Reklama

Reklama

Katarzyna ​Lubnauer: Nie myślę o ochronie, nie możemy dać się zastraszyć

Katarzyna Lubnauer nie chce skorzystać z ochrony po tym, jak groźby karalne skierował w jej stronę funkcjonariusz Straży Marszałkowskiej. Nie możemy dać się zastraszyć i pozwolić, aby osoby, które nam grożą wygrały potyczkę psychologiczną" - powiedziała w środę szefowa Nowoczesnej. Jak podkreśliła, ochrona utrudniałaby jej prowadzenie kampanii wyborczej.

Lubnauer poinformowała we wpisie na Facebooku, że w niedzielę, w czasie emisji jednego z programów TVN24 na adres kontaktowy stacji został przesłany mail z pogróżkami. W wiadomości poza wulgarnymi wyzwiskami pod jej adresem znalazła się groźba o treści: "trzeba cię zabić jak tego złodzieja adamowicza" (Pawła Adamowicza, prezydenta Gdańska śmiertelnie ranionego w styczniu tego roku; pisownia oryginalna). W poniedziałek w związku z tą sprawą zatrzymany został funkcjonariusz Straży Marszałkowskiej.

We wtorek Centrum Informacyjne Sejmu poinformowało, że funkcjonariusz Straży Marszałkowskiej zatrzymany w poniedziałek w związku z kierowaniem gróźb karalnych pod adresem jednej z posłanek, został zwolniony ze służby, a decyzję personalną w tej sprawie podpisała szefowa Kancelarii Sejmu.

Reklama

Lubnauer była w środę pytana w radiu TOK FM, czy w związku z pogróżkami, które pod jej adresem skierował były już funkcjonariusz Straży Marszałkowskiej, myśli o ochronie. "Nie, zdecydowanie nie. Nie możemy dać się zastraszyć, nie możemy doprowadzić do sytuacji, w której osoby, które nas zastraszają, ale również osoby, które stwarzają taką atmosferę w państwie, że ktoś jest skłonny, żeby grozić nam i straszyć - wygrały tę potyczkę psychologiczną. Jeżeli damy się zastraszyć, będziemy bali się wyjść z domu, to już na starcie w jakiś sposób przegraliśmy" - podkreśliła.

"Ochrona utrudniłaby kampanię"

Jak dodała, codziennie prowadzi kampanię "między ludźmi" m.in. na dzielnicowych bazach czy odwiedzając mieszkańców w ich domach. "Jeżeli zaczęłabym oczekiwać ochrony i jakaś ochrona zaczęłaby ze mną chodzić, to praktycznie nie miałabym szansy na rzeczywistą rozmowę z warszawiakami, na rzeczywistą akcje ulotkową i jeszcze pokazałabym, że to zastraszanie jest skuteczne" - zaznaczyła Lubnauer.

Oceniła, że pogróżki, z którymi się spotkała, to część atmosfery, która panuje w Polsce. "Nie jest rolą polityków straszenie społeczeństwa. Niestety rządzący są mistrzami wytwarzania tej atmosfery wzajemnej nienawiści, tego szczucia jednym na drugich" - stwierdziła Lubnauer.

"Zagrożenie było realne, bo miał broń"

Jak zaznaczyła, w całej sprawie pogróżek, które otrzymała najbardziej bulwersujące jest to, że ich autorem okazał się strażnik marszałkowski. Podkreśliła, że zagrożenie stało się bardziej realne, gdy dowiedziała się, kto jej groził, ponieważ strażnik miał broń i mógł być w pobliżu.

Prokurator Mirosława Chyr z Prokuratury Okręgowej w Warszawie przekazała we wtorek, że funkcjonariusz Straży Marszałkowskiej Włodzimierz D. usłyszał zarzuty kierowania groźby karalnej i znieważenia Katarzyny Lubnauer. Jak zaznaczyła, prokuratura przesłuchała też podejrzanego, który przyznał się do popełnienia zarzucanego mu czynu i wyraził skruchę.

Wobec podejrzanego zastosowany został dozór policji z obowiązkiem stawiennictwa pięć razy w tygodniu w komisariacie. Prokurator zakazał mu też wszelkich kontaktów z pokrzywdzoną, w tym zbliżania się do niej na odległość mniejszą niż 100 metrów. W ramach środka zapobiegawczego, niezależnie od działań wdrożonych przez Straż Marszałkowską, prokurator zawiesił podejrzanego w obowiązkach służbowych funkcjonariusza Straży Marszałkowskiej.

Centrum Informacyjne Sejmu potwierdziło, że w poniedziałek został zatrzymany przez policję funkcjonariusz Straży Marszałkowskiej z 19-letnim stażem pracy. Jak zaznaczyło CIS, do dotychczasowego przebiegu jego kilkunastoletniej służby nie było dotąd żadnych zastrzeżeń.


Marszałek Sejmu o groźbach pod adresem Katarzyny Lubnauer: "To jest skandaliczne"

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy