Reklama

Reklama

Syria: 10 lat temu wybuchły protesty. Wojna wciąż trwa

15 marca minęła 10. rocznica wybuchu protestów w Syrii, ostatnim kraju, który dołączył do arabskiej wiosny. Przyczyną niepokojów społecznych w niemal wszystkich arabskich krajach Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu w latach 2010-2012 były zła sytuacja ekonomiczna i brak swobód obywatelskich.

Wydarzenia te łączy według doktora Łukasza Fyderka z Instytutu Bliskiego i Dalekiego Wschodu Uniwersytetu Jagiellońskiego masowy wybuch gniewu po trwającym nawet 20-30 lat okresie bezprecedensowej stabilności w większości z krajów arabskich. Jednak autorytarna stabilność - jak podkreślił politolog - jest pozorna, ponieważ reżimy te nie pozostawiają obywatelom przestrzeni do pokojowego wyrażania niezadowolenia z rządzących i w momencie, kiedy dochodzi do skumulowania tego społecznego niezadowolenia przybiera to często gwałtowną postać.

Ze względu na zróżnicowane sytuacje wewnętrzne krajów arabskich trudno jest określić wspólne punkty w doświadczeniu uczestników wydarzeń ze wszystkich krajów. - Została przełamana bariera lęku, ale ten moment jednoczący był bardzo krótki - uważa Fyderek. - To, co się wydarzyło po lutym i marcu 2011 roku przez kolejne 12 miesiące postawiło kraje na zupełnie różnych trajektoriach rozwojowych - dodaje.

Reklama

Różnice między krajami wpływające na przebieg protestów to m.in. istniejące w niektórych z nich konflikty wyznaniowe (jak w Syrii i Bahrajnie) czy struktura plemienna społeczeństw (np. Libii i Jemenu). Zdaniem Fyderka rolę odegrał też wiek przywódców, ponieważ inaczej na demonstracje reagowali przygotowujący już swoją sukcesję wiekowi liderzy jak prezydent Egiptu Hosni Mubarak, prezydent Tunezji Zin el-Abidine Ben Ali czy libijski dyktator Muammar Kadafi, a inaczej ludzie w pełni sił jak król Bahrajnu Hamad ibn Isa al-Chalifa czy prezydent Syrii Baszar el-Asad.

Gwałtowniejszy przebieg arabskiej wiosny odnotowano w krajach, które były nominalnie świeckie i których władze starały się usuwać na margines islam polityczny - zauważa rozmówca PAP i dodaje, że w monarchiach arabskich, w których uwzględniano wcześniej postulaty islamizmu w życiu politycznym przebieg protestów był łagodniejszy.

"Jaśminowa rewolucja" w Tunezji

Pierwsze demonstracje odbyły się w Tunezji w grudniu 2010 roku pod wpływem samospalenia 26-letniego sprzedawcy Mohameda Bouaziziego, sprzeciwiającego się złemu traktowaniu go przez lokalnych urzędników. Protesty nazywane w mediach "jaśminową rewolucją" szybko rozprzestrzeniły się w całym kraju, a władze próbowały zakończyć zamieszki, stosując przemoc wobec demonstrantów. Zginęło 338 osób, a ponad 2 tys. zostało rannych.

Protesty zmusiły rządzącego od 23 lat prezydenta Ben Alego do ustąpienia i ucieczki z kraju w styczniu 2011 roku. Uwolniono więźniów sumienia i rozwiązano policję polityczną. W październiku tego samego roku Tunezyjczycy wybrali członków Zgromadzenia Konstytucyjnego, którego zadaniem było opracowanie nowej ustawy zasadniczej, ogłoszonej na początku 2014 roku. Tunezja jest powszechnie uważana za kraj, który najwięcej zyskał w wyniku arabskiej wiosny, jednak utrzymujący się kryzys gospodarczy, niezadowolenie polityczne związane z przemianami politycznymi wciąć zagrażają stabilności kraju.

Pod wpływem wydarzeń w Tunezji, protesty w Algierii rozpoczęły się pod koniec grudnia 2010 roku i trwały do stycznia 2012 roku. Wśród powodów wymienianych przez protestujących były podobnie jak w innych krajach zła sytuacja gospodarcza, zwłaszcza jeśli chodzi o warunki mieszkaniowe, korupcja i brak swobód obywatelskich pod władzą rządzącego od 1999 roku prezydenta Abdelaziza Butefliki. Bezpośrednią konsekwencją demonstracji było zniesienie obowiązującego od 1992 roku stanu wyjątkowego, ale powolny proces przekazywania władzy trwa do dzisiaj i podobnie jak w przypadku Sudanu - według Fyderka - "należy go oceniać z ostrożnym optymizmem".

Jordańskie protesty, w trakcie których zginęły trzy osoby, rozpoczęły się w połowie stycznia 2011 roku i trwały ponad półtora roku. Początkowo zogniskowane były wokół problemów bezrobocia i inflacji, potem żądano również zmian politycznych. Król Abdullah II w odpowiedzi zdymisjonował rząd i zezwolił zreformować konstytucję, m.in. oddając część swoich uprawnień parlamentowi i poszerzając zakres swobód obywatelskich.

Protesty w kolejnych krajach

W Maroku wybuchłe w lutym 2012 roku protesty nie spotkały się z gwałtowną reakcją władz, a zamiast tego król Mohammed VI zdecydował się uspokoić atmosferę proponując zmiany w konstytucji, m.in. rezygnując z części uprawnień na rzecz szefa rządu i parlamentu, przyznając urzędowy status berberyjskiemu językowi tamazight i gwarantując równość płci.

Protesty w Omanie wybuchły trzy dni po jordańskich i trwały niemal trzy miesiące. Nie gromadziły one więcej niż ok. 2 tys. uczestników, żądających m.in. podwyższenia płacy minimalnej w sektorze prywatnym, stworzenia nowych miejsc pracy i mniejszej kontroli władz nad mediami; wiele osób deklarowało przywiązanie do rządzącego od 1970 roku sułtana Kabusa. W starciach zginęło ok. 10 osób. Według części protestujących większość żądań została spełniona przez sułtana, np. płaca minimalna została podwyższona o ponad 40 proc.

Zainspirowani obaleniem Ben Alego w Tunezji młodzi Egipcjanie zorganizowali za pośrednictwem mediów społecznościowych masowe demonstracje w całym kraju 25 stycznia 2011 roku, skandując hasła domagające się chleba, wolności i sprawiedliwości społecznej. Po kilku dniach gwałtownych starć z siłami bezpieczeństwa w Kairze i w innych częściach kraju, wojsko ogłosiło, że nie będzie używać siły wobec osób wzywających do usunięcia prezydenta Mubaraka. Utraciwszy poparcie armii Mubarak opuścił urząd 11 lutego po prawie 30 latach.

W ciągu ponad dwóch tygodni protestów zginęło co najmniej 840 osób, a 6 tys. zostało rannych. Wybory prezydenckie odbyły się w maju i czerwcu 2012 roku i niewielką większością głosów zwyciężył popierany przez Bractwo Muzułmańskie Mohammed Mursi. Rok później po masowych antyprezydenckich protestach został on jednak obalony w wyniku wojskowego zamachu stanu i władzę objął generał Abd el-Fatah es-Sisi. W połowie sierpnia 2012 roku protesty popierające Murskiego zostały gwałtownie stłumione przez siły bezpieczeństwa i według różnych źródeł zginęło nawet 900 osób. Obecnie Sisi umacnia autorytarną władzę, a liczba więźniów politycznych w Egipcie podwoiła się lub nawet potroiła - według różnych szacunków - w porównaniu z rządami Mubaraka.

Śmierć Kadafiego

Napięcia sunnicko-szyickie odbiły się szczególnym echem w niektórych monarchiach Zatoki Perskiej. Protesty, które rozpoczęły się w Arabii Saudyjskiej pod koniec stycznia 2011 roku, największe rozmiary przybrały w zamieszkanym w większości przez szyitów mieście Katif. Saudyjczycy domagali się zmian politycznych, jednak zamiast tego, król Abdullah ibn Abdulaziz ogłosił pakiet 35 mld dolarów pomocy finansowej dla bezrobotnych i kupujących po raz pierwszy domy. Do grudnia 2012 roku zginęło ok. 20 demonstrantów.

W połowie lutego 2011 roku masowe protesty wybuchły w Bahrajnie, a na ich czele stanęli obrońcy praw człowieka i członkowie marginalizowanej szyickiej większości, domagając się reform politycznych i gospodarczych. Demonstracje zostały brutalnie stłumione przez siły bezpieczeństwa, wspomagane przez żołnierzy z Arabii Saudyjskiej i Zjednoczonych Emiratów Arabskich (ZEA). Zginęło ok. 100 osób, kilka tysięcy zostało aresztowanych lub zwolnionych z pracy za popieranie protestów, wiele szyickich meczetów zostało zburzonych przez władze. W następnych latach władze jeszcze bardziej ograniczyły działanie grup opozycyjnych.

W Jemenie wielu przywódców plemiennych i wojskowych poparło prodemokratyczne protesty rozpoczęte pod koniec stycznia 2011 roku i wzywało prezydenta Alego Abdullaha Saleha do ustąpienia. Około 2 tys. osób zginęło podczas dwóch miesięcy burzliwych demonstracji. Kiedy w lutym 2012 roku wybory prezydenckie wygrał zdecydowanie Abd Rabu Mansur al-Hadi kraj wstrząsany był już przez ataki dżihadystów i separatystyczny ruch Hutich na południu, a rząd nie był w stanie przywrócić stabilizacji. W 2014 roku wybuchła trwająca do dziś wojna domowa, której strony wspierane są militarnie przez Arabię Saudyjską, ZEA i Iran. Pochłonęła ona już ponad 200 tys. istnień ludzkich, a ponad 3 miliony osób zmusiła do ucieczki z domów.

W Libii protesty przeciwko reżimowi Kadafiego w połowie lutego 2011 roku przerodziły się szybko w zbrojną rewoltę. Kiedy w marcu rebelianci byli bliscy porażki, międzynarodowa koalicja kierowana przez NATO rozpoczęła naloty na siły reżimu. Kadafiego zmuszono do ustąpienia w sierpniu, a w październiku został on zabity i jego ciało wystawiono na widok publiczny. Utworzonej przez rebeliantów i uznanej na arenie międzynarodowej Tymczasowej Radzie Narodowej nie udało się przejąć władzy nad krajem i w 2014 roku wybuchła trwająca wciąż wojna domowa.

Wojna w Syrii trwa

W 2011 roku protesty w Syrii złożone czasem z kilkuset tysięcy osób i domagające się ustąpienia Asada rozprzestrzeniły się po całym kraju i były brutalnie tłumione przez siły reżimu. W ciągu kilku miesięcy zginęły  co najmniej dwa tys. osób, a ponad 12 tys. zostało aresztowanych.

Stopniowe pojawienie się bojowych ruchów opozycyjnych przekształciło konflikt w bunt zbrojny, a następnie w wojnę domową. Rosja, Turcja, Iran, Arabia Saudyjska zaczęły wysyłać pieniądze, broń lub bojowników dla swoich stronników, a chaos pogorszyły organizacje dżihadystyczne, takie jak Państwo Islamskie (IS) czy Al-Kaida. Stany Zjednoczone przewodziły zachodniej koalicji wspierającej militarnie Kurdów i arabskie grupy walczące z IS. W toczonej do dzisiaj wojnie zginęło niemal 400 tys. osób, a 200 tys. jest zaginionych. Kryzys uchodźczy dotknął ponad połowę mieszkańców kraju, czyli ponad 12 mln osób.

Rozpoczęte w lutym 2012 roku protesty w Iraku skoncentrowane były na złej sytuacji ekonomicznej, jednak w połączeniu z niestabilną sytuacją polityczną doprowadziły do pogłębienia kryzysu w kraju. Zostało to wykorzystane przez grupy pod przywództwem IS i w 2014 roku wybuchła trwająca trzy lata wojna domowa.

Mniejsze protesty miały również miejsce w Dżibuti, Palestynie, Kuwejcie, Mauretanii i Libanie.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne