Reklama

Reklama

Wybory do Parlamentu Europejskiego 2014

SLD traci europosłankę. "To szczyt hipokryzji, powinna zrzec się mandatu"

Dolnośląska europosłanka Lidia Geringer de Oedenberg poinformowała, że odchodzi z SLD, bo po latach działalności w partii pojawiła się "różnica charakterów, widzenia świata i wyznawanych wartości". To szczyt hipokryzji, powinna zrzec się mandatu - mówi Krzysztof Gawkowski (SLD).

Europosłanka napisała w niedzielę na swym blogu: "rozwód nigdy nie jest łatwy ani przyjemny, ale ile można znosić nielojalność, kłamstwa i intrygi?" "Mówiąc bardziej wprost - w ubiegłym tygodniu w czasie kluczowych politycznych negocjacji w europarlamencie po raz kolejny okazało się, że umowy i kolegialne ustalenia nie mają żadnego znaczenia, a +słowo+ w tej +rodzinie+ nie staje się ciałem, jest tylko pustosłowiem" - dodała.

Reklama

Geringer de Oedenberg zadeklarowała jednocześnie, że w Parlamencie Europejskim będzie kontynuować prace w Komisjach Prawnej, Budżetowej i Petycji w Parlamencie Europejskim jak "polityczna singielka".

"Szczytem politycznej hipokryzji jest zabiegać o miejsce na liście wyborczej, prosić o wsparcie formacji, wygrać wybory z tą formacją i przed pierwszym posiedzeniem europarlamentu odchodzić (...), zwalać winę na formację, mówiąc że to jest jakiś problem" - w ten sposób decyzję europosłanki skomentował w rozmowie z PAP sekretarz generalny Sojuszu Krzysztof Gawkowski.

Jego zdaniem, gdyby Geringer de Oedenberg "chciała zachować się fair w stosunku do wyborców to powinna zrzec się tego mandatu". Ocenił, że decyzja europosłanki to "niepoważne traktowanie dziesiątek tysięcy ludzi, którzy głosowali na nią w wyborach".

Pytany, czy zna przyczyny decyzji Geringer de Oedenberg i co ma na myśli europosłanka, argumentując swą decyzję, Gawkowski odparł: "Przypuszczam, że chodziło o niespełnione ambicje pani poseł, o których decyduje partia europejskich socjalistów". Dopytywany, sprecyzował, że europosłanka chciała objąć stanowisko wiceprzewodniczącej PE, na co - jak powiedział - nie było zgody frakcji.

Również przewodniczący Rady Dolnośląskiej SLD Radosław Mołoń powiedział PAP, że choć SLD rekomendowało Geringer de Oedenberg na wiceprzewodniczącą PE, to ta kandydatura nie spotkała się z aprobatą całej grupy socjalistów. "Te roszady personalne nie zależały od SLD" - dodał.

Jego zdaniem zarzuty posłanki pod adresem SLD są nieprawdziwe. Jak mówił, jej decyzja o odejściu to zaskoczenie. "Jest mi przykro, że tak się stało" - powiedział.

Rzecznik SLD Dariusz Joński jest zdania, że politycy, którzy startowali w wyborach pod konkretnym szyldem, a następnie kilka tygodni później nagle rezygnują z zasiadania w tej partii, powinni rezygnować z mandatów. "Nie zostali wybrani z imienia i nazwiska jako osoby niezależne, ale z konkretnych partii politycznych" - zaznaczył w rozmowie z PAP.

Na jednym z portali społecznościach Joński napisał: "Lidia jest nam przykro że odchodzisz. Tym bardziej, że robisz to miesiąc po wyborach".

W maju tego roku Lidia Geringer de Oedenberg uzyskała mandat europosłanki, startowała z list koalicji SLD - UP. Wcześniej z list Sojuszu dostała się do PE w wyborach w 2004 roku oraz w 2009 roku. W szeregi SLD wstąpiła w 2006 r.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy