Reklama

Reklama

Parlament Europejski debatuje w sprawie praworządności w Polsce

- Polska oddala się od wartości europejskich - oświadczył europoseł Juan Fernando Lopez Aguilar podczas poniedziałkowej debaty w Parlamencie Europejskim. Według niego powody, dla których w PE odbywa się debata na ten temat, są poważne. Jak podkreślił, chodzi o inicjatywy ustawodawcze, które oznaczają poważne ryzyko naruszenia wartości europejskich. - Nie przeszkadza wam nowy pomnik Lenina w Niemczech, ale przeszkadza wam, że bronimy wartości rodzinnych w Polsce. Hańba! - odpowiedział na zarzuty wobec polskiego rządu Patryk Jaki, europoseł PiS.

W Parlamencie Europejskim w Brukseli rozpoczęła się w poniedziałek (14 września) debata na temat stanu praworządności w Polsce. Dyskusja związana jest z projektem raportu, nad którym europosłowie mają głosować w czwartek, a którego sprawozdawcą jest Juan Fernando Lopez Aguilar z frakcji socjaldemokratów.

"Przytłaczające dowody" łamania praworządności

Reklama

Aguilar mówił, że bardzo niepokoi go "podkopywanie wartości europejskich i demokracji w Polsce", które oznacza "podkopywanie tych wartości w Unii Europejskiej". Wskazał, że to kolejna debata i rezolucja na temat Polski w PE. Dodał, że UE nie może się zgodzić, by rezolucje były systematycznie lekceważone przez jakiekolwiek państwo europejskiego.

- Chodzi nam o przesłanie, w którym chcemy, by Polska wróciła do wartości Unii Europejskiej. UE nie jest obcym mocarstwem ani statkiem pozaziemskim. Reprezentujemy też obywateli polskich w tym zgromadzeniu - podsumował Hiszpan.

Projekt rezolucji, przygotowany przez Komisję Wolności Obywatelskich, wskazuje na "przytłaczające dowody" łamania praworządności, w tym zagrożenia dla niezawisłości sądów, niewłaściwego funkcjonowania systemu legislacyjnego i wyborczego oraz zagrożenia dla praw podstawowych.

KE zdecyduje o kolejnych krokach w sprawie Polski

Wiceszefowa KE Viera Jourova podczas debaty PE zapowiedziała, że KE wkrótce zdecyduje o kolejnych krokach w sprawie Polski w związku z ustawami dotyczącymi sądownictwa.

Chodzi o ustawę wprowadzającą zmiany dotyczące dyscyplinowania sędziów. Zdaniem KE uchwalone w grudniu przepisy podważają niezależność polskich sędziów i są sprzeczne z zasadą nadrzędności prawa UE.

- Komisja otrzymała odpowiedź od polskich władz i wkrótce zdecyduje o kolejnych krokach w tej procedurze - podkreśliła Jourova.

Ustawa, która weszła w życie lutym, przewiduje m.in. odpowiedzialność dyscyplinarną za działania kwestionujące skuteczność powołania sędziego. Komisja oceniła, że regulacje te uniemożliwiają sądom bezpośrednie stosowanie niektórych przepisów prawa UE, które chronią niezależność sądownictwa.

Jourova odnosiła się też do najnowszych zapowiedzi polskiego Ministerstwa Sprawiedliwości w sprawie kolejnych reform sądownictwa. - Zawsze cieszymy się z reform wymiaru sprawiedliwości, mających na celu poprawę jego skuteczności, ale kolejne zmiany nie powinny pogłębiać istniejących obaw dotyczących praworządności - zaznaczyła.

Halicki: Rezolucja to akt oskarżenia władzy

- Projekt rezolucji dotyczący Polski to akt oskarżenia władzy, która stawia się ponad prawem, ponad konstytucją, oraz szykanuje tych, którzy myślą inaczej - oświadczył europoseł Andrzej Halicki (PO), przemawiając podczas debaty w PE w imieniu grupy EPL.

Halicki zaznaczył, że projekt rezolucji stanowi zbiór faktów i jest "bardzo zbalansowany".

- Nie ma zgody na to, aby władza dyskryminowała kogokolwiek w żadnym państwie europejskim. Jeżeli tak jest, to musimy w tej izbie mówić, że tak być nie może. Nie ma zgody na to, aby władza upartyjniała sądy i sama chciała być sądami w imię własnych interesów. Nie ma zgody na to, by zagrażać niezależności mediów tylko dlatego, że czyjaś opinia się władzy nie podoba. Nie ma także zgody na mowę nienawiści, a jeśli płyną słowa agresji z ust polityków najwyższego poziomu, to trzeba reagować - powiedział eurodeputowany.

Halicki dodał w imieniu grupy Europejskiej Partii Ludowej, że projekt rezolucji trzeba przyjąć, bo "niestety jest prawdziwy". Powiedział też, że chciałby, aby projekt ten nigdy nie powstał. - Mam nadzieję, że będzie taki moment, w którym polskie społeczeństwo na tyle dobrze wybierze władzę, że ta nie będzie stawiała siebie ponad prawem - powiedział. 

"Polska przekracza jedną czerwoną linię za drugą"

- W Polsce trwa kryzys praworządności. Należy uwarunkować dostęp do środków unijnych od przestrzegania zasad rządów prawa - podnosili podczas debaty eurodeputowani centrolewicy w PE. 

- Ostatnie miesiące wskazują jednoznacznie, że demokracja, praworządność, prawa podstawowe, to wszystko jest obojętne rządowi PiS. Nie ma już mowy od dawna o niezależności wymiaru sprawiedliwości, media są pod kontrolą PiS (...). Jesteśmy świadkami kampanii nienawiści wobec osób w oparciu o ich tożsamość seksualną - przekonywała w dyskusji w europarlamencie eurodeputowana Socjalistów i Demokratów Birgit Sippel.

Europosłanka krytykowała w tym kontekście bezczynność państw członkowskich w Radzie UE. Jej zdaniem unijne stolice muszą coś z tym zrobić. - Musimy zakotwiczyć skuteczny mechanizm praworządności w przyszłym budżecie - oceniła.

Kraje UE i Komisja Europejska za swoją postawę zostały też skrytykowane przez wypowiadającą się w imieniu grupy Odnowić Europę Sophie in’t Veld. Jej zdaniem nie ma sensu już więcej mówić o dialogu z władzami w Warszawie. - Polska przekracza jedną czerwoną linię za drugą, a strategia państw członkowskich polega na uspokajaniu - oceniła.

Emocjonalny apel do polskich władz

- Kiedy patrzymy na sytuację w Polsce (...), możemy jasno powiedzieć, że nie mamy do czynienia tylko z systemowym zagrożeniem dla praworządności. To prawdziwy kryzys praworządności w samym centrum UE - wtórowała Terry Reintke z Zielonych.

Europosłanka odniosła się też do sytuacji osób z mniejszości seksualnych. Jak mówiła, co tydzień otrzymuje skargi od polskich obywateli, którzy czują się zaniepokojeni atakami na LGBT. - Ja nie wiem nawet, co im mówić, gdy pytają, kiedy w końcu UE zacznie działać - mówiła Reintke, apelując do KE o działanie w tej sprawie.

Eurodeputowana Zielonych w emocjonalnym wystąpieniu zwróciła się do polskich władz i prezydenta Andrzeja Dudy. - Nie jesteśmy ideologią. Jesteśmy ludźmi. Jedyne, o co prosimy, to dokładnie takie same prawa człowieka, jakie mają wszyscy inni - powiedziała.

"Komisja skorzysta ze swoich uprawnień"

Podczas debaty również wiceszefowa KE odniosła się do kwestii tzw. stref wolnych od LBGT, czyli uchwał niektórych władz lokalnych w Polsce w tej sprawie. - Komisja Europejska stanowczo potępia wszelkie formy dyskryminacji, przemocy i nienawiści wobec LGBTI - zaznaczyła Viera Jourova.

Wiceszefowa KE poinformowała, że Komisja dokładnie bada sytuację w świetle zakazu dyskryminacji wynikającego z prawa UE. Zapowiedziała, że jeśli KE dopatrzy się naruszeń, to jako "strażnik traktatów UE, skorzysta ze swoich uprawnień".

- Musimy jasno powiedzieć, że środki unijne nie trafią do Polski, jeśli będą naruszane podstawowe prawa grup LGBTI - zaznaczyła wiceszefowa KE.

Jej zdaniem retoryka anty-LGBTI, która pojawia się w polskich kręgach politycznych, jest pewnego rodzaju zezwoleniem na zachowania, które są wymierzone w te mniejszości. - Uważam, że to nie do przyjęcia - oświadczyła.

Jourova mówiła też o tym, że KE powinna mieć więcej władzy, jeśli chodzi o nadzór nad środkami unijnymi. - Musimy w sposób nowatorski podchodzić do wspierania praworządności w państwach członkowskich, dlatego też proponowaliśmy warunkowość w dostępie do funduszy - przypomniała.

"To atak na suwerenność Polski"

Władz w Warszawie w kwestii praworządności broniła z kolei europosłanka Zjednoczenia Narodowego Helene Laporte. 

- Art. 7 i procedura przeciw Polsce jest atakiem na suwerenność Polski - oceniła. Jej zdaniem na PiS trwa "unijna nagonka", a Bruksela chce przez nią "zasłonić swoją niemoc np. we wschodniej części Morza Śródziemnego, gdzie coraz śmielej postępuje Turcja".

Ostre słowa Patryka Jakiego

Głos podczas debaty zabrał też europoseł PiS Patryk Jaki. - Nie przeszkadza wam nowy pomnik Lenina w Niemczech, ale przeszkadza wam, że bronimy wartości rodzinnych w Polsce. Hańba! - powiedział, przemawiając w imieniu grupy EKR.

Jak wskazał, że w interpretacji przeciwników polskiego rządu praworządność w Polsce jest naruszana m.in. przez przyjęcie "ustawy antyterrorystycznej". - Pomimo że wiecie, że są podobne ustawy w innych państwach członkowskich. Czy wiecie, że mianujemy KRS w parlamencie tak samo, jak w Hiszpanii? W Hiszpanii wszystko jest ok, ale w Polsce narusza się praworządność. To jest równość? Nie" - powiedział europoseł.

Jaki dodał, że w definicji przeciwników polskiego rządu w PE istnienie jednej konserwatywnej stacji telewizyjnej to też naruszenie praworządności.

- Zakaz działalności politycznej sędziów to rzecz fundamentalna dla niezależności sądów. (...) Państwa zdaniem jest to niezgodne z wymogami praworządności - mówił Jaki, zwracając się do obecnych podczas debaty, by zadali sobie pytanie, czy wiedzą, na czym polegają praworządność i demokracja.

Europoseł powiedział też, że nie ma stref wolnych od LGBTI w Polsce, a lewicowi aktywiści zrobili po prostu żart. - Zrobili zdjęcia, wysłali je państwu, a państwo uwierzyli - zwrócił się do obecnych na sali europosłów. 

Eurodeputowany Wiosny do PiS: Zrobiliście z Polski nieśmieszny kabaret

Eurodeputowany Wiosny Łukasz Kohut podczas swojego wystąpienia w PE zwrócił się do polityków PiS. - Zrobiliście z Polski nieśmieszny kabaret, pośmiewisko na arenie międzynarodowej - powiedział.

- Czy nie jest wam wstyd? Od pięciu lat łamiecie w Polsce podstawowe zasady europejskie: praworządność, prawa człowieka i wolności obywatelskie. Sprowadziliście Trybunał Konstytucyjny do roli marionetki. Z mediów publicznych zrobiliście tubę propagandową. Zrobiliście z Polski nieśmieszny kabaret, pośmiewisko na arenie międzynarodowej. Arogancję, pychę, butę wynieśliście na ołtarze - powiedział eurodeputowany Socjalistów i Demokratów.

Polityk krytykował PiS za to, że nie chce uznać śląskiej mniejszości etnicznej, zarzucając przy tym ugrupowaniu, że "boi się języka śląskiego". Jego zdaniem rząd PiS "musi ponieść karę za swoje działania", a środki unijne, które powinny być mu zabrane, powinny być skierowane do samorządów.

- Cokolwiek zrobicie, jak daleko posuniecie się w polityce wychodzenia z UE, Śląsk zostanie w Europie. Tu jest nasze miejsce - oświadczył Kohut.

Europosłanka PiS: Takiej sytuacji w ogóle nie ma

- Polska jest krajem demokratycznym, praworządnym i tolerancyjnym. Dążenie do tego, żeby Polsce uszczuplić fundusze unijne, jest wyjątkowo niegodne - mówiła na konferencji prasowej w PE Jadwiga Wiśniewska, europosłanka PiS.

Wiśniewska wskazała na konferencji, że projekt rezolucji, który był przyczynkiem do debaty w PE, ma charakter polityczny, a nie merytoryczny. - Tak naprawdę jest wyrazem większości w PE, która jest niestety zdominowana przez nurt lewicowo-liberalny - powiedziała.

Europosłanka PiS dodała, że autor projektu raportu wskazuje, że w Polsce osoby LGBT są prześladowane, podczas gdy zupełnie pomija się kwestie naruszania godności osób wierzących, których symbole są w Polsce profanowane. - W Polsce osoby LGBT mogą odnosić sukcesy zawodowe, również polityczne. Mieliśmy prezydenta Słupska, pana Biedronia, mamy wiceprezydenta Warszawy, mamy panią Annę Grodzką. Sytuacja tych osób jest taka, jak w innych państwach UE - powiedziała.

Wiśniewska wskazała, że ma przeświadczenie, że to ludzie wierzący w Polsce czują się dyskryminowani. - W raporcie wskazuje się, że ograniczane są prawa kobiet. Mówi się o penalizacji edukacji seksualnej. Przecież takiej sytuacji w ogóle nie ma - wskazała.

Joachim Brudziński: To haniebne

Joachim Brudziński (PiS) powiedział z kolei, że ze zdumieniem zwrócił uwagę podczas debaty, że z powodu łamania porządności w Polsce kilka europosłanek musiało zakomunikować światu swoją orientację seksualną. - Cóż mnie na Boga obchodzi, jaka jest orientacja seksualna jednej czy drugiej pani europosłanki, czy jednego, czy drugiego pana europosła? Cóż na Boga ma z tym wspólnego praworządność w Polsce? - mówił.

Europoseł PiS dodał, że karygodne podczas debaty były oklaski europosłów w momencie, gdy pojawiały się wezwania do karania Polski czy zabrania Polsce środków finansowych. Skrytykował "oklaski posłów PO czy wezwania posłów Lewicy, aby Polskę karać". Dodał, że jest to "haniebne".

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje