Reklama

Reklama

Wybory parlamentarne 2015

​Wybór nie ogranicza się do PO i PiS podkreślali uczestnicy debaty z innych partii

Platforma uchroni przed stworzeniem republiki wyznaniowej w Polsce, a PiS po objęciu rządów będzie szanował wszystkich - podkreślały przedstawicielki obu partii po wtorkowej debacie. Według innych uczestników debaty była ona dowodem, że wybór nie ogranicza się do PO i PiS.

Przedstawiciele ośmiu komitetów wyborczych przez ponad 1,5 godziny odpowiadali we wtorek podczas debaty przedwyborczej na pytania dziennikarzy. Swoje wystąpienia podsumowali też po jej zakończeniu.

Liderka PO Ewa Kopacz zaznaczała w wystąpieniu po debacie, że Platforma 25. października pójdzie po głos Polaków. "Dzisiaj pokornie prosimy Polaków: pamiętajcie, nie wszystko nam się być może udało, może nie jesteśmy doskonali, ale niczego nie udajemy (...). Jestem przekonana, że jesteśmy jedynym ugrupowaniem, które może dzisiaj postawić tamę przed tymi, którzy z państwa obywatelskiego chcą zrobić republikę wyznaniową" - mówiła szefowa rządu.

Reklama

Wiceszefowa PiS Beata Szydło nawiązała do incydentu, który miał miejsce przed debatą, gdy zwolennicy PiS wchodząc do budynku telewizji przepychali się z ochroną. Zdaniem Szydło "ci, którzy nie mają niczego do powiedzenia Polakom" chcieli w ten sposób uniemożliwić młodym ludziom udział w debacie.

"Polacy chcą być szanowani, chcą dobrze żyć bez względu na to kogo wybierają i jakie mają sympatie polityczne. Trzeba podchodzić z szacunkiem do wszystkich. Obecna władza nie potrafi się z tym pogodzić, ale tak jest, bo to obywatele mają głos. Jeżeli PiS będzie tworzyło rząd, jeśli państwo nam zaufacie, to my będziemy szanować wszystkich" - podkreśliła kandydatka PiS na premiera.

Do wystąpień w debacie przedstawicielek PO i PiS nawiązała na briefingu przed budynkiem telewizji liderka Zjednoczonej Lewicy Barbara Nowacka, która zaznaczyła, że ani PO ani PiS "nie mają do zaproponowania niczego nowego". "Powtarzają utarte formuły, wyuczone kwestie. I tak naprawdę nie dowiadujemy się od nich niczego" - oceniła.

Szef PSL Janusz Piechociński podkreslił, że debata była "sukcesem polskiej demokracji medialnej", bo pojawiło się na niej ośmioro liderów, w przeciwieństwie do poniedziałkowej debaty Kopacz-Szydło, która była "defektem demokracji". "Zostawiam widzom to, kto wygrał. Cieszę się, że demokracja nie przegrała" - dodał.

W podobnym duchu wypowiedział się lider Nowoczesnej Ryszard Petru, który powiedział dziennikarzom, że inaczej niż w poniedziałek, wtorkowa debata pokazała, że wyborcy mają "szerszy wybór". "Ewidentnie widać, że wybór w Polsce nie jest między PiS i PO, a jest szerszy. Mamy osiem komitetów do wyboru. Proszę wybierać między nimi" - przekonywał.

Z kolei przedstawiciel Partii Razem Adrian Zandberg, pytany po debacie przez dziennikarzy, czy ma wrażenie, że wypadł w niej najlepiej, nie chciał tego oceniać. Podkreślił, że wcześniej jego partia cieszyła się mniejszym zainteresowaniem mediów, choć organizowała w trakcie kampanii wyborczej liczne konferencje dotyczące jej programu. "Mam nadzieję, że uda nam się coś zmienić w debacie publicznej w Polsce i w końcu zaczniemy rozmawiać o konkretnych rzeczach, a nie kto kogo uderzył pałką po głowie w studiu telewizyjnym, a kto kogo widzi na jakim stanowisku" - mówił Zandberg.

Negatywnie debatę ocenił Paweł Kukiz, który podkreślił w rozmowie z dziennikarzami, że była ona "farsą i dowodem na wszechobecność systemu również w mediach". "Pytania, które były zadawane szczególnie w ostatniej części, a dotyczyły ustroju państwa, miały tyle wspólnego z ustrojem, co ja z długowłosym hipisem" - zaznaczył Kukiz.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy