Reklama

Reklama

Lump. "Kingsize" z PRL-u

Dzięki Lumpowi ulice Lodzi zapełniły się przeskalowanymi przedmiotami związanymi z czasami PRL-u. Ogromne słupy plakatowe zamieniły się w pralki, syfony i kawiarki. Przedstawiamy pierwszego artystę, który - w ramach projektu UNIQA Art Łódź - wrzucił do przestrzeni miejskiej ciekawe wytwory swojej wyobraźni.

Lump jest absolwentem poznańskiej Akademii Sztuk Pięknych, malarzem, twórcą murali, konstruktorem instalacji przestrzennych, fotografem. To jeden z pierwszych artystów tworzących w ramach projektu UNIQA Art Łódź.

Jest autorem cyklu sześciu instalacji, wykorzystujących slupy plakatowe przy ul. Piotrkowskiej w Lodzi. Zostały one zamienione na ogromne przedmioty-ikony, związane z okresem PRL-u. Wśród nich jest wiec i słynna pralka "Frania" (przy ul. Piotrkowskiej 103), i ogromny syfon do wody sodowej (przy Placu Wolności), i "węgierska" kawiarka (przy placu pod "Magdą").

Reklama

- Lump to jeden z niewielu polskich artystów związanych z nurtem tzw. street artu, którego działania wykraczają poza płaszczyznę malarstwa ściennego. Oprócz wielkoformatowych murali jedną z głównych inicjatyw artysty jest projekt "Kingsize", w ramach którego powstaly tymczasowe instalacje artystyczne, wykorzystujące efekt przeskalowania - wyjaśnia Michał Bieżyński (Łódzkie Centrum Wydarzeń), dyrektor artystyczny projektu UNIQA Art Łódź.

- Bazując najczęściej na przedmiotach związanych z codziennym życiem, artysta zmienia zastany charakter różnych elementów ulicznej infrastruktury i przekształca je w nowe, znacznie "powiększone" realizacje artystyczne. Dzięki tego typu zabiegowi, w przestrzeni miejskiej pojawiają się lekko surrealistyczne, ogromne obiekty pozbawione zupełnie pierwotnej funkcji - dodaje.

Charakter instalacji jest tymczasowy, a czas ekspozycji planowany jest na okres dwóch-trzech miesięcy

- W projekcie "Kingsize" niezwykle istotne jest zachowanie dużej dozy humoru. To nie jest sztuka, starająca się diagnozować głębsze, poważniejsze obszary życia ludzkiego. Twórczość Lumpa nie ma być sztuką pisaną przez duże S, do której usilnie trzeba dopisywać skomplikowaną ideologię. Celem "Kingsize’u" jest po prostu dobra, ale wysmakowana i inteligentna zabawa, żonglująca prostymi symbolami. Zabieg przeskalowania tworzy nieoczywisty, subtelny "zgrzyt" w codziennym, często dość bezrefleksyjnym poruszaniu się po mieście - opisuje Michał Bieżyński.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy