Reklama

Reklama

Wybory do Parlamentu Europejskiego 2014

Eksperci: Kampania rozczarowująca, to wpłynie na frekwencję

Kampania w wyborach do PE była rozczarowująca, szczególnie w wykonaniu PO i PiS, brak w niej ważnych tematów europejskich, dominowały kwestie krajowe - oceniają eksperci, z którymi rozmawiała PAP. Ich zdaniem wpłynie to negatywnie na frekwencję wyborczą.

Ekspert ds. marketingu politycznego Eryk Mistewicz ocenił, że kampania do europarlamentu - w wykonaniu głównych partii politycznych - była źle przeprowadzona i niezrozumiała dla ludzi. Jego zdaniem plusem kampanii było powszechne użycie przez kandydatów nowych mediów.

Reklama

- Euroentuzjaści nie opowiedzieli wyborcom, dlaczego powinni wziąć udział w wyborach, po co idą do Parlamentu Europejskiego, na co polscy eurodeputowani będą mieli wpływ, ani dlaczego te wybory są tak ważne, nie pokazali żadnego celu wyborczego - podkreślił Mistewicz.

Jak dodał, była to kampania, w której w marketingu politycznym cofnęliśmy się do lat 90. - zarówno jeśli chodzi o technikę spotów wyborczych, jak i przekaz, który był prezentowany. - To była zła kampania - ocenił ekspert.

- Była to kampania pod wpływem wydarzeń na Ukrainie, ale niestety wyborcy zobaczyli, jak Europa zostawiła Ukraińców samych sobie, jak w czasie kryzysu działały instytucje europejskie, widzieli, że Europa nie dba o Europejczyków, o ludzi, którzy chcieli iść do Europy. To na pewno negatywnie wpłynie na frekwencję wyborczą - ocenił Mistewicz.

Jego zdaniem na niską frekwencję wpłynie też fakt, że w kampanii wyborczej - zamiast o ważnych sprawach europejskich - wyborcy dowiadywali się, jakie są apanaże europosłów, i o tym, że mają oni niewielki wpływ na to, co się dzieje w europarlamencie.

- Wyborcy widzieli, że kandydaci byli skupieni bardziej na walce o stanowiska i apanaże niż na konkretnej wizji tego, co chcą robić w Parlamencie Europejskim. 90 proc kandydatów dopiero poznaje Europę, pojawili się w wyborach trochę z przypadku, a ich niewiedza - która była obnażana przez media - przenosiło się też na innych kandydatów. To też wpłynie na niższą frekwencję wyborczą - dodał ekspert.

Pozytywnym zaskoczeniem było - według Mistewicza - użycie w kampanii do PE tzw. nowych mediów oraz zmiana komunikacji politycznej. - Właściwie wszyscy kandydaci są dzisiaj obecni na Twitterze, na Facebooku, wykorzystują nowe media, mniej stawiają na eventy i chodzenie od drzwi do drzwi, mniejszą rolę przyznają mediom tradycyjnym, próbują dotrzeć do populacji ludzi młodych - zaznaczył.

Politolog z UW Olgierd Annusewicz uważa, że kampania do PE była nudna, dlatego że dyskusja odbywała się przede wszystkim na tematy krajowe, a o sprawach europejskich mówiono bardzo niewiele. - Kampania PiS i PO rozczarowuje - szczególnie jak na możliwości finansowe, którymi te partie dysponują, ale też ze względu na ich kompetencje i doświadczenie, politycy nie zrobili nic, co odwróciłoby losy kampanii - ocenił.

Jak dodał, kampania jest ciekawa, tylko w "dolnej połówce tabeli", czyli dzięki małym partiom, walczącym o przekroczenie progu wyborczego. - Kampania nie jest mdła, zadbał o to Janusz Korwin-Mikke, trochę też Janusz Palikot - ocenił Annusewicz.

- Kontekst ukraiński powoduje, że wielu obywateli - w obliczu kryzysu - skłania się do głosowania na duże, sprawdzone marki i minimalizowanie ryzyka. To powoduje, że małe ugrupowania, jak Twój Ruch, Solidarna Polska, Polska Razem, czy Kongres Nowej Prawicy muszą pokazać nadzwyczajną aktywność, aby przekonać wyborców, że głosowanie na nich nie będzie głosem straconym - zauważył ekspert.

Zdaniem Annusewicza kampania do PE jest traktowana przez duże partie jako wstęp do kampanii parlamentarnej w 2015 roku. Jak dodał, PO i PiS będą bardziej zadowolone z marginalizacji mniejszych ugrupowań, niż z tego, że któraś z nich wygra "o włos" - jednym, czy dwoma procentami.

Jak przewiduje, można spodziewać się niskiej frekwencji w wyborach. - Politycy kompletnie nie potrafili wytłumaczyć wyborcom, co dzieje się w europarlamencie. Jeśli patrzymy na spoty wyborcze, to na palcach jednej ręki można policzyć tych polityków, którzy mówią po co idą do Europy. Ta kampania jest niezrozumiała dla ludzi - zaznaczył ekspert

- W sprawach krajowych tłuką się sztachetami, a w sprawach europejskich nie potrafią mówić w sposób zrozumiały, to powoduje obniżanie frekwencji wyborczej - podkreślił Annusewicz.

Dowiedz się więcej na temat: wybory do Parlamentu Europejskiego

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje