Reklama

Reklama

Na co cierpi polska służba zdrowia?

​W sierpniu IBRIS przeprowadził dla "Rzeczpospolitej" sondaż, z którego wynika, że według aż 78 procent badanych trudna sytuacja w służbie zdrowia powinna być najważniejszym tematem w programach partii politycznych w najbliższych wyborach. Czy tak jest? Na to i inne pytania związane ze służbą zdrowia odpowiedzą już dziś goście debaty "Po prostu Polska" organizowanej przez RMF FM, Interię i "Dziennik Gazetę Prawną".

Kolejki

Niewątpliwie jednym z czołowych problemów niezmiennie nękającym polską służbę zdrowia są kolejki do lekarzy i na zabiegi. Według raportu przygotowanego przez Fundację Watch Health Care (WHC) średni czas oczekiwania na pojedyncze gwarantowane świadczenie medyczne w grudniu 2018/styczniu 2019 roku wynosił ok. 3,8 miesiąca.

Reklama

To nieznaczne pogorszenie w stosunku do raportu ubiegłorocznego (o ok. 0,1 miesiąca), jednak właśnie w czerwcu/lipcu 2018 roku średni czas oczekiwania wzrósł dość gwałtownie, bo aż o 0,6 miesiąca - w czerwcu/lipcu 2017 roku wynosił on 3,1 miesiąca, a w lutym i marcu 2017 - 3 miesiące. Stałą zwyżkową tendencję w tym zakresie WHC obserwuje od lutego/marca 2014 roku. Średni czas oczekiwania na gwarantowane świadczenia wynosił wtedy 2,5 miesiąca.

Poniżej miesiąca muszą czekać jedynie pacjenci neonatologii (0,8), cierpiący na choroby płuc (0,5) oraz poddający się radioterapii onkologicznej (0,4).

Według autorów raportu średni czas oczekiwania na wizytę u specjalisty to 3,9 miesiąca. Tutaj również w porównaniu z poprzednim rokiem zaszły niewielkie zmiany, rzędu 0,5 miesiąca (wzrost czasu oczekiwania).

Kiedy jednak przyjrzymy się zmianom czasu oczekiwania na konkretne świadczenie lub na wizytę u konkretnego specjalisty, w jednych dziedzinach czas ten w porównaniu z poprzednim raportem znacząco się poprawił, podczas gdy w innych - mocno pogorszył.

Niedofinansowanie

Stale podnoszoną kwestią jest niedofinansowanie ochrony zdrowia w Polsce. Przekłada się to na niskie płace dla personelu, a co za tym idzie - braki kadrowe. 9 września Okręgowa Rada Lekarska w Warszawie w porozumieniu z innymi organizacjami, w tym z Ogólnopolskim Związkiem Zawodowym Lekarzy i Porozumieniem Rezydentów OZZL, ogłosiła Narodowy Kryzys Zdrowia. Przedstawiciele Okręgowej Izby Lekarskiej mówili, że na 1000 mieszkańców Polski przypada średnio 2,4 lekarza, podczas kiedy średnia w Unii Europejskiej to 3,8. Polski wynik jest najniższym w UE.

W ostatnich latach co jakiś czas docierały do nas informacje o tym, że kolejne szpitale zamykały swoje oddziały do odwołania z powodu braków kadrowych. Odbyło się kilka protestów spowodowanych niskimi płacami i nadmiernym obciążeniem, m.in. pielęgniarek.

W maju tego roku strajkowali fizjoterapeuci i diagności, którzy czują się pomijani przy podwyżkach przyznawanych lekarzom oraz pielęgniarkom. Protest zawiesili po porozumieniu z Ministerstwem Zdrowia, zgodnie z którym od 1 lipca miał przysługiwać im dodatek w wysokości 500 zł netto miesięcznie. Podwyżki otrzymało jednak tylko 30 proc. pracowników fizjoterapii i diagnostyki. Dlatego od 23 września strajk ma zostać wznowiony.

Porozumienie Rezydentów po kilkumiesięcznym proteście wywalczyło w lutym 2018 roku od ministra zdrowia gwarancję systematycznego wzrostu nakładu na służbę zdrowia tak, by w 2024 roku osiągnął on poziom 6 procent PKB. Zgodnie ze zobowiązaniem, w 2019 roku wysokość tego finansowania miała wynieść nie mniej niż 4,86 proc. PKB. W budżecie planowanym na bieżący rok ustanowiono wydatki na służbę zdrowia rzędu 4,92 proc. PKB

Jak jednak ustaliła Naczelna Rada Lekarska, konkretna kwota była obliczona na podstawie historycznego PKB z 2017 roku. Przepisy w ustawie zdrowotnej zostały skonstruowane tak, by nakłady na zdrowie podnoszone były w oparciu o PKB sprzed dwóch lat. W konsekwencji 12 września lekarze rezydenci rozpoczęli kolejny protest. Domagają się w nim, jak i w manifeście "Polska to chory kraj" podpisanym w ramach ogłoszenia Narodowego Kryzysu Zdrowia, nakładu na służbę zdrowia w wysokości 6,8 proc. PKB (unijna średnia) do 2021 roku, a do 2030 roku - 9 proc.

(Nie)dostępność leków

Problemem jest również dostępność niektórych leków. Ministerstwo Zdrowia opublikowało w piątek najnowszą listę leków, których niedługo może zabraknąć. Zawiera ona 350 pozycji - o 26 więcej niż ostatnia publikacja - a znalazły się na niej m. in. insulina, zawiesina do nebulizacji, leki przeciwzakrzepowe, preparaty mlekozastępcze dla dzieci oraz szczepionka przeciw grypie.

Jedną z głównych przyczyn znikania leków z aptek są mafie lekowe. Nielegalnie eksportują one za granicę leki, które w Polsce można kupić taniej niż w innych państwach.

Fundacja onkologiczna Alivia alarmuje również, że polska medycyna w zakresie terapii onkologicznej nie nadąża za aktualną wiedzą. Opracowany przez fundację Oncoindex (w którym -100 oznacza zupełny brak dostępu do terapii, a 0 - pełen dostęp zgodny z obecną wiedzą) dla naszego kraju wynosi -70. Niedostępnych jest u nas 47 ze 102 terapii lekowych rekomendowanych przez Europejskie Towarzystwo Onkologii Klinicznej. Co więcej, w ciągu 5 lat od zdiagnozowania choroby nowotworowej tylko 43 proc. Polaków wciąż żyje. Dla porównania liczba ta na Litwie wynosi 46 proc., na Słowacji - 47 proc., w Słowenii - 49 proc., a w Czechach - 51 proc.

Tematowi ochrony zdrowia poświęcona będzie debata z serii "Po prostu Polska", która odbędzie się w poniedziałek 16 września o godzinie 18. Transmitowana będzie na antenie RMF FM, a także na stronach głównych Interii, RMF24 oraz dziennik.pl. Udział w niej potwierdzili:

Prawo i Sprawiedliwość - Łukasz Szumowski

Koalicja Obywatelska - Lidia Gądek

Polskie Stronnictwo Ludowe - Marek Kos

Lewica - Wojciech Konieczny

Konfederacja - Radosław Czosnowski

Debatę poprowadzą Marcin Zaborski i Patryk Michalski z RMF FM oraz Klara Klinger z "Dziennika Gazety Prawnej".

Antoni Kuźmiński

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje