Reklama

Reklama

USA: Clinton oskarżyła w debacie Sandersa

Podczas czwartej prezydenckiej debaty Demokratów była sekretarz stanu Hillary Clinton oskarżyła senatora Berniego Sandersa, że odcina się od osiągnięć prezydenta USA Baracka Obamy, proponując nowe reformy ochrony zdrowia czy regulacji rynków finansowych.

Debata, która odbyła się w niedzielę wieczorem czasu lokalnego w Charleston w Karolinie Południowej, była ostatnim telewizyjnym starciem kandydatów ubiegających się o nominację Demokratów w wyborach prezydenckich. Za dwa tygodnie w Iowa rozpoczynają się prawybory.

Clinton notuje w sondażach ogólnonarodowych znaczną przewagę nad swym głównym rywalem, senatorem z Vermont Sandersem, ale w Iowa wyprzedza go zaledwie czterema punktami procentowymi. W New Hampshire, stanie, który głosuje jako drugi 9 lutego, Sanders ma nad Clinton 7-punktową przewagę.

Reklama

Zgodnie z oczekiwaniami organizowana przez telewizję NBC debata była więc okazją do bardziej zaciętego niż dotychczas pojedynku między tą dwójką i zaostrzenia różnic w ich wizjach przyszłości USA. 

Sanders, który przedstawia się jako "socjalistyczny demokrata", niemal przy każdej okazji mówił o potrzebie politycznej i społecznej rewolucji w Ameryce, podczas gdy Clinton prezentowała się jako pragmatyczna kandydatka, która chce przeprowadzać zmiany, bazując na reformach już wprowadzonych przez prezydenta Obamę, szukając kompromisu z Republikanami.

Na kilka godzin przed debatą Sanders zaproponował powszechną, zapewnianą przez rząd opiekę medyczną "dla każdego mężczyzny, kobiety i dziecka", bo jak mówił, wciąż aż 29 mln Amerykanów nie ma ubezpieczenia. W odpowiedzi Clinton zarzuciła mu, że chce "zrujnować" już przyjętą reformę, tzw. Obamacare i zaczynać wszytko od nowa.

"To zła droga" - powiedziała. Już mamy ustawę o ochronie zdrowia, jedno z największych osiągnięć prezydenta Obamy, którą Republikanie ciągle chcą uchylić. (...) Musimy jej bronić i poprawiać służbę zdrowia, ale w oparciu o tę reformę" - powiedziała.   

Sanders zarzucił z kolei Clinton zbyt bliskie "związki z Wall Street", wskazując m.in. że za swe przemówienia dostała od banku Goldman Sachs kilkaset tysięcy dolarów. Obiecał, że gdy zostanie prezydentem, to zreformuje zasady finansowania kampanii wyborczych, by ograniczyć wpływy bogaczy, a także przyjmie nowe regulacje rynków finansowych, by osłabić pozycję dużych banków i instytucji finansowych. "Mają zbyt dużą władzę nad naszą gospodarką" - powiedział.

Ripostując, Clinton przypomniała, że po wybuchu kryzysu finansowego prezydent Obama przeprowadził już "jedną z największych reform regulacji" rynków finansowych. "Będę bronić dorobku prezydenta Obamy, który wziął się za Wall Street" - dodała, zarzucając przeciwnikowi, że odcina się od osiągnięć obecnego prezydenta.

"Senator Sanders krytykuje Obamę za przyjmowanie dotacji od Wall Street. Nazwał go słabym i rozczarowującym, a nawet rozważał poparcie w 2011 roku innego kandydata przeciwko niemu" - wyliczała Clinton.

Była sekretarz stanu w administracji Obamy wielokrotnie podkreślała, jak blisko współpracowała z prezydentem, akcentując swój wkład m.in. w negocjacje umowy z Iranem w sprawie ograniczenia programu nuklearnego tego kraju. Zapewniła, że tak jak Obama jest przeciw wysyłaniu do Syrii żołnierzy amerykańskich wojsk lądowych. Broniła też tzw. resetu w relacjach z Rosją w pierwszej fazie prezydentury Obamy. Pytana o relacje z prezydentem Władimirem Putinem powiedziała ironicznie, że "są interesujące", ale "oparte na wzajemnym szacunku". 

Zabiegając o głosy Afroamerykanów oboje - Clinton i Sanders - spierali się o to, kto zajmuje ostrzejsze stanowisko w sprawie reformy systemu wymiaru sprawiedliwości, aby mniej czarnoskórych trafiało do amerykańskich więzień, a także o prawo do posiadania broni. To w Charleston, gdzie odbywała się debata, doszło latem do strzelaniny w kościele, do którego uczęszczają Afroamerykanie. Zginęło dziewięciu wiernych. Sprawca, biały mężczyzna, nie ukrywał, że kierowały nim rasistowskie motywy.

Clinton zarzuciła Sandersowi, że "aż dziewięć razy" głosował przeciwko ograniczeniu prawa do posiadania broni, tak jak zalecało lobby stowarzyszenia posiadaczy broni NRA.

Sanders, który wcześniej tłumaczył, że pochodzi z wiejskiego stanu o silnych tradycjach łowieckich, ostatnio zaostrzył pod wpływem krytyki swoje stanowisko i zapewnił, że wspiera działania Obamy w sprawie kontroli zakupu broni. Podczas debaty ogłosił też, że jest za uchyleniem ustawy, za którą głosował w 2005 roku, która gwarantuje immunitet producentom broni.

"Cieszę się, że senator zmienił stanowisko" - wtrąciła Clinton.

Trzeci z kandydatów, biorących udział w debacie, były gubernator stanu Maryland Martin O'Malley nie miał zbyt wielu okazji, by zaistnieć na tle faworytów. Zgodnie z sondażami chce na niego głosować tylko około 3 proc. wyborców Demokratów, czyli w granicach błędu statystycznego, podczas gdy na Clinton ponad 50 proc., a na Sandersa ponad 30 proc.

Z Waszyngtonu Inga Czerny.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy