Reklama

Reklama

Wybory do Parlamentu Europejskiego 2014

Eksperci: Kampania do PE będzie walką między gigantami - PO i PiS

Kampania do PE będzie walką między gigantami - PO i PiS, a małe partie nie mają szans, aby wejść do klubu głównych "fighterów" - przewidują eksperci, z którymi rozmawiała PAP. Ich zdaniem, partiom brakuje pomysłów na kampanię, dlatego stawiają "na zgrane karty".

Według specjalisty ds. marketingu politycznego dra Wojciecha Jabłońskiego, PO w kampanii stawia na "straszak rosyjski", PiS - na kampanię negatywną, PSL liczy na stały elektorat, a Jarosław Gowin popełnia "polityczne harakiri".

Reklama

Inny ekspert ds. marketingu politycznego Eryk Mistewicz uważa, że dotychczasowe spoty wyborcze w kampanii do PE są niskiego lotu: tak bardzo "czarno-białe i przerysowane w swoje prostocie, że mogą obrażać inteligencję wyborców" - ocenił.

"Zawiedli w Polsce, zawiodą w Europie"

W ramach kampanii do europarlamentu swoje spoty zaprezentowały w ostatnich dniach: PO, PiS, PSL oraz Polska Razem Jarosława Gowina. "Prawdziwą stawką tych wyborów jest bezpieczeństwo Polski, dlatego są tak ważne" - mówi w spocie PO premier Donald Tusk. Platforma przekonuje, że Polska potrzebuje stabilnej pozycji w Europie, zaufania sojuszników oraz silnej gospodarki. "Zawiedli w Polsce, zawiodą w Europie" - to przesłanie spotu, w którym PiS atakuje kandydatów PO do PE. PSL w swoim spocie przekonuje, że jest partią, która łączy tradycyjność z nowoczesnością. Z kolei Jarosław Gowin zapewnia, że jego partia ma plan zmiany Polski.

- Kampania do europarlamentu to będzie walka między gigantami - PO i PiS, małe partie nie mają szans, aby wejść do klubu głównych fighterów tej kampanii, będziemy mieli tradycyjną polaryzację sceny politycznej na dwa główne ugrupowania - powiedział PAP Jabłoński.

Jak dodał, nie należy spodziewać się istotnych zmian w tegorocznej kampanii do PE w porównaniu z poprzednimi. - Nie będzie nowych strategii, ale mogą pojawić się ostrzejsze niż dotychczas wątki kampanii negatywnej  - przewiduje ekspert. - PiS będzie prowadził kampanię negatywną, punktował rząd, a Tusk - jeśli stwierdzi, że straszak rosyjski nie działa - może sięgnąć po stare sprawdzone metody, czyli zwróci się do PiS, "a u was biją Murzynów" - powiedział Jabłoński.

Jego zdaniem spot PiS to przykład klasycznej kampanii negatywnej. - PiS zdecydował, że będzie działał na froncie kampanii negatywnej i pokazywał, że przeciwnik nic nie potrafi. Platforma słabnie, nie radzi sobie, a sprawy medialne, jak rodzice dzieci niepełnosprawnych, edukacja czy służba zdrowia aż proszą się, żeby je punktować i uderzać w Platformę  - ocenił.

"Gowin popełnia polityczne harakiri, nie ma żadnego pomysłu"

Według Jabłońskiego spot PSL, w którym ludowcy chwalą się łączeniem tradycji i nowoczesności, to "zgrana karta", powrót do starej, ale niekoniecznie użytecznej polityki Waldemara Pawlaka, który kreował się - jako szef PSL - na człowieka nowoczesnego. Ekspert ocenił jednocześnie, że po PSL nie należy spodziewać się żadnych zmian, bo to partia, która liczy na swój stary elektorat.

Z kolei spot Polski Razem Jarosława Gowina pokazuje - zdaniem Jabłońskiego - brak pomysłu w kampanii. - Gowin popełnia polityczne harakiri, nie ma żadnego pomysłu na kampanię. Nie jestem w stanie wyczytać z jego spotu żadnego przekazu  - dodał.

Mistewicz ocenia, że dominującym elementem kampanii PO i PiS będzie tradycyjny, utrzymujący się od lat przekaz - "zagłosujcie na nas, bo jeśli na nas nie zagłosujecie, to oni - ci "źli" - będą was Polaków reprezentowali w PE". - Stawiam na duopol marketingowy, który będzie budował jednocześnie dwie strony, zarówno PO, jak i PiS - utrudniając innym ugrupowaniom zaistnienie w kampanii - ocenił ekspert.

Jak ocenił, "polski marketing polityczny stanął w latach 90.". - To co zobaczyliśmy dotychczas, to rzeczy strasznie płaskie, odtwórcze i przygotowywane przez polityków, a nie ludzi reklamy czy świata marketingu. Spoty są tak niskiego lotu, tak bardzo czarno-białe, łopatologiczne, że mogą obrażać inteligencję wyborców, są przerysowane w swoje prostocie - zaznaczył. Przekonywał, że spoty wyborcze są źle wykonane, mają błędy techniczne, a nawet informacyjne, tak jak spocie PiS, gdzie mylnie napisano, że Jacek Rostowski to były minister skarbu.

W kampaniach dawno nie było tak dużo języka strachu

Według Mistewicza spoty pokazują, że wyborcy są bardzo emocjonalni i reagują na dosyć proste zabiegi socjotechniczne. - W kampaniach nie było tak dużo języka strachu od czasu osławionej pustej lodówki PiS - ocenił ekspert.

Mistewicz uważa, że o ile na podstawie pierwszych spotów trudno prognozować, jaką strategię będą miały poszczególne partie w wyborach do europarlamentu, to można przewidywać, że PO postawi na sprawy ukraińskie i niepokój związany z Rosją.

Zdaniem Mistewicza, PSL źle dobrało przekaz do swojej sytuacji na scenie politycznej. - Ludowcy wzmacniają komunikację PO, zamiast budować swoją odrębność, po ich spocie można zadać sobie pytanie, po co głosować na PSL, jeśli możemy zagłosować na Platformę - zaznaczył ekspert.

Równie krytycznie Mistewicz ocenia spot Polski Razem Jarosław Gowina. - Gdyby ten materiał pojawił się dwa miesiące temu, to wzmacniałby pozycję buntownika, pokazywał Gowina jako Martina Luthera Kinga, polskiego Gandhiego, człowieka, który odnowi polską scenę polityczną, ale po informacjach, że z Gowinem (do PE) idą politycy Samoobrony, mamy do czynienia z zaprzeczeniem takiego przekazu  - podkreślił.

Dowiedz się więcej na temat: Jarosław Gowin

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje