Reklama

Reklama

Szymański ostro krytykuje decyzję KE ws. pracowników delegowanych

Jeżeli Komisja Europejska nie jest w stanie zrozumieć politycznej wagi sprzeciwu wyrażonego przez 11 państw UE ws. pracowników delegowanych, to oznacza, że nie nauczyła się absolutnie niczego z doświadczenia Brexitu - mówi wiceszef MSZ Konrad Szymański.

Komisja Europejska odrzuciła "żółtą kartkę", czyli sprzeciw 11 krajów w sprawie przepisów o pracownikach delegowanych. Zastrzeżenia wobec propozycji KE zgłosiły parlamenty: Polski, Bułgarii, Czech, Danii, Estonii, Chorwacji, Węgier, Łotwy, Litwy, Rumunii i Słowacji.

Propozycja zmiany dyrektywy o pracownikach delegowanych zakłada, że pracownik wysłany przez pracodawcę do innego kraju UE na pewien czas, powinien mieć prawo do takiego samego wynagrodzenia, jak pracownik lokalny, a nie tylko do płacy minimalnej. Najwięcej pracowników delegowanych pochodzi z Polski.

Reklama

W ocenie wiceszefa polskiego MSZ odrzucenie "żółtej kartki" przez KE to "zła wiadomość". "Jeżeli Komisja nie jest w stanie zrozumieć politycznej wagi sprzeciwu wyrażonego przez 11 państw członkowskich w Unii Europejskiej, to oznacza, że nie nauczyła się absolutnie niczego z doświadczenia Brexitu. Nadal uważa, że wie lepiej, co należy robić w obszarze regulowania rynku, a to wróży jak najgorzej. To jest niezwykle płytka i konfrontacyjna odpowiedź na obawy wyrażone przez 11 parlamentów narodowych" - podkreślił Szymański.

Mechanizm "żółtej kartki" był przedmiotem negocjacji w sprawie warunków dalszego członkostwa Londynu we Wspólnocie jeszcze przed referendum w Wielkiej Brytanii. Londyn chciał wzmocnienia parlamentów narodowych w tym mechanizmie - ich sprzeciw miałby skutkować automatycznym odstąpieniem Komisji Europejskiej od prac nad aktem prawnym. Mechanizm "czerwonej kartki" został zapisany w porozumieniu z Londynem, jednak w związku z decyzją Brytyjczyków o wyjściu z Unii Europejskiej nie zostanie wprowadzony.

Będzie "czerwona kartka"?

Szymański uważa, że odrzucenie zastrzeżeń 11 parlamentów narodowych w sprawie pracowników delegowanych jest bardzo silnym argumentem za tym, by "żółta kartka" stała się "czerwoną".

Według niego Komisja Europejska powinna pamiętać, że "z politycznego punktu widzenia" państwa członkowskie zgodziły się na wzmocnienie tego mechanizmu. "Widać, że Komisja Europejska nie jest skłonna słuchać parlamentów narodowych dobrowolnie, w związku z czym w przyszłości ten mechanizm powinien być wzmocniony zgodnie z tym, na co już się zgodziliśmy" - powiedział Szymański. Wiceszef MSZ podkreślił, że po doświadczeniu ws. pracowników delegowanych "widać wyraźnie, że jest to pilny postulat, ponieważ Komisja Europejska nie jest w stanie zrozumieć politycznego charakteru tego typu sprzeciwu".

Jak mówił, mechanizm "żółtej kartki" jest bardzo trudno uruchomić. "Są ograniczenia czasowe i duże wymagania jeśli chodzi o liczbę parlamentów narodowych, które mogą przystąpić do takiego mechanizmu" - zaznaczył Szymański. Przypomniał, że "dopiero trzy razy od przyjęcia Traktatu z Lizbony udało się ten mechanizm uruchomić znajdując wystarczająco szerokie poparcie dla sprzeciwu wobec inicjatywy legislacyjnej Komisji Europejskiej".

Wiceszef MSZ zapowiedział, że Polska będzie jednym z najbardziej aktywnych państw w dalszym procesie legislacji ws. dyrektywy dotyczącej pracowników delegowanych. "Nie ulega wątpliwości, że obóz, który zgromadziliśmy już teraz, będziemy starali się umocnić" - dodał.

Jak mówił, w dalszym procesie legislacyjnym Polska będzie podtrzymywać swoje stanowisko wskazując na to, że propozycja KE zmierza do "demontażu wspólnego rynku w zakresie delegowania pracy, świadczenia usług, transportu" i "idzie w poprzek naszym oczekiwaniom wobec przyszłości Unii Europejskiej".

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy