proszek do sporządzania roztworu doustnego; kwota opiewa na 2028 zł 36 gr. (dwa opakowania po 1041 zł 18 gr).

Odpowiedź ministra zdrowia

"Chcę potwierdzić, że jest to lek na ryczałt, który można stosować w ciągu 100 dni od przeszczepu, a 200 dni w przypadku szczególnym - przeszczepu nerki. Jest to lek za 3,2 zł. To lek na ryczałt dla wszystkich zgodnie z rejestrem" - powiedział dziennikarzom minister Szumowski.

Reklama

Zakres wskazań objętych refundacją to m.in. zakażenie wirusem cytomegalii u pacjentów poddawanych przeszczepom narządów miąższowych - profilaktyka po zakończeniu hospitalizacji związanej z transplantacją do 110 dni po przeszczepie - w przypadku udokumentowanych przeciwwskazań do stosowania walgancyklowiru w stałej doustnej postaci farmaceutycznej; zakażenie wirusem cytomegalii u pacjentów poddawanych przeszczepom nerek - profilaktyka po zakończeniu hospitalizacji związanej z transplantacją do 200 dni po przeszczepie - w przypadku udokumentowanych przeciwwskazań do stosowania walgancyklowiru w stałej doustnej postaci farmaceutyczne.

Zakres wskazań pozarejestracyjnych objętych refundacją to m.in. zakażenie wirusem cytomegalii u pacjentów poddawanych przeszczepom kończyny, rogówki, szpiku, tkanek lub komórek - profilaktyka po zakończeniu hospitalizacji związanej z transplantacją do 110 dni po przeszczepie - w przypadku udokumentowanych przeciwwskazań do stosowania walgancyklowiru w stałej doustnej postaci farmaceutycznej. 

Kidawa-Błońska: Paragon był prawdziwy

O wykorzystanie paragonu w debacie w TVP Kidawa-Błońska była pytana na konferencji prasowej w Kielcach. "To jest pierwsze pytanie - dlaczego ten lek przez tyle miesięcy był objęty tak wysoką podwyżką? Dlaczego z kilku złotych jego cena wzrosła na kilkaset złotych? Po drugie - dlaczego dano refundację miesiąc temu, przed samymi wyborami i dlaczego ten lek nie jest dostępny dla wszystkich pacjentów chorych na raka, tylko dla dzieci i tylko do 110 dni?" - podkreśliła wicemarszałek Sejmu.

Jak dodała, "po 110 dniach brania tego leku rodzice musza płacić pełną kwotę za ten lek". "Cena (refundowana) dotyczy tylko dzieci i tylko jeśli go przyjmują przez 110 dni, potem rodzice muszą zapłacić pełną kwotę" - stwierdziła Kidawa-Błońska.

Zapewniła, że pokazany przez Budkę paragon "był paragonem prawdziwym". Zaznaczyła, że za ten lek "zapłacono tego dnia tyle pieniędzy". "Rzeczywiście ten lek od miesiąca jest refundowany dla dzieci do 110 dni i to jest też prawda. Paragon z wczoraj był prawdziwy dla osoby, która potrzebowała ten lek, ale nie mieściła się w tej kategorii - dziecka i 110 dni. Borys Budka mówił prawdę" - zapewniła wicemarszałek Sejmu. 

Rzecznik rządu: Mam nadzieję, że poseł przeprosi

Do sprawy "paragonu hańby" odniósł się rzecznik rządu Piotr Müller.

Komentując w środę sprawę zwrócił uwagę, że jesteśmy na finiszu kampanii wyborczej i będziemy świadkami różnych chwytów. "Oczywiście zawsze do wszystkich zarzutów dotyczących służby zdrowia, czy innych obszarów, które należy poprawić, podchodzimy z pokorą, ale w tym konkretnym przypadku, to było nieprawdziwe stwierdzenie (Budki). Mam nadzieję, że poseł Budka przeprosi za to" - powiedział Müller.

Budka: To paragon wstydu

"Jeżeli ktoś twierdzi, że ten paragon jest nieprawdziwy, niech pozwie mnie do sądu. To jest paragon wstydu, bo ten lek przez około trzy lata rządów PiS kosztował około tysiąca złotych. W 2015 r. gdy PO oddawała władzę lek kosztował 3,20 zł później cena doszła do ok. 1 tys. zł" - powiedział Budka podczas środowej konferencji prasowej w Gliwicach.

Dodał, że "to jest paragon wstydu, który pokazuje, że w czasach, kiedy ministrowie rządu PiS otrzymywali horrendalne nagrody, ludzie, rodzice musieli płacić za ten lek około tysiąca złotych". Budka powiedział, że "dziwnym trafem dopiero we wrześniu na finiszu kampanii wyborczej udaje się zrefundować ten lek, ale nie dla wszystkich".

Według Budki, powołującego się na opinię specjalistów, lek jest obecnie refundowany tylko przy określonych zakażeniach, tylko dla części pacjentów, do 100 dni, a w niektórych przypadkach do 200.

"To autentyczny paragon"



"Paragon jest autentyczny, ma datę wystawienia, wyraźnie wskazuje na to, że jest to odpłatność 100 proc., bo ten lek nie jest refundowany dla wszystkich" - dodał. Wyjaśnił, że paragon otrzymał za pośrednictwem mediów społecznościowych. "Podesłał nam go któryś z pacjentów. To autentyczna apteka, autentyczny paragon" - powiedział.

Poinformował, że w sprawie tego specyfiku było wiele monitów sejmowej komisji zdrowia, którą kierował Bartosz Arłukowicz (PO) i wiele pism do ministra zdrowia. "Minister zajmował się pigułką dzień po, zajmował się sprawami ideologicznymi, dopiero na finiszu kampanii wyborczej, we wrześniu ten lek jest refundowany i to tylko w części przypadków" - zaznaczył.

Budka wyraził nadzieję, że decyzja o objęciu tego leku refundacją nie jest "decyzją tylko i wyłącznie na wybory". "Można się zastanowić, co stanie się po wyborach, czy znowu jego cena nie wróci do tej sprzed września 2019 r.?" - dodał.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje