Reklama

Reklama

Dymisja ministra finansów Meksyku po kontrowersyjnej wizycie Trumpa

Luis Videgaray Caso, wieloletni współpracownik prezydenta Enrique Peny Nieto, a także minister finansów w jego rządzie został odwołany w środę w związku z rolą jaką odegrał w organizacji wizyty kandydata GOP w wyborach prezydenckich, Donalda Trumpa, w Meksyku.

Pena Nieto poinformował o dymisji Videgaraya Caso podczas konferencji prasowej zwołanej w stolicy Meksyku w środę. Wskazał też jego następcę - Josego Antonia Maede, który pełnił już funkcję ministra finansów i kredytu publicznego w czasach, gdy prezydentem Meksyku był Felipe Calderon (2006-12).Videgaray Caso - uważany przez opozycję za pomysłodawcę i architekta pośpiesznie zorganizowanej wizyty Donalda Trumpa w Meksyku "był jedynie wykonawcą woli rządu, który spodziewał się, że zapraszając Trumpa skłoni go do złagodzenia tonu i wycofania się z niektórych kontrowersyjnych pomysłów" - zauważa agencja Reutera.

Reklama

Także Reuters dodaje, że nie bez wpływu na odwołanie Videgaraya Caso jest pogarszająca się sytuacja gospodarcza Meksyku. "Ta wizyta została odebrana w Meksyku jako kompletne fiasko, które sprawiło, że minister stracił wszelką wiarygodność (...) To była przysłowiowa kropla, która przelała czarę goryczy" - ocenił Augustin Barrios z lewicowej, opozycyjnej Partii Rewolucji Demokratycznej.

Barrios jest autorem projektu ustawy dającej rządowi dodatkowe uprawnienia w zwalczaniu kontrowersyjnych pomysłów Trumpa. Została ona skierowana do meksykańskiego parlamentu. Środowa wizyta Trumpa nie spełniła pokładanych w niej nadziei. Po spotkaniu z meksykańskim prezydentem republikański kandydat do Białego Domu potwierdził, że zamierza zbudować "mur" na granicy z Meksykiem, by zahamować napływ nielegalnych imigrantów z tego kraju. Co więcej, już po powrocie do USA, Trump znowu zaczął głosić, że koszty budowy ogrodzenia powinien ponieść Meksyk.

Na wspólnej konferencji z meksykańskim prezydentem, Trump zapowiedział też renegocjację układu NAFTA, jako zbyt korzystnego dla Meksyku. Amerykańskie środki masowego przekazu komentowały ubiegłotygodniową wizytę Trumpa w Meksyku jako próbę częściowego choćby naprawienia szkód, jakie wywołały jego poprzednie wypowiedzi na temat imigrantów z Meksyku. 

Na jesieni nazwał ich "gwałcicielami i handlarzami narkotyków".Wizyta nie została dobrze przyjęta przez meksykańską opozycję. Byli prezydenci tego kraju: Vincente Fox i Felipe Calderon potępili Nieto za wspólne wystąpienie z politykiem znienawidzonym - jak podkreślili - w Meksyku. 

Fox i Calderon należą do centroprawicowej Partii Akcji Narodowej (PAN), w opozycji do rządzącej obecnie w Meksyku Partii Instytucjonalno-Rewolucyjnej (PRI).

Trumpowi tymczasem, jak zauważają komentatorzy, wizyta dała okazję do zaprezentowania się "po prezydencku". Kandydat GOP pokazał się jako przywódca szczerze zatroskany o los Amerykanów i negocjujący z prezydentem obcego państwa w ich najlepiej pojętym interesie. 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje