Reklama

Reklama

Wakacje bez "paragonów grozy". Obiad w Zakopanem za 19, a w Mielnie za 15 zł

Ceny za obiad nad morzem i w górach wcale nie muszą szokować. W Mielnie za niecałe 15 złotych można zjeść schabowego z ziemniakami i surówką, a w Zakopanem zupę i drugie danie za 19 złotych. - Wolimy zadowolić się mniejszymi utargami, niż zostać bez gości - mówi nam menadżerka jednego z barów. Porozmawialiśmy z turystami i prześledziliśmy cenniki kilku polecanych przez nich miejsc nad Bałtykiem i w Tatrach.

"Gdzie dobrze i tanio zjeść" - takie pytania zadają internauci w sieci tuż przed wyjazdem na wakacje w Polsce. Zdawać by się mogło, że w dobie inflacji i "paragonów grozy" takich miejsc już nie ma. Turyści zapewniają jednak, że wciąż można znaleźć bary, które nie uderzą w nasz portfel. I jest nie tylko tanio, ale i smacznie.

Sprawdziliśmy, jakie miejsca wczasowicze polecają na domowy obiad w kilku miejscowościach nad morzem i w górach. Zacznijmy od południa Polski.

Cena obiadu? 19 zł za zupę i drugie danie

19 zł za danie dnia, czyli zupę i drugie danie, zapłacą osoby stołujące się "U Słonia" w Zakopanem. Jest to bar, którego nazwa przewija się w wielu wątkach dotyczących taniego i smacznego jadła w sercu Tatr.

Reklama

- Polecam ten bar przede wszystkim za jakość produktów. Codziennie serwują świeże jedzenie, porcje są duże i jest tanio. Próbowałam innych restauracji w Zakopanem i dla mnie najsmaczniej zdecydowanie "U Słonia" - mówi Interii Milena z Miłosławia. I dodaje, że w tym roku też wybiera się w góry i zamierza zawitać do tego miejsca. - Widziałam, że nie podnosili bardzo cen mimo inflacji - dodaje.

Bar jest firmą rodzinną. Jak mówi nam Ewa Sobota, właścicielka "U Słonia", w tym miejscu chętnie stołują się też miejscowi. - Dzięki temu możemy przetrwać poza sezonem i opłacić spokojnie rachunki. A w sezonie mamy klientów, którzy wracają do nas od lat. My znamy ich imiona, oni znają nasze. Prowadzimy zwykły, prosty bar, do którego każdy może przyjść, zjeść dobrze i tanio i wyjść zadowolonym - mówi nam pani Ewa.

Można pojechać na wakacje i nie wrócić z "paragonami grozy"

- Ceny zależą od opłat i my wiemy, jak to wygląda w innych lokalach w Zakopanem - właścicielom barów i restauracji wzrosły opłaty, więc oni podnieśli ceny. Nas też to częściowo dotknęło w październiku zeszłego roku, bo czynsz wzrósł. Ale stwierdziliśmy, że jakoś sobie z tym poradzimy i nie będziemy drastycznie podnosić cen dań - dodaje właścicielka baru.

I tak, w tym sezonie od 1 czerwca ceny się zmieniły, ale nieznacznie. - To była podwyżka 2 zł na zestawie obiadowym. Jest to niewielka zmiana i właściwie dla klientów nieodczuwalna. Dokładnie tak chcieliśmy to zrobić - abyśmy nadal zarabiali, a jednocześnie aby klient był zadowolony - podkreśla. I przyznaje, że taki zamysł był od początku - aby ceny nigdy nie były wysokie. Niestety, wiąże się to z tym, że właściciele muszą czasami sięgać po własne oszczędności. - Najpierw opłacamy rachunki, towary, a dopiero później sięgamy po nasze wypłaty. Klient jest dla nas najważniejszy - mówi pani Ewa. I zapewnia - w tym sezonie cen nie będzie już podnosić.

Na obiad w Zakopanem turyści chętnie wybierają również "Marzannę", gdzie za danie "schabowy, grule, zestaw zielsk" zapłacą 25 zł. - Porcje są bardzo duże, a cena niewysoka i do tego bardzo smacznie i domowo. Można pojechać na wakacje i nie wrócić z "paragonami grozy" - przekonuje Interię Paulina z Bydgoszczy. 

Niskie ceny, ale i zarobek niewielki

W Bukowinie Tatrzańskiej jednym z polecanym w sieci miejsc jest karczma "Pod Dębem". To gastronomia prowadzona przez małą rodzinną firmę. - Zupę można u nas zjeść w cenie od 6 zł do 13 zł za kwaśnicę z żeberkiem. Schabowego z ziemniakami i surówką za około 22 zł, ale są też dania obiadowe za 20 zł - wymienia Monika Głód, żona właściciela restauracji.

I zdradza, że w tym roku karczma cen nie podnosiła wcale. Wszystko po to, aby przyciągnąć turystów, których, jak mówi, jest w tym sezonie znacznie mniej. - Przez to ten zarobek na razie jest marny - przyznaje.

Niecałe 15 zł za schabowego z ziemniakami i surówkami

Z "paragonami grozy" walczy też Mielno. Władze gminy prowadzą akcję #OdkłamujemyBałtyk. "Jak co roku media kreują własną rzeczywistość, a my znów staramy się to obnażyć. (...)" - piszą władze gminy na Facebooku, pokazując jedocześnie artykuły o "paragonach grozy". Ironizują: "Cieszymy się, że w ciągu roku przyjeżdża do nas prawie 2 miliony... krezusów i bogaczy. Aha, no i pamiętajcie, żeby po powrocie z Gminy Mielno pochwalić się wśród rodziny i znajomych, że należycie do grona najbogatszych w tym kraju... bo Was stać na przyjazd nad morze".

Turyści pomagają w tej walce i wskazują, że w Mielnie można zjeść tanio i smacznie. Najczęściej polecają "Bar Pokusa Mielno". - Pyszne jedzenie, domowe. Do tego tanio, a obsługa przemiła. Wracam do tego miejsca co roku i tylko tam jemy - mówi nam Magdalena ze Zbąszynia.

Ceny? Schabowy z ziemniakami i surówkami kosztuje w tym miejscu zaledwie 14,90 zł. Zestawów obiadowych jest aż 10, wszystkie pozostałe w cenie 15,90 zł poza plackiem po węgiersku z surówką, który kosztuje 18,90 zł. 

Sonia Majcher, menedżerka baru, przyznaje w rozmowie z Interią, że w związku z inflacją ceny zostały podniesione, bo wzrosły wydatki na zakup produktów, media i wynagrodzenie pracowników. Jednak tegoroczna podwyżka jest symboliczna - wynosi około 3 zł. Ceny dań nadal są konkurencyjne.

"Nasze paragony nie budzą grozy"

- Tegoroczny sezon z galopującą inflacją sprawia, że zmniejszyła się zdecydowanie liczba klientów - opowiada menedżerka baru. I dodaje: - Na szczęście przez lata zapracowaliśmy na renomę i mamy stałych gości. Jednak trudno mówić o wysokich własnych zarobkach po pokryciu wszystkich kosztów związanych z produkcją oraz wynagrodzeniem pracowników.

Dlaczego w takim razie ceny dań nie są jeszcze wyższe? - Uważamy, że drastyczne podniesienie cen doprowadziłoby do utraty klientów i to nie tylko w tym roku, ale również w przyszłości. Wolimy zadowolić się mniejszymi utargami, niż zostać bez gości - przekonuje menedżerka.

- Nasz sposób na prowadzenie baru, długoletnie doświadczenie w branży i znajomość gustów smakowych gości sprawia, że nasze paragony nie przerażają i nie budzą grozy. Jednak sami musimy ciężko pracować, aby utrzymać dotychczasowe przyzwoite ceny - podkreśla Sonia Majcher.

Turyści zwracają uwagę na konkurencyjne ceny

Jak jest w innych nadmorskich miejscowościach? W Darłowie w "Bistro Obiadek" dania dnia kosztują 18 złotych. Menu zmienia się każdego dnia, ale są też stałe pozycje: schab, gulasz i pulpety w sosie warzywnym. Codziennie można też zjeść dorsza w zestawie w cenie 27 złotych.

Ramona o "Bistro Obiadek" mówi tak: - Rok temu mieliśmy większy wybór zestawów obiadowych za 18-20 zł. W tym roku w okolicach Darłówka "Bistro Obiadek" jest jedynym lokalem, który oferuje obiady za 18 złotych, w innych lokalach już od 24 zł. W tym miejscu serwowane są duże porcje, codziennie inne "dania dnia".

Jak podkreślają turyści, warto przed wyborem baru czy restauracji sprawdzić najpierw nie tylko oceny klientów, ale i ceny dań w menu. Takie rozpoznanie najlepiej zrobić wcześniej, jeszcze przed wybraniem się na urlop. Wtedy na pewno nie zaskoczy nas żaden "paragon grozy".

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy