Reklama

Reklama

Clinton stara się minimalizować szkody

Przypominając wulgarne i seksistowskie wypowiedzi Donalda Trumpa na temat kobiet, kampania Hillary Clinton stara się na tydzień przed wyborami minimalizować szkody, jakie dla jej notowań wyrządziła decyzja FBI o wznowieniu śledztwa w sprawie jej maili.

Wszystkie ręce na pokład: we wtorek kampanię na rzecz Clinton i Demokratów w wyborach prezydenckich 8 listopada prowadził prezydent Barack Obama w Ohio, wiceprezydent Joe Biden w Północnej Karolinie; senator Bernie Sanders w New Hampshire, były prezydent Bill Clinton na Florydzie, a córka Chelsea Clinton w Colorado. Sama Clinton jest we wtorek na Florydzie, stanie uważanym za jeden z najważniejszych wśród kluczowych tzw. stanów wahadłowych, które zdecydują o wyniku wyborów prezydenckich.

Reklama

By minimalizować szkody, jakie dla notowań Clinton wyrządziła piątkowa decyzja dyrektora FBI Jamesa Comey'a o wszczęciu dochodzenia w sprawie wykorzystywania przez Clinton jej prywatnego serwera pocztowego do celów służbowych, jej kampania atakuje Comey'a za mieszanie się w demokratyczny proces wyborczy. Z drugiej strony Clinton i jej obóz bezpośrednio uderzyli w jedną z największych słabości Trumpa, za jaką uważa się jego stosunek do kobiet.

"To nie jest w porządku, jak on traktuje kobiety"

- To nie jest w porządku, jak on traktuje kobiety - mówiła Clinton na Florydzie, dodając, że Trump od lat "poniża, obraża i atakuje kobiety". - Trump myśli, że poniżanie kobiet czyni z niego większego mężczyznę. (...) On pokazał nam kim jest, my pokażmy mu we wtorek (w dniu wyborów 8 listopada), kim on jest -  apelowała.

U boku Clinton wystąpiła była miss Ameryki Alicia Machado, którą Trump w przeszłości obrażał z powodu rzekomych nadmiernych kilogramów, określając ją zwrotem "Miss Piggy".

Także prezydent Obama oskarżył we wtorek Trumpa o "brak szacunku do kobiet". Przekonywał, że Clinton jest "tak znacznie bardziej wykwalifikowana" od kandydata Partii Republikańskiej i "tak znacznie lepiej od niego prowadziła się w życiu publicznym", że dla nikogo nie powinno być niejasne na kogo głosować.   

Najnowszy spot telewizyjny kampanii Clinton

Jednocześnie we wtorek ukazał się najnowszy spot telewizyjny kampanii Clinton, który przypomina najbardziej wulgarne i seksistowskie wypowiedzi Trumpa o kobietach, w tym z nagranie z 2005 roku, w którym nowojorski biznesmen opowiada jak całuje i obmacuje kobiety bez ich zgody.

Zgodnie z najnowszymi krajowymi sondażami prezydenckimi, Trump odrabia straty do byłej sekretarz stanu, która jeszcze tydzień temu miała nad nim ponad 6 punktów procentowych przewagi. Obecnie według portalu Real Clear Politics, który obliczył średnią z sondaży z dni 22-31 października, Clinton prowadzi z przewagą 2,2 pkt proc., przy czym chodzi o sondaże uwzględniające czworo kandydatów, a więc także libertarianina Gary'ego Johnsona oraz Jill Stein z Partii Zielonych.

Clinton jest zdecydowaną faworytką

Ponadto, według Real Clear Politics, Trump wyszedł, choć bardzo nieznacznie, na prowadzenie w trzech stanach wahadłowych na Florydzie ( +1 pkt proc.), Ohio (+2,5 pkt proc.) Iowa (+1,4 pkt proc.). Jednak wciąż biorąc pod uwagę sondaże we wszystkich stanach, portal przewiduje, że Clinton jest zdecydowaną faworytką. Może bowiem liczyć na 259 z 270 głosów elektorskich niezbędnych do zdobycia prezydentury, natomiast Trump na 164. 

Jeszcze korzystniejsze dla Clinton są szacunki portalu wyborczego The Cook Political Report. Zgodnie z nimi Clinton może liczyć na 293 głosy elektorskie, a Trump na 185, natomiast remis utrzymuje się w stanach, które dają w sumie 60 głosów elektorskich. Zdaniem portalu afera mailowa nie wpłynie radykalnie na wynik wyborów gdyż sondaże zdają się sugerować, że wyborcy reagują na nią w "typowy stronniczy sposób".

Według dziennika "New York Times", szanse Clinton na zwycięstwo wynoszą obecnie 88 proc., a Trumpa 12 proc.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje