Reklama

Reklama

​"GW" o kampanii KO: W oparach cygar i wina

"Krzysztof Brejza widział, że sztab jest udawany, a on sam malowany" - mówi "Gazecie Wyborczej" jeden ze współpracowników polityka. "Gazeta Wyborcza" podkreśla, że sztab powołany, by wygrać wybory, nie miał szans pracować, bo rzeczywistą władzę pełniło "piąte piętro siedziby PO" - czyli Schetyna i jego najbliżsi współpracownicy.

Spotkania na piątym piętrze w siedzibie Platformy - zdaniem gazety - odbywały się w oparach cygar i wina. Brali w nich udział Grzegorz Schetyna i trzech jego najbliższych kompanów - skarbnik PO Mariusz Witczak, sekretarz generalny PO Robert Tyszkiewicz i członek zarządu Platformy Piotr Borys - "od zawsze przy Schetynie". Jak podkreśla "GW", była to ekipa, która odpowiada za serię porażek z kilku poprzednich wyborów. 

Współpraca ta była wielokrotnie krytykowana w szeregach PO, dlatego też, przed wyborami parlamentarnymi Schetyna powołał nowy sztab - składający się z młodych, pomysłowych i ambitnych polityków PO. Na jego czele stał Krzysztof Brejza, a pomagali mu m.in. Bartłomiej Arłukowicz, Adam Szłapka, czy Barbara Nowacka. Jak jednak informują współpracownicy Brejzy, jego sztab nie dostał nawet szansy, by działać.

Reklama

"O wszystkim ostatecznie decydowała góra, 'cygara i wino', ludzie z piątego piętra" - mówi anonimowy rozmówca gazety.

"Brejza widział, że sztab jest udawany, a on sam malowany. Bez władzy wykonawczej, bez pieniędzy. Żeby było jasne, on bardzo chciał pracować, ale piąte piętro nie pozwoliło. Po pewnym czasie pojechał do siebie, do Inowrocławia, robić sobie kampanię" - dodaje kolejny współpracownik Brejzy.

"Partyjne szychy" - jak opisuje "GW", popełniły szereg błędów - brak autonomii sztabowców, chaos, brak planu, frakcyjne potyczki w samej PO - wylicza gazeta.

To przekładało się na wiele problemów w terenie i niespójną kampanię. Gazeta zaznacza, że sztab "położył" kampanię w social mediach, a w sprawie marszałek Kidawy-Błońskiej nie było konsultacji ze sztabem, ani wspólnej szerszej akcji. "Zdecydował Schetyna, my zostaliśmy poinformowani" - mówi gazecie jeden z działaczy.

Koalicja nie przyjmowała także pomocy od osób deklarujących taką chęć - mówi gazecie Władysław Frasyniuk. Jak wspomina, sam do takiej pomocy się zgłaszał, a także polecał ludzi, którzy mieli podobne chęci - sztab nie był jednak zainteresowany.

Jak dodaje "GW", latem 2018 roku Schetyna dostał do ręki kompletną strategię na kampanię przed szeregiem zbliżających się wyborów - samorządowych, europejskich, parlamentarnych i prezydenckich. "Pochwalił, ale szybko odłożył na półkę. Żaden z jego współpracowników nie potrafi wyjaśnić dlaczego" - czytamy.

Trzej najbliżsi kompani Schetyny, pytani o swoje zaangażowanie w minioną kampanię, odgradzają się od sprawy. "To kłamstwo" - mówi gazecie Witczak. "W jakiejś części miałem wpływ, bo jestem szefem biura krajowego. Kampania była poprawna" - mówi z kolei Piort Borys.

"Za czasów Sławka Nowaka w sztabie było łóżko polowe, bo pracowaliśmy non stop. Teraz sztab nie spotykał się nawet dwa razy dziennie. Dla mnie padł mit Schetyny jako świetnego organizatora"- podsumowuje w rozmowie z gazetą jeden z polityków opozycji.  

Więcej w poniedziałkowej "Gazecie Wyborczej". 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje