Reklama

Reklama

Wybory parlamentarne 2015

​Kobiety, głupcze

Marszałkiem Sejmu została kobieta, urząd premiera sprawuje kobieta i już teraz wiemy, że po jesiennych wyborach premierem również będzie kobieta - Ewa Kopacz lub Beata Szydło. Tak oto konserwatywny kraj nad Wisłą znalazł się w awangardzie postępu.

- Jest to odzwierciedlenie ducha czasów i jednocześnie wynik wielu lat pracy organizacji kobiecych. Uświadamiałyśmy i walczyłyśmy o to, by więcej kobiet było w polityce. Zawsze brakowało w polityce kobiecej perspektywy - cieszy się w rozmowie z Interią Małgorzata Tarasiewicz, działaczka społeczna, aktywistka feministyczna, dyrektorka polskiego oddziału Network of East-West Women.

Reklama

Kobiety przejęły władzę w Polsce? Wypowiedz się!

- Kongres Kobiet i inne organizacje kobiece, które działały już od lat 90., wykonały wielką pracę. Coraz więcej kobiet zajmuje się polityką i kandyduje z sukcesem do parlamentu czy władz samorządowych - dodaje Tarasiewicz.

Nasza rozmówczyni wskazuje, że kobiety inaczej podchodzą m.in. do kwestii polityki społecznej, co wynika z doświadczenia w kwestii opieki czy macierzyństwa.

Powierzanie kobietom najważniejszych stanowisk w państwie to trend ogólnoświatowy, wszak Europą rządzi kobieta - Angela Merkel - a najpotężniejszym człowiekiem na świecie, jak zwykło się mówić o prezydencie USA, za rok również może zostać kobieta - Hillary Clinton.

Co ciekawe, przykład wcale nie musi iść z góry. Na długo zanim Małgorzata Kidawa-Błońska zastukała laską marszałkowską, kobiety skutecznie wywalczyły sobie miejsce na niższych szczeblach władzy.

- Jakiś czas temu przeprowadzono badania dotyczące obecności kobiet w polityce na szczeblu lokalnym - na wsiach, wśród sołtysów i sołtysek - i ku ogólnemu zaskoczeniu wynikało z nich, że im trudniejsze zadanie, wymagające bezpośredniej styczności z wyborcą, tym większa partycypacja kobiet. Kiedy trzeba wybudować drogę, szkołę, zapewnić program dla przedszkolaków, to ludzie chętnie wybierają kobiety, bo wiedzą, że kobiety będą o to dbały i wykonają to z pełną starannością - mówi nam Małgorzata Tarasiewicz.

Feministki nie mają zamiaru spoczywać na laurach. Proponują m.in. parytety w zarządach spółek skarbu państwa.

- Kobiety tak samo płacą podatki, wnoszą swój wkład na przykład wykonując nieodpłatną pracę w gospodarstwie domowym i dlatego mają prawo decydować o tym, jak pieniądze podatników są wydawane - przekonuje Tarasiewicz.

Kobiety na najważniejszych stanowiskach w Polsce można umieścić w szerszym kontekście: prezydentem Słupska został Robert Biedroń, któremu jeszcze kilka lat temu mówiono, że jako homoseksualista nie ma prawa zajmować stanowisk publicznych, do Sejmu trafili m.in. transseksualna Anna Grodzka czy czarnoskóry John Godson. Może więc polskie społeczeństwo nie jest tak konserwatywne, jak się wszystkim wydaje?

- W Polsce doszło do wielkiej zmiany, która będzie się coraz bardziej uwidaczniała. Proszę zwrócić również uwagę na zjawisko ruchów miejskich. Środowiska, które nie są partyjne, gdzie jest mnóstwo kobiet, gdzie jest dużo osób zajmujących się ekologią, są coraz mocniej widoczne w polityce. Kobiety czy środowiska LGBT są w naturalny sposób beneficjentami tej zmiany. Coraz więcej ludzi dostrzega, jakie wielkie są korzyści z tego, że się uwzględnia różnorodność w zarządzaniu - czy to korporacją, miastem czy państwem - to właśnie w tym kierunku będzie to szło - przewiduje Małgorzata Tarasiewicz.

Dowiedz się więcej na temat: kobieta | feminizm

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy