Reklama

Reklama

​Ostatnia runda Polskiego Stronnictwa Ludowego

PSL przypomina dziś boksera, który po kilku nokautach znów wstaje i liczy na ostatni zryw w dwunastej rundzie. I albo zwycięży przez nokaut, albo zostanie wypunktowany.

To, co w ostatnich miesiącach działo się w Polskim Stronnictwie Ludowym musiało doprowadzić do dzisiejszego kryzysu. PSL zatraciło tożsamość. Zapomniało skąd się wywodzi i na czyje głosy może liczyć, co przez lata gwarantowało byt na polskiej scenie politycznej. Flirtowało z Platformą Obywatelską, ale okazało się, że ta do końca nie odwzajemnia uczuć. A być może nie była w nich stała, bo miała skłonność do innych zauroczeń.

PSL na obrzeżach

PO reanimowała SLD, ale wchłonęła też Nowoczesną. PSL stał i stoi trochę z boku. Choć Grzegorz Schetyna przekonuje, że "to pierwszy wybór koalicyjny", sami ludowcy przestają w to wierzyć.

Reklama

Dziś PSL widzi, że w polityce nie ma przyjaciół. Wie, że musi liczyć na siebie, by po prostu przetrwać. Stąd też pierwsze odważne, choć obarczone ryzykiem, decyzje od dłuższego czasu. Prezes PSL Władysław Kosiniak-Kamysz w końcu zaczął zachowywać się jak lider. Szuka alternatyw, nie chce oglądać się jedynie na PO. Stąd też pierwsza, czwartkowa szarża, czyli dołączenie do ludowców dwóch posłów PO (Marka Biernackiego i Jacka Tomczaka) i Nowoczesnej (Radosława Lubczyka).

Druga szarża może mieć miejsce w sobotę, jeśli Rada Naczelna PSL zdecyduje o odłączeniu się od obciążonej lewicowym pierwiastkiem Platformy Obywatelskiej. Tu Kosiniak-Kamysz również stawia niejako ultimatum - PSL może pójść do wyborów wspólnie z PO, ale pod warunkiem, że w koalicji nie będzie SLD. W przeciwnym razie PSL spróbuje stworzyć własny blok.

Kukiz w koalicji z ludowcami?

Pytanie jednak, kto miałby współtworzyć blok pod nazwą Koalicja Polska? PSL, które miałoby dążyć do wizerunku partii chadeckiej, prawdopodobnie rozpoczęłoby współpracę z Markiem Jurkiem.

Jeśli ludowcy zdecydują się na pójście do wyborów bez PO, możliwa jest też trzecia opcja. Dziś odbywa się wyjazdowe posiedzenie klubu Kukiz’15. To partia, która również balansuje na granicy progu wyborczego i obawia się o przyszłość. Jednym z tematów, które mogą zostać podjęte, jest ewentualne dołączenie do bloku PSL-Koalicja Polska. Wówczas pojawiłyby się trzy wyraźne bloki przed jesiennymi wyborami do parlamentu: PiS z partiami prawicowymi, PO z partiami lewicowymi oraz PSL z Kukizem i mniejszymi środowiskami. Gdyby PSL zdecydowało się na takie rozwiązanie, byłby to trzeci ofensywny ruch ludowców w krótkim czasie. Ruch, który albo utrzyma partię przy życiu, albo ją pogrzebie.

Sawicki: Stawiałbym na ludzi, a nie na konkretne środowiska polityczne

O możliwych scenariuszach rozmawiamy z posłem PSL Markiem Sawickim.

Łukasz Szpyrka, Interia: W jakiej formule Polskie Stronnictwo Ludowe przystąpi do wyborów parlamentarnych?

Marek Sawicki, PSL: - Decyzje zapadną w głosowaniu, bo PSL to partia demokratyczna. Dziś ani ja, ani prezes Władysław Kosiniak-Kamysz nie jesteśmy pewni rozstrzygnięcia, w którą stronę to pójdzie. W mojej ocenie prezes skłania się ku koncepcji Koalicji Polskiej, którą ogłosił blisko miesiąc temu. Czy ona wygra? Dowiemy się w sobotę.

A ku jakiej koncepcji pan się skłania?

- Wielokrotnie mówiłem, co najmniej od roku, że koncepcja anty-PiS, czyli szerokiego bloku, nie sprawdzi się. Tak się stało, więc jej kontynuowanie nie ma sensu. Trzeba szukać nowych rozwiązań, a takim jest np. propozycja dwóch bloków - ludowo-konserwatywnego i liberalno-lewicowego. To czytelniejsza oferta dla wyborców. Ciągle natomiast wydaje się części doradców liberalnych, że Polska jest gotowa do duopolu politycznego. Brytyjczycy od duopolu odchodzą, Amerykanie zaczynają duopol łamać, więc pytanie dlaczego my mielibyśmy podążać takimi ścieżkami.

Opcją jest też samodzielny start w wyborach parlamentarnych?

- To byłby start, który planujemy jako Koalicja Polska w Komitecie Wyborczym Polskiego Stronnictwa Ludowego, otwarty na partnerów z zewnątrz. Czyli coś, co robi Prawo i Sprawiedliwość od dłuższego czasu nazywając się Zjednoczoną Prawicą, a jednocześnie używając KW PiS.

Kim są partnerzy z zewnątrz?

- Jest sporo chętnych. Raczej stawiałbym na ludzi, a nie na konkretne środowiska polityczne. Takie rozwiązanie sugeruję prezesowi i liderom PSL.

Sięgnięcie po samorządowców?

- Oczywiście i z tymi ludźmi prezes Kosiniak-Kamysz cały czas prowadzi negocjacje. Interesują nas przede wszystkim ludzie, osobowości, które mogłyby wzbogacić listę PSL.

W "Rzeczpospolitej" ukazała się analiza Marka Migalskiego, który pisze, że start w wyborach poza koalicją z PO daje wam możliwość większej elastyczności negocjacyjnej po wyborach, choćby z PiS.

- Przede wszystkim chcemy uchronić Polskę od duopolu politycznego. Dla demokracji byłoby dobrze, gdyby pewne minimum, czyli trzy siły polityczne w miarę równoważące się, musiały się ze sobą dogadywać. W momencie, kiedy są wyłącznie dwa bloki, konflikt narasta. Mamy spór o pietruszkę, która jest coraz droższa, której jest coraz mniej, a której ludzie wciąż potrzebują i płacą za nią dużo, mimo że jej jakość pozostawia wiele do życzenia.

Wierzy pan, że PSL może jeszcze się odbudować i przekroczyć próg wyborczy?

- Gdybym nie wierzył, już dawno bym się wycofał. Od 1989 roku wiele formacji politycznych, a także wielu publicystów wieszczyło zgon PSL. Nie ma już tych publicystów i tych partii, a my w przyszłym roku będziemy obchodzić 125. rocznicę ciągłego funkcjonowania w polskim życiu publicznym.

Przypomina pan sobie taki kryzys PSL, od momentu, kiedy został pan parlamentarzystą?

- W PSL nigdy nie było okresów łatwych. Ostatnie 15 lat funkcjonujemy bez pieniędzy z dotacji, które zwracamy do budżetu państwa i jakoś sobie radzimy. W tej chwili jesteśmy w końcówce uregulowania zobowiązań zasądzonych przez sąd. Jeśli te wybory nam się udadzą, to będzie to pierwsza od kilku kadencji kadencja, w której będziemy mogli ruszyć pełną parą.

W międzyczasie wyrósł wam kolejny przeciwnik, którym jest nowa partia "Prawda".

- Wszystkim życzę powodzenia. Przy każdych wyborach powstają nowe ruchy, koncepcje. Pytanie, czy zdołają zebrać stosowną liczbę podpisów do zarejestrowania list. A tak jak powiedziałem - konkurencja jest potrzebna. Powstawanie tego typu ruchów to także mobilizacja dla partii już stabilnych.

Rozumiem, że Wiośnie i Kukiz’15 też pan kibicuje?

- Sugerujemy, że albo Platforma Obywatelska zdecyduje się na czystą koalicję z PSL, bez środowisk lewicowych, albo pójdzie do wyborów ze środowiskami lewicowymi. Jednocześnie uważamy, że wyeliminowanie lewicy z polskiej sceny politycznej nie jest czymś dobrym. Widać wyraźnie we wszystkich środowiskach, że pojawiają się osoby o poglądach skrajnie lewicowych i konkurujące ze sobą w sposób niezorganizowany. Niech więc pewne kwestie zostaną dla tych środowisk zarezerwowane, niech one starają się przekonać do tego swoich wyborców. My natomiast wracamy do rdzenia chadecko-konserwatywnego i w tym będziemy upatrywać swojego sukcesu.

Będzie pan kandydował?

- Wszystko zależy od tego, w jakiej formule do wyborów będzie szedł PSL.

Łukasz Szpyrka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje