Reklama

Reklama

​O co walczy Bernie Sanders

74-letni senator z Vermont, wbrew naciskom i obyczajowi, nie wycofał się z prawyborów Partii Demokratycznej. Bernie Sanders za wszelką cenę chce doprowadzić do "politycznej rewolucji". Wie, że drugiej okazji już nie będzie miał.

Na niecały miesiąc przed zakończeniem prawyborów Partii Demokratycznej szanse Berniego Sandersa na uzyskanie prezydenckiej nominacji są już tylko matematyczne.

Reklama

Berniego Sandersa i Hillary Clinton dzieli obecnie ponad 250 delegatów. Odrobienie tej straty jest teoretycznie możliwe, ale musiałby Sanders wręcz zmiażdżyć konkurentkę w Oregon, Kentucky, New Jersey i Kalifornii. Sondaże sugerują, że owszem, może wygrać te stany, ale nie z taką przewagą, by wyprzedzić Clinton w liczbie delegatów na konwencję krajową.

Sztab byłej sekretarz stanu mocno naciska, by Sanders wycofał się z wyścigu lub przynajmniej nie atakował konkurentki tak ostro. To działanie na korzyść Donalda Trumpa - przekonują.

Senator podejmie jednak próbę uzyskania nominacji. Jego strategia jest tyleż klarowna, co straceńcza:

Sanders będzie chciał zniwelować różnicę w delegatach do jak najmniejszych rozmiarów, a następnie, już na konwencji krajowej, będzie przekonywał superdelegatów (700 prominentnych członków partii, niezwiązanych wynikiem prawyborów), by poparli kandydata, który ma znacznie większe szanse z Donaldem Trumpem. I rzeczywiście - każdy sondaż dowodzi, że Sanders lepiej wypadnie w starciu z Trumpem niż Clinton. Jednak superdelegaci od wielu miesięcy murem stoją za byłą sekretarz stanu. Wydaje się niemożliwe, by zmienili zdanie pod wpływem - cokolwiek racjonalnej - argumentacji. Ponadto, jeżeli Clinton rzeczywiście zdobędzie więcej delegatów w prawyborach, odwracanie woli wyborców byłoby co najmniej kontrowersyjne. 

Plan Sandersa na zdobycie nominacji jest więc skazany na niepowodzenie, ale nie jest to jego plan główny.

Najważniejsze dla 74-letniego "demokratycznego socjalisty" jest doprowadzenie do "politycznej rewolucji", która stała się motywem przewodnim jego kampanii. Kampanii, którą zaczynał z 3-procentowym poparciem, a kończy z dziesiątkami tysięcy młodych ludzi na swoich wiecach.

Udział senatora w prawyborach był wykpiwany - socjalista na prezydenta? W Ameryce? Ha, ha, ha! Kapitalizm, głupcze. Taki stary, a na prezydenta chce - trzęsły się ze śmiechu najedzone brzuszyska. Dziś już szyderstwa zamierają w gardłach ekspertów.

Bernie Sanders nie ukrywa, że chce doprowadzić do powstania progresywnej platformy wewnątrz Partii Demokratycznej. Platformy, która niosłaby dalej jego postulaty, aż do ich realizacji. Chodzi o takie sprawy jak: uderzenie w finansjerę i banki, wycofanie wielkich pieniędzy z polityki, publiczną służbę zdrowia, bezpłatny college, podniesienie podatków dla najbogatszych, znaczący wzrost płacy minimalnej, depenalizacja zażywania narkotyków, płatne urlopy. Narracja Berniego Sandersa opiera się na stworzeniu takiego systemu polityczno-ekonomicznego, który służyłby wszystkim, a nie garstce uprzywilejowanych, jak to jest obecnie - przekonuje senator.

O tym że ten akurat plan ma szanse się powieść, przekonuje przykład tzw. Partii Herbacianej. Początkowo była skrajnie konserwatywnym odłamem Partii Republikańskiej, z czasem zyskiwała coraz większe wpływy, a dziś nadaje jej ton.

Demokraci, którzy stracili przecież zarówno Senat jak i Izbę Reprezentantów, z uwagą przyglądają się kampanii Berniego Sandersa, która wywołuje entuzjazm, jakiego nie było w Stanach od lat (może nawet większy niż Barack Obama w 2008 roku).

Sama Hillary Clinton radykalnie zmodyfikowała swój przekaz, by wpisać się w ten nurt. I teraz również ona jest przeciwko nadużyciom ze strony finansjery i banków, też chce podnosić płacę minimalną, też jest przeciwko umowom o wolnym handlu. Co z tego zrealizuje jako prezydent, jeśli zostanie wybrana, to już zupełnie inna kwestia.

Tak czy tak, postulaty Berniego Sandersa trafiły do głównego nurtu, znalazły już miliony zwolenników i czekają na realizację. Demokraci byliby głupcami, gdyby to zignorowali. I to jest sens udziału Berniego Sandersa w prawyborach. Nie sama prezydentura, tylko stworzenie wielkiego ruchu społecznego.

Dowiedz się więcej na temat: bernie sanders

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje