Reklama

Reklama

​Jak Donald Trump został antysemitą

FBI wykazało kłamstwa Hillary Clinton, tymczasem spora część amerykańskich mediów wciąż "grzeje" sprawą rzekomego antysemityzmu Donalda Trumpa.

Zaczęło się, jak to w przypadku Donalda Trumpa bywa, oczywiście na Twitterze. 70-letni miliarder zamieścił wpis z wizerunkiem Hillary Clinton, obok której widniał napis: "najbardziej skorumpowana kandydatka w historii". Napis został umieszczony na tle czerwonej gwiazdy. Tak się składa, że sześcioramiennej. Obok gwiazdy i kandydatki demokratów na obrazku widzimy także kupę banknotów. Mem jest przeróbką PR-owego obrazka "History made", sławiącego pierwszą kobietę, która zdobyła prezydencką nominację (co z formalnego punktu widzenia nie jest prawdą, bo nominacji Clinton jeszcze nie ma).

Reklama

"Krętaczka Hillary - przeszła do historii" - napisał już sam Donald Trump.

Gwiazda na obrazku natychmiast została zinterpretowana jako gwiazda Dawida, a wpis oceniono jako skrajnie antysemicki. Na Donalda Trumpa zewsząd posypały się gromy. Również z własnego obozu. Krytycznie na temat tweeta wypowiedział się m.in. spiker Izby Reprezentantów Paul Ryan. Słowa potępienie popłynęły także ze strony Ligi Antydefamacyjnej. Trevor Noah w programie "The Daily Show" przez sześć minut dowodził, że Trump jest rasistą i antysemitą "jak cholera". Sztab Hillary Clinton nie odpuścił takiej okazji i również zdyskredytował Trumpa jako antysemitę.

Kandydat republikanów opublikował oświadczenie, w którym wyjaśniał, że użyta we wpisie gwiazda to gwiazda szeryfa a nie gwiazda Dawida; można ją znaleźć wśród obrazków programów Microsoftu. Mem został znaleziony na Twitterze użytkownika zwalczającego kandydaturę Clinton i skopiowany przez Trumpa.

"Kłamliwe media robią absolutnie wszystko, by przedstawić gwiazdę w tym tweecie jako gwiazdę Dawida a nie gwiazdę szeryfa czy zwyczajną gwiazdę!" - napisał miliarder na Twitterze.

I gdy amerykańska opinia publiczna zastanawia się, czy Trump jest czy też nie jest antysemitą, szef FBI James Comey ogłasza druzgocące dla Hillary Clinton wyniki śledztwa ws. afery e-mailowej.

Przypomnijmy - Hillary Clinton korzystała z prywatnej skrzynki pocztowej do korespondencji służbowej, gdy pełniła funkcję sekretarza stanu. Skrzynka zlokalizowana była na serwerze zainstalowanym w domu państwa Clintonów. Tym samym kandydatka naraziła wrażliwe informacje na przechwycenie przez hakerów i obce wywiady.

FBI nie ma wątpliwości, że Hillary Clinton poprzez swoje nierozważne działanie zagroziła bezpieczeństwu Stanów Zjednoczonych.

James Comey punkt po punkcie dowodził we wtorek, że Hillary Clinton w sprawie e-maili zwyczajnie kłamała.

1. Clinton mówiła, że z prywatnej skrzynki nie wysyłała poufnych, tajnych i ściśle tajnych informacji. Śledztwo FBI wykazało, że jednak to robiła. Aż 110 maili, które znaleziono w skrzynce Clinton, było już wówczas (nie po fakcie) oznaczonych jako poufne, a siedem jako ściśle tajne.

2. Clinton oznajmiła, że przekazała FBI wszystkie maile, które nie były mailami prywatnymi. Comey podał, ze była sekretarz stanu nie przekazała agencji wszystkich służbowych wiadomości. W istocie, zataiła tysiące e-maili.

3. Clinton twierdziła, że prawnicy selekcjonujący maile do przekazania FBI przeczytali każdą z 60 tys. wiadomości. Śledztwo wykazało, że nie czytali tych e-maili, tylko kierowali się z góry otrzymanymi wytycznymi.

4. Clinton przekonywała, że to co zrobiła, było błędem, ale nie było zakazane. FBI jasno jednak wskazało, że urzędnikom publicznym nie wolno przechowywać na prywatnym, niechronionym serwerze wrażliwych informacji.

Agencja nie zarekomendowała jednak Departamentowi Sprawiedliwości postawienia zarzutów karnych Hillary Clinton, ponieważ "nie znaleziono bezpośredniego dowodu, by działała umyślnie".

Sztab Clinton uznał tym samym sprawę za zakończoną. I mało kto zwraca uwagę na zeznania Humy Abedin, byłej prawej ręki Clinton, która zdradziła, że szefowa paliła (sic) swój kalendarz spotkań jako sekretarz stanu. Taki kalendarz jest publicznym dokumentem. 

W zalewie wiadomości o antysemityzmie Trumpa słabo przebija się również informacja o tym, że wymiar sprawiedliwości prowadzi śledztwo w sprawie fundacji państwa Clintonów, ponieważ zaistniało podejrzenie korupcji. Clinton jako sekretarz stanu autoryzowała umowy (np. na broń) z rządami państw, które wcześniej przekazywały wielomilionowe dotacje na rzecz fundacji.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy