Reklama

Reklama

Trzęsienie ziemi we Włoszech. Polski ksiądz o włos od śmierci

"To co się stało dzisiaj w nocy, to jest rzeczywiście cud" – powiedział TVN24 ksiądz Krzysztof Kozłowski, polski proboszcz z włoskiego miasteczka Accumoli, które było jednym z najbardziej zniszczonych, wskutek trzęsienia ziemi we Włoszech. "Dziękuje Bogu, że żyję" – dodał.

Sąsiedzi ks. Krzysztofa Kozłowskiego zginęli podczas trzęsienia, które w nocy z wtorku na środę nawiedziło środkową część Włoch. "Mój dom jest zniszczony, dziękuję Panu Bogu, że żyję" - przyznał w rozmowie z TVN24 polski proboszcz.

Ks. Kozłowski został uratowany po około trzech godzinach przebywania w zawalonym domu.

Trzęsienie ziemi nastąpiło o godz. 3.36; ognisko wstrząsów zlokalizowano w odległości ok. 80 km na południowy wschód od miasta Perugia, na niewielkiej głębokości 10 km - poinformował amerykański ośrodek sejsmologiczny (USGS). Najbardziej dotknięte są regiony Umbria, Lacjum i Marche. Wstrząsy odczuwalne były także w Rzymie, oddalonym od epicentrum o 150 km.

Reklama

W ciągu pierwszych trzech godzin po trzęsieniu odnotowano 17 wstrząsów wtórnych, w tym największy o sile 6,3 w skali Richtera. Według włoskiego Instytutu Geofizyki i Wulkanologii do tej pory odnotowano 160 wstrząsów wtórych.



Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy