Reklama

Reklama

Adrian Zandberg: Skończymy ze "śmieciówkami" w sektorze publicznym

Skończymy ze "śmieciówkami" w sektorze publicznym, zapewnimy ludziom, którzy pracują dla państwa godne płace - zadeklarował lider Lewicy Razem Adrian Zandberg. Zapowiedział też zasadę, że startowa płaca w sektorze budżetowym będzie wynosiła 3500 zł. "Lewica to także myślenie o tym, żeby wzrost gospodarczy był odczuwany nie tylko w Warszawie, ale także w Tczewie" - powiedział Zandberg, nawiązując do "taśm Neumanna".

Podczas niedzielnej konferencji prasowej lewicy, której komitet tworzą SLD, Wiosna i Lewica Razem, szef SLD Włodzimierz Czarzasty podkreślał, że w komitecie są trzy pokolenia i lewica ma swoją "radę starszych".

"Mamy ludzi, których w trudnych sytuacjach się radzimy i ludzi, którzy weryfikują nasz kurs i są strażnikami rozsądku i dystansu do wszystkich spraw. Taką osobą jest pan premier, były szef Narodowego Banku Polskiego, pan profesor Marek Belka" - zapowiedział obecnego na konferencji Belkę. Czarzasty podkreślił, że program dotyczący ekonomii lewica konsultuje właśnie z byłym szefem NBP.

Reklama

Belka podkreślał, że lewica nie jest przeciwko transferom socjalnym. "Warto tylko pamiętać, że to nie są pieniądze PiS-u, tylko to są nasze pieniądze, podatników i chodzi o to, żeby je wykorzystywać i przeznaczać na cele społeczne w sposób najmądrzejszy" - dodał.

Stwierdził, że ponieważ został tydzień do wyborów, "słyszymy, że Prawo i Sprawiedliwość ogłasza polski model państwa dobrobytu".

"Otóż państwo dobrobytu w Polsce powstanie nie na skutek ustawy, dekretu czy wypowiedzi prezesa PiS, Jarosława Kaczyńskiego, tylko powstanie wtedy, kiedy będziemy mieli nowoczesne instytucje społeczne, kiedy będziemy potrafili ludzi na trwałe wyciągać z ubóstwa, kiedy będziemy ludzi zachęcać do podejmowania nauki, umożliwiać im to, kiedy będziemy ułatwiać kariery zawodowe kobiet, także tych, które posiadają dzieci i wtedy, kiedy posiadają dzieci - wtedy możemy mówić o państwie dobrobytu" - zaznaczył.

Były premier mówił także, że jako europoseł zaobserwował, że "Europa chce się zielenić" i przejść na odnawialne źródła energii. Podkreślił, że obecnie nie jest to "egzotyczna propozycja", ale zaczyna być efektywna ekonomiczne. "Są kraje, które w olbrzymim stopniu zaspokajają już swoje potrzeby energetyczne z farm wiatrowych, fotowoltaiki" - mówił. "Jeżeli my tą drogą nie pójdziemy, a będziemy wierzyć w to, że mamy zasoby węgla kamiennego na 200 lat, to będziemy skansenem starych technologii, a właściwie żadnych technologii" - dodał Belka.

Zandberg: Skończymy ze "śmieciówkami" w sektorze publicznym

Lider Lewicy Razem mówił z kolei, że w nowoczesnym państwie dobrobytu musi sprawnie działać edukacja i ochrona zdrowia. "Nowoczesne państwo dobrobytu to państwo, które nie zawodzi obywateli tam, gdzie jest potrzebne" - zaznaczył Zandberg. Dodał, że lewica chce zwiększenia wydatków na ochronę zdrowia do 7,2 proc. PKB. "Nam zależy na tym, żeby nie zmuszać tych, którym zdarzy się choroba, żeby sięgali do prywatnej kieszeni i żeby stawali przed takim wyborem: albo mam pieniądze i mogę się leczyć, albo nie mam pieniędzy, więc umrę kilka bądź kilkanaście lat wcześniej" - mówił.

Podkreślił też, że państwo dobrobytu to takie, gdzie instytucje publiczne działają na najwyższym poziomie, a to oznacza, że trzeba zainwestować w pracowników sfery budżetowej. "Wprowadzimy zasadę, że startowa płaca w sektorze budżetowym będzie wynosiła 3500 zł, bo państwo nie może być najgorszym pracodawcą. Państwo nie może traktować swoich pracowników źle i ich wyzyskiwać, albo jak często się zdarza - zatrudniać ich na umowach śmieciowych. Skończymy ze 'śmieciówkami' w sektorze publicznym, zapewnimy ludziom, którzy pracują dla państwa godne płace, prestiż, który jest im należny" - zadeklarował Zandberg.

Zapowiedział ponadto wyeliminowanie patologii zatrudnienia na tzw. "umowy śmieciowe". "Jeśli ktoś pracuje w określonym miejscu, w czasie, pod nadzorem, to ma prawo do normalnej umowy o pracę. Lewica wie, jak doprowadzić do tego, żeby te patologie z polskiego rynku pracy usunąć" - oświadczył.

"Lewica to jest odpowiedzialne myślenie o przyszłości i nowych technologiach, o zielonej rewolucji, która zmieni naszą gospodarkę, zmieni nasz przemysł, ale to także myślenie o tym, żeby owoce tego wzrostu gospodarczego były rozdzielane w sposób sprawiedliwy, a to oznacza, żeby ten wzrost był odczuwany nie tylko w Warszawie, ale także w Tczewie" - podkreślił lider Lewicy Razem.

Pełnopłatny urlop rodzicielski dla ojców

Ekspert programowy lewicy Dariusz Standerski (Wiosna) mówił, że aby wzrost gospodarczy był dla wszystkich, to trzeba walczyć z likwidacją wykluczenia komunikacyjnego. Dodał, że lewica chce zapewnić, że kolej dojedzie do każdego powiatu, a w każdej gminie będzie zatrzymywał się autobus.

Lewica chce także - mówił Standerski - by 2 proc. PKB zostało przeznaczone na innowacje i badania naukowe, aby ułatwić firmom rozwój i budować start-upy. Z kolei ZUS - dodał - miałby być dla przedsiębiorców proporcjonalny.

Polityka prorodzinna

Warszawska kandydatka lewicy Magdalena Biejat (Lewica Razem) podkreślała, że polityka prorodzinna powinna być elementem podstawowym, jeżeli myśli się o rozwoju gospodarczym i ekonomicznym. "Szczęśliwy człowiek to człowiek, który jest lepszym pracownikiem, który jest zdrowszy, wtedy jest bardziej produktywny, który lepiej pracuje" - powiedziała.

Biejat stwierdziła, że "rynek pracy ma dwa oblicza - zupełnie inną cenę za szczęście przychodzi płacić kobietom, a inną mężczyznom". "Od dawna zachęcamy do tego, żeby zakładały rodziny, aby jak najszybciej po urodzeniu dziecka wracały do pracy, tymczasem większości z nich nie ułatwiamy tego zupełnie" - dodała i zaznaczyła, że problemem jest brak miejsca w żłobkach i w efekcie kobiety godzą się na to, by opóźniać swój powrót na rynek pracy. "Dlatego zapewnimy 200 tys. nowych miejsc w żłobkach" - zadeklarowała.

Kolejny postulat programowy to "wprowadzenie 12-tygodniowego, pełnopłatnego urlopu rodzicielskiego dla ojców". Aby - powiedziała Biejat - także oni "mieli prawo do włączenia się w opiekę nad dziećmi i do nawiązania z nimi więzi od pierwszych dni".

Podkreślała też, że lewica chce, aby polskie dzieci rodziły się w kraju, a nie w Wielkiej Brytanii czy Holandii. "To my jesteśmy gwarantem tego, że Polacy właśnie tutaj będą chcieli zapuszczać korzenie" - powiedziała Biejat. Lewica - jak dodała - chce to zapewnić poprzez m.in. godne warunki pracy, godne perspektywy czy dobrą jakość usług publicznych.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje