Reklama

Reklama

Przez zamieszki odwołano wiec, Trump wściekły

​Donald Trump, ubiegający się o nominację GOP na listopadowe wybory prezydenckie w USA, oskarżył w sobotę zwolenników pretendenta z Partii Demokratycznej Berniego Sandersa o wywołanie zamieszek, które doprowadziły do odwołania w piątek wiecu Trumpa w Chicago.

Kontrowersyjny miliarder nazwał senatora z Vermont "naszym komunistycznym przyjacielem".

Piątkowy wiec w Chicago został odwołany po eskalacji protestów i zamieszkach, do których doszło pomiędzy zwolennikami i przeciwnikami czołowego kandydata GOP. "Nagle, nie wiadomo skąd, rozpoczął się zaplanowany atak" - powiedział Trump na wiecu w Dayton, w Ohio, w sobotę rano lokalnego czasu, nazywając przywódców protestu "profesjonalistami".

Reklama

Jak twierdził, jego fani "byli wyszydzani, atakowani przez tych ludzi, (...) niektórzy z tych ludzi reprezentowali Berniego, naszego komunistycznego przyjaciela". "Teraz Bernie powinien powiedzieć swoim ludziom (...), by przestali" - dodał Trump.

Rzecznik Sandersa nie skomentował tych wypowiedzi.

Wcześniej Trump nazwał demonstrantów "zbirami". "Zorganizowane grupy ludzi, wśród których było wielu zbirów, pozbawiły nas w Chicago prawa wynikającego z pierwszej poprawki (do konstytucji - PAP) i zelektryzowały Amerykę!" - napisał na Twitterze. Pierwsza poprawka do konstytucji Stanów Zjednoczonych zakazuje ograniczania wolności wypowiedzi i zgromadzeń.

Policja poinformowała, że w piątek podczas zamieszek przed wiecem, który miał się odbyć w hali widowiskowej Uniwersytetu Illinois w Chicago, zatrzymano pięć osób, w tym reportera telewizji CBS. Rannych zostało dwóch policjantów.

Miał to być pierwszy wiec Trumpa w Chicago, zorganizowany przed zaplanowanymi na 15 marca prawyborami w stanie Illinois. W opublikowanym oświadczeniu sztab Trumpa podkreślił, że decyzja o odwołaniu wiecu została podyktowana względami bezpieczeństwa, które starano się zapewnić 10 tys. ludzi.

Jak pisze agencja Reutera, na wiecach Trumpa zwykle pojawiają się grupy demonstrantów, ale w piątek po raz pierwszy liczba zwolenników i przeciwników miliardera była podobna.

W wydanych komunikatach rywale Trumpa do nominacji Partii Republikańskiej, Ted Cruz i Marco Rubio, nazwali incydent "smutnym" i ocenili, że demonstranci powinni byli pozwolić na wiec. Z kolei gubernator Ohio John Kasich, także konkurujący z Trumpem, powiedział dziennikarzom, że miliarder tworzy "toksyczną" atmosferę, która doprowadziła do wybuchu przemocy w Chicago.

Portal Cincinnati.com, powołując się na lokalnego rzecznika kampanii Trumpa, podał, że ze względów bezpieczeństwa odwołano planowany na sobotę wiec w Cincinnati, w stanie Ohio. Jednak Trump napisał na Twitterze, że spotkanie się odbędzie. "Media wypuszczają fałszywe informacje, że został on odwołany" - czytamy na koncie miliardera.

Ohio jest jednym z ważnych stanów, w których we wtorek odbędą się prawybory.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy