Reklama

Reklama

Operacja wojskowa w Syrii. Tureckie media informują o rannych w ostrzale miast przy granicy

12 osób zostało rannych w wyniku ostrzału tureckich miast przy granicy z Syrią - poinformowała w czwartek turecka państwowa agencja Anatolia. Telewizja NTV podała, że w ostrzale budynku rządowego w mieście Akcakale rannych zostało osiem osób. Prezydent Turcji oświadczył z kolei, że od środy w tureckiej ofensywie zginęło blisko 110 bojowników.

Według agencji pociski, które miały być wystrzelone z terenów kontrolowanych przez kurdyjską milicję w Syrii, trafiły w miasta Akcakale, Birecik, Ceylanpinar i Nusaybin.

Dziennikarz agencji Associated Press przekazał, że trafione zostały co najmniej dwa rządowe budynki w Akcakale, a ranne zostały co najmniej dwie osoby. Na miejsce skierowano wiele karetek pogotowia - pisze AP.

Według tureckich mediów atak przeprowadzono z miasta Tel Abjad w północno-wschodniej Syrii.

AP podaje, że syryjscy Kurdowie trafili z moździerzy co najmniej pięć tureckich miast przy granicy z Syrią od rozpoczęcia w środę tureckiej ofensywy.

Reklama

Mieszkańcy terenów znajdujących się bezpośrednio przy granicy z Syrią zostali wezwani do ewakuacji. Do pozostałych mieszkańców apeluje się o pozostanie w domu i zachowanie ostrożności.

Prezydent Turcji: Blisko 110 bojowników nie żyje

"Operacja jest obecnie kontynuowana z udziałem wszystkich naszych oddziałów. Dotychczas zabitych zostało 109 terrorystów" - powiedział w Ankarze turecki prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan w przemówieniu do członków rządzącej Partii Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP).

Dodał, że Turcja skieruje do Europy ponad trzy mln syryjskich uchodźców, którzy schronili się na jej terytorium, jeśli Europa uzna turecką operację wojskową w północno-wschodniej Syrii za okupację tamtych terenów. "Otworzymy bramy i wyślemy do was 3,6 mln uchodźców" - powiedział.

Zaznaczył, że gwarantuje, że nie dojdzie do powrotu dżihadystycznej organizacji Państwo Islamskie (IS) w północno-wschodniej Syrii.

Dżihadyści przetrzymywani w więzieniach na tamtych terenach, pod strażą lokalnych władz kurdyjskich, którzy muszą pozostać w więzieniu, tam pozostaną, a ci, których przyjmą ich własne kraje, zostaną do nich odesłani - powiedział.

Świat krytykuje. Erdogan odpowiada

Erdogan bronił decyzji o rozpoczęciu ofensywy, która spotkała się z krytyką społeczności międzynarodowej. Przekonywał, że wojskowa operacja przyczyni się do ochrony terytorialnej integralności syryjskiego terytorium, ponieważ zwalcza kurdyjskie samorządne władze w północno-wschodniej części tego kraju.

"Oni nie są uczciwi, po prostu wymyślają słowa" - powiedział prezydent, wśród krytyków wojskowej interwencji wskazując zwłaszcza Arabię Saudyjską i Egipt. "My działamy i taka jest między nami różnica" - dodał.

Podkreślił też, że ofensywa ma na celu przywrócenie wcześniejszej struktury ludnościowej na północnym wschodzie Syrii i odesłanie syryjskich uchodźców z powrotem do ich domów. Zadeklarował, że nie zgadza się na wyrządzenie jakiejkolwiek krzywdy ludności cywilnej na terenach objętych ofensywą.

Turecka ofensywa w Syrii

Prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan ogłosił w środę rozpoczęcie nowej operacji wojskowej w Syrii przeciwko kurdyjskim milicjom o nazwie Ludowe Jednostki Samoobrony (YPG), które Ankara uważa za terrorystów, ale która jest wspierana przez Zachód. YPG stanowią główny trzon SDF, które odegrały decydującą rolę w pokonaniu IS w Syrii i kontrolują obecnie większość północnych terenów kraju.

Ofensywa ruszyła po ogłoszeniu przez prezydenta USA Donalda Trumpa decyzji o wycofaniu żołnierzy amerykańskich z północnej Syrii. Kurdowie określili ją jako "cios w plecy".

Ankara zamierza utworzyć wzdłuż swojej granicy z Syrią "strefę bezpieczeństwa" wolną od bojówek kurdyjskich. Ma ona również być wykorzystana do osiedlenia syryjskich uchodźców przebywających obecnie w Turcji.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama