Reklama

Reklama

Trump atakuje Clinton, wykorzystując nowe rewelacje Wikileaks

Najnowsze rewelacje Wikileaks dotyczące śledztwa FBI ws. maili Hillary Clinton z okresu jej pracy w Departamencie Stanu stały się dla Donalda Trumpa okazją do kolejnego brutalnego personalnego ataku na demokratyczną rywalkę w wyścigu do Białego Domu.

Niemal całe ponad godzinne przemówienie w Ocala na Florydzie w środę kandydat Partii Republikańskiej poświęcił atakowaniu Clinton. Potępiał ją głównie za skandal z wykorzystywaniem prywatnego serwera do obsługi służbowych maili i wypominał administracji prezydenta Baracka Obamy domniemane manipulacje w śledztwie prowadzonym w tej sprawie przez ministerstwo sprawiedliwości. Wytykał Clinton także wcześniejsze kontrowersje i krytykował program wyborczy.

Reklama

- Dokumenty ujawnione przez Wikileaks na temat Hillary dowodzą jaśniej niż kiedykolwiek, jak wielka jest stawka tych wyborów. Jej wybór na prezydenta doprowadziłby do totalnego zniszczenia naszego kraju! Ona jest najbardziej skorumpowanym kandydatem w historii! - powiedział Trump.

Według dokumentów Wikileaks ministerstwo sprawiedliwości kontaktowało się w 2015 roku ze sztabem wyborczym Clinton, informując go o dochodzeniu w sprawie używania przez nią prywatnego serwera do służbowej korespondencji, kiedy była sekretarzem stanu. Nie było to zgodne z wewnętrznymi przepisami, narażało korespondencję na włamania hakerskie i utrudniało ewentualną kontrolę działalności szefowej dyplomacji.

Informacje o śledztwie w sprawie maili

- Ministerstwo sprawiedliwości przekazywało sztabowi Clinton informacje o śledztwie w sprawie maili. Mogła się dzięki temu lepiej przygotować do obrony. Musimy więc przeprowadzić dochodzenie w sprawie tego śledztwa - powiedział Trump.

W czerwcu James Comey, dyrektor FBI, które przeprowadziło dochodzenie w sprawie maili Clinton, potwierdził, że wprowadzała ona w błąd opinię publiczną, tłumacząc się z używania prywatnego serwera, ale zalecił, by nie stawiać jej kryminalnych zarzutów. Zgodnie z jego rekomendacją szefowa resortu sprawiedliwości, prokurator generalna Loretta Lynch nie oskarżyła Clinton.

Trump podczas innego wiecu przypomniał niedawno, że przed ogłoszeniem swej decyzji Lynch spotkała się na lotnisku w Arizonie z byłym prezydentem Billem Clintonem, mężem Hillary. Według administracji, spotkanie było "przypadkowe" i oboje rozmawiali o swoich dzieciach i golfie. Trump jednak i cały obóz republikański uznał ten epizod za dodatkowy dowód, że demokratyczna administracja chroni Clinton przed odpowiedzialnością karną.

Na wiecu w Ocala Trump przypomniał, że według dokumentów ujawnionych przez Wikileaks personel Clinton w Departamencie Stanu wykasował 33 tys. maili wysyłanych lub odbieranych przez ówczesną sekretarz stanu - już po nadejściu nakazu sądowego, by przekazać je funkcjonariuszom FBI prowadzącym śledztwo.

"Kłamała Kongresowi, kłamała FBI, kłamała wszystkim"

- Funkcjonariusze FBI to wspaniali ludzie. Oni są zawstydzeni tym, co dzieje się w kierownictwie biura (...). Mam wrażenie, że NSA (Agencja Bezpieczeństwa Narodowego) ma teraz maile - powiedział Trump.

- Ona kłamała Kongresowi, kłamała FBI, kłamała wszystkim. Nie powinniśmy jej pozwolić ubiegać się o prezydenturę! - oświadczył.

Zebrani na wiecu ludzie skandowali: "Zamknąć ją!".

Kandydat przypomniał też dawne skandale i kontrowersje związane z Clinton, z okresu gdy była Pierwszą Damą stanu Arkansas i Pierwszą Damą USA (1993-2001).

W czasie debaty telewizyjnej z Clinton w niedzielę Trump zapowiedział, że gdy wygra wybory, zwróci się do mianowanego przez siebie ministra sprawiedliwości, żeby powołał specjalnego, niezależnego prokuratora do zbadania sprawy maili Clinton.

Sztab kandydatki Demokratów podważa znaczenie, a nawet wiarygodność dokumentów Wikileaks. We wtorek szef jej kampanii John Podesta sugerował, że Wikileaks działa w porozumieniu z Rosją, której zależy, aby Clinton nie została prezydentem.

Hillary Clinton uchodzi za jastrzębia w Partii Demokratycznej i bardzo ostro wypowiadała się przeciw Rosji po aneksji Krymu i napaści na Donbas.

Próba odwrócenia uwagi

Demokraci twierdzą, że brutalne ataki personalne Trumpa na Clinton są próbą odwrócenia uwagi od ostatnich rewelacji z nagraniami jego wulgarnych wypowiedzi o kobietach i seksie. Po ich ujawnieniu notowania kandydata GOP w sondażach spadły i obecnie Clinton dość zdecydowanie prowadzi w wyścigu prezydenckim.

Publiczną groźbę Trumpa, że jako prezydent powoła specjalnego prokuratora do badania sprawy Clinton, krytykowało nawet wielu konserwatywnych komentatorów.

Oprócz ataków na Clinton, na wiecu w Ocala kandydat Republikanów powtórzył swoje znane obietnice budowy muru na granicy z Meksykiem i powstrzymania imigracji do USA muzułmanów. Krytykował też układy o wolnym handlu.

- Nigdy nie oddamy suwerenności Stanów Zjednoczonych! Zawsze będzie "Ameryka nade wszystko!" - mówił Trump. Zebrani odpowiadali skandując: "U-S-A, U-S-A!".

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy