Reklama

Reklama

​Donald Trump sabotuje własną kampanię?

Donald Trump nie chce być prezydentem - twierdzi znany reżyser Michael Moore i tym tłumaczy serię zadziwiających wypowiedzi kandydata, które spowodowały gwałtowny spadek jego notowań.

Przypomnijmy - po konwencji republikanów w Cleveland Donald Trump prowadził we wszystkich sondażach z Hillary Clinton.

Reklama

Później jednak kandydat republikanów zaatakował muzułmańskich rodziców zabitego w Iraku żołnierza, przechwalał się, jak wybitnie gra w golfa i przekonywał, że "być może ludzie od drugiej poprawki będą w stanie powstrzymać Hillary Clinton", co w mediach nieprzychylnych Trumpowi odebrano jako nawoływanie do zabicia jego konkurentki (druga poprawka do konstytucji mówi o prawie do posiadania broni).

Jednocześnie codziennie na jaw wychodziły kolejne powiązania między ludźmi Trumpa a Władimirem Putinem. Efekt? We wszystkich sondażach na prowadzenie wyszła Hillary Clinton, która w tym czasie była właściwie nieobecna w mediach.

Reżyser filmów dokumentalnych Michael Moore twierdzi, że "wie na pewno", iż Donald Trump, ogłaszając swój start w prawyborach, nie miał wcale zamiaru zostać prezydentem. Chciał, zdaniem Moore, poprawić swoją pozycję negocjacyjną w rozmowach z NBC na temat nowego kontraktu. Nie miał wówczas sztabu wyborczego, nie miał planów kampanijnych.

Sprawy przybrały nieoczekiwany obrót, gdy po serii szowinistycznych wypowiedzi m.in. o tym, że Meksykanie to gwałciciele, NBC ogłosiła "zerwanie wszelkich relacji biznesowych z panem Trumpem". Jednocześnie jego wiece zaczęły gromadzić tysiące wyborców, do których trafiał przekaz Trumpa.

Moore przypomina "depresyjną" przemowę po zwycięstwie w prawyborach w New Jersey. To wtedy Trump uzmysłowił sobie, że naprawdę zostanie kandydatem na prezydenta - przekonuje reżyser.

Obecna zła passa Trumpa może być świadomym lub podświadomym sabotażem - uważa Moore. Kandydata nie są w stanie poskromić nawet jego najbliżsi współpracownicy.

Dlaczego Trump miałby nie chcieć zostać prezydentem? Musiałby się wówczas pożegnać ze swoim luksusowym życiem, byłby zmuszony mieszkać w Waszyngtonie, w "skromnym" Białym Domu, ponadto czekałby go kierat prezydenckich obowiązków - odpowiadanie za każdy kryzys i każdy problem w USA. Będzie to dla niego torturą - przekonują ci, którzy Trumpa poznali. Zalicza się do nich również Michael Moore.

(mim)

Donald Trump musiałby zrezygnować z takich luksusów

Dowiedz się więcej na temat: Donald Trump

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama