Reklama

Reklama

​Zakochany Bill Clinton

Drugi dzień konwencji krajowej demokratów był wielkim "ocieplaniem wizerunku" Hillary Clinton. Tymczasem Julian Assange, założyciel Wikileaks, zapowiada publikację kolejnych maili dotyczących kandydatki demokratów.

We wtorek, przed najważniejszymi wydarzeniami, pokonany przez Hillary Clinton senator Bernie Sanders po raz kolejny próbował uspokoić swoich delegatów, niemogących pogodzić się z nominacją dla Clinton.

"Łatwo jest buczeć, ale trudniej będzie spojrzeć w oczy swoim dzieciom po tym, jak Donald Trump zostanie prezydentem" - przekonywał 74-letni senator z Vermont.

Buczący delegaci uważani są przez partyjny establishment za zagrożenie dla prezydentury Clinton. W sukurs zaniepokojonym demokratom przyszli popularni prezenterzy telewizyjni. Trevor Noah z "The Daily Show" poświęcił wiele minut swojego programu, by wyśmiać "dziecinnych" wyborców, którzy "się obrazili", a Seth Meyers poszedł dalej i oznajmił, że "muszą się zamknąć".

Reklama

Drugiego dnia konwencji wciąż dało się słyszeć ich niezadowolenie.

Najważniejsze przemówienie wieczoru wygłosił Bill Clinton. 

"Wiosną 1971 roku poznałem pewną dziewczynę" - zaczął, a później mówił przez ponad 40 minut.

Było to bardzo osobiste, i cokolwiek dowcipne, spojrzenie na karierę żony. Były prezydent opowiadał, jak zakochał się w Hillary Rodham i jak "fantastycznym, naturalnym liderem" była przez całe swoje życie. Clinton rozwodził się również na temat przyjaciół, którzy towarzyszą żonie od dzieciństwa.

Bill Clinton kreślił kontrast między wizerunkiem żony kreowanym przez republikanów a "prawdziwą osobą", z którą żyje na co dzień. "Ta prawdziwa Hillary dzwoni do współpracowników, gdy zachorują, gdy ich dzieci wpadną w kłopoty, gdy umrze ktoś z rodziny" - relacjonował eksprezydent. "Wy nominowaliście prawdziwą Hillary" - podkreślał.

Zamysł towarzyszący tej długiej przemowie był jasny - odmienić i ocieplić wizerunek Hillary Clinton. Według najnowszego sondażu CNN, 68 proc. Amerykanów uważa Clinton za osobę nieuczciwą.

Oprócz Billa Clintona, we wtorek Hillary Clinton wychwalali również m.in. Madeleine Albright, Meryl Streep, Lena Dunham, America Ferrera.

Podniosły nastrój już wcześniej postanowił jednak zepsuć Julian Assange, założyciel Wikileaks.

W wywiadzie dla brytyjskiej ITV Assange zapowiedział publikację kolejnych maili dotyczących Hillary Clinton. Poprzedni rzut dowodził, że kierownictwo Partii Demokratycznej sabotowało kampanię Berniego Sandersa, by zwyciężyła Clinton.

Assange zwrócił uwagę, że gdy skompromitowana Debbie Wasserman-Schultz, szefowa komitetu krajowego demokratów, ogłosiła rezygnację po publikacji maili, Hillary Clinton natychmiast zatrudniła przyjaciółkę w swoim sztabie wyborczym.

"To destrukcyjny sygnał pod kątem przyszłej prezydentury, otwierający szeroko drzwi do korupcji. Nieważne co robisz, jak postępujesz. Dopóki zyskuje na tym Hillary Clinton, będziesz przez nią chroniony" - komentuje szef Wikileaks.

A co hakerzy planują ujawnić w następnej kolejności?

"Zgromadziliśmy materiały, które są wystarczającymi dowodami do skazania i osadzenia Hillary Clinton. Tak się jednak nie stanie, ponieważ zatrudniona przez Baracka Obamę prokurator generalna Loretta Lynch, która prowadzi również śledztwo przeciwko nam, na pewno tego nie zrobi" - powiedział Assange.

Założyciel Wikileaks zdradził, że część dokumentów dotyczy działalności fundacji państwa Clintonów.

Jak relacjonuje "The New York Times", amerykańskie służby są przekonane, że za przeciekami stoi Władimir Putin, który chce, by prezydentem USA został Donald Trump.

-----

Podczas konwencji demokratów miał miejsce bardzo wzruszający moment. Jednym z delegatów był bowiem Larry Sanders, brat Berniego. Poprosił o możliwość zabrania głosu i wspominał rodziców. "Mieli trudne życie i zmarli młodo. (...) Dziś byliby ogromnie dumni ze swojego syna" - powiedział Larry Sanders, a kamery uchwyciły poruszonego Berniego:

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne