Reklama

Reklama

RMF FM: "Efekt Morawieckiego" przynosi rezultaty. Szykuje się "okrągły stół"

Komisja Europejska szuka kompromisu z Warszawą, gdyż nie chce, żeby sprawa Polski była wygrywana w nadchodzących wyborach do Parlamentu Europejskiego i w walce kandydatów na stanowisko szefa KE - powiedział RMF FM wysoki rangą urzędnik KE. Bruksela chce rozmawiać z Warszawą na szczeblu zarówno technicznym jak i politycznym - ustaliła Katarzyna Szymańska-Borginon.

Rozpoczęcie dialogu przez rząd Morawieckiego to według Brukseli duża zmiana, bo dialogu nie było przez ostatnie dwa lata. - Może jeszcze nie taka różnica, jakiej byśmy chcieli, ale jednak jest zmiana - mówi rozmówca dziennikarki RMF FM w KE.

Reklama

Rozmowy ekspertów, które zapowiedział szef MSZ Jacek Czaputowicz po spotkaniu z Timmermansem, już się rozpoczęły. Według ustaleń dziennikarki RMF FM, w przyszłym tygodniu odbędzie się spotkanie w gronie kilkunastu osób z Polski i Komisji Europejskiej, a zwieńczeniem tych rozmów i spotkań technicznych ma być seminarium, rodzaj "okrągłego stołu", wokół którego zasiądą eksperci z Polski, Komisji Europejskiej, bułgarskiej prezydencji i państw członkowskich. 

KE chce wyjść z twarzą z sytuacji, w jakiej się znalazła w związku z Polską

Jeden z rozmówców dziennikarki RMF FM, który zna wewnętrzne układy w KE, twierdzi, że to gabinet szefa KE Jean Claude’a Junckera przejął inicjatywę w sprawie Polski od Timmermansa. - U Junckera uznano, że bardziej opłaca się teraz KE postawić na dialog z Polską i umniejszyć rolę Timmermansa, który chciał uchodzić za obrońcę praworządności w UE - wyjaśnia. Nie bez przypadku ukazał się w "Politico" krytyczny artykuł na jego temat.

Komisja Europejska ma ponadto inne poważne wyzwania: Brexit, przygotowanie kolejnego budżetu UE po 2020 roku, wybory do PE i kwestię wyboru kandydatów na przyszłego szefa Komisji Europejskiej. Właśnie przyszłoroczne wybory na unijne stanowiska zaczynają determinować myślenie w Brukseli. - Nikt nie chce, żeby kwestia praworządności w Polsce została wplątana w wybory i żeby wokół niej politycy budowali swoje pozycje polityczne - wyjaśnia. Komisja Europejska chce więc wyjść z twarzą z tej trudnej sytuacji, w jakiej się znalazła w związku z Polską. - Mam wrażenie, że KE wręcz szuka pola do kompromisu, jakiś nawet drobnych ustępstw, jakiegoś minimum - mówi zaangażowany w rozmowy z Polską rozmówca w KE.

Timmermans "przestrzelił"?

Niektórzy w samej KE są zdziwieni taką zmianą, uważają ją za nieco cyniczną. Nie wierzą, że poza zmianą tonu i rozmowami rząd polski byłby gotowy na zmiany w ustawach o sądownictwie, które przecież zostały już "klepnięte". - Nie takie kompromisy już widziano w Brukseli - twierdzi inny z rozmówców dziennikarki RMF FM. Chodzi o to, żeby obie strony zachowały twarz, a ustępstwa się znajdą. Komisja Europejska chciałaby takiego ustępstwa w migracji, ale na razie nie zanosi się na taki ruch ze strony Polski. Bruksela traktuje więc na razie "nowe otwarcie" związane ze zmianą premiera Morawieckiego za "dobrą monetę" i szanse na ułagodzenie sporu, gdyż jego eskalacja w postaci kontynuowania procedury art. 7 nikomu się nie podoba. Żaden z krajów UE nie chce zastosowania artykułu 7.1 Traktatu UE wobec Polski. 

Kraje UE obawiają się precedensu, użycia środka, który w przyszłości mógłby zostać zastosowany do każdego kraju. - Procedura artykułu 7 miałaby bardziej dalekosiężne skutki, niż można się spodziewać - uważa jeden z dyplomatów UE. Komisja nie jest już taka pewna, że gdyby doszło do głosowania w Radzie UE, to będzie miała poparcie 22 krajów, by uznać Polskę za kraj niepraworządny. W KE słychać głosy, że Timmermans "przestrzelił", uruchamiając procedurę art. 7. Jeden z wysokich rangą urzędników twierdzi nawet, że sprawa uruchomienia tej procedury nie była nawet przesądzona dzień wcześniej, czyli 19 grudnia. - Liczyliśmy na telefon premiera Morawieckiego w ostatniej chwili, na powstrzymanie tej decyzji - ujawnia kulisy podejmowania decyzji. Morawiecki był jednak premierem dopiero kilka dni.

Jest wielu, którzy woleliby, żeby polski rząd nadal był z Brukselą "na wojennej ścieżce"

Rozmowy, które są szansą na kompromis, dają niezbędny czas obu stronom. Dla Polski wejście w nowe relacje z KE są zwłaszcza istotne ze względu na rozpoczynające się przymiarki do nowego, wieloletniego budżetu UE, z którego Polska ma szanse na miliardy euro. Lepsze relacje z Brukselą wzmocnią pozycję przetargową Polski. - Obecnie maleje nawet apetyt, żeby karać Polskę warunkowaniem praworządnością wypłat - mówi jeden z rozmówców. I mimo zapowiedzi nieprzychylnej Polsce czeskiej komisarz Very Jourovej, nie ma obecnie w KE chęci obcinania funduszy we wszystkich unijnych politykach. Raczej planuje się "zachęty", czyli pule pieniędzy, do których będzie dostęp po spełnieniu określonych warunków. Na przykład kandydaci do strefy euro będą korzystać ze specjalnego funduszu na konieczne reformy, a z polityki spójności będą więcej czerpać kraje o wyższej stopie bezrobocia. W obu przypadkach Polska traci.

Po tym, jak Komisja Europejska weszła w dialog z rządem Morawieckiego, opozycja w Polsce nie będzie już miała w Brukseli takiego sojusznika, jakiego by chciała, który "załatwi za nią sprawę". - Będzie musiała sprawy pozałatwiać sama - mówi jeden z urzędników KE. Jak ustaliła dziennikarka RMF FM, liderzy opozycji zaczęli ostatnio nieco drażnić Komisję. Zarówno swoją nieudolnością, jak i nadmiernymi oczekiwaniami i zasłanianiem się Brukselą. - Rozpoczęty dialog z KE jest korzystny dla Polski i KE, jednak wciąż jest bardzo "wrażliwy" - przyznają rozmówcy dziennikarki RMF FM. - Wystarczy bardzo niewiele, by wróciły dawne napięcia. Wciąż jest wielu, zarówno w samej KE, w państwach członkowskich i w Polsce, którzy woleliby, żeby polski rząd nadal był z Brukselą "na wojennej ścieżce". Bez wątpienia są to zwolennicy Polexitu...

Katarzyna Szymańska-Borginon

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje