Reklama

Reklama

Krasnodębski o sporze z KE: Przestrzegałbym przed nadmiernym optymizmem

- Przestrzegałbym przed nadmiernym optymizmem ws. sporu z Komisją Europejską - powiedział wiceszef PE, europoseł Zdzisław Krasnodębski (PiS). - Często w negocjacjach europejskich mówi się, że dopóki wszystko nie zostało uzgodnione, to nic nie jest uzgodnione - dodał.

Krasnodębski pytany o szanse na zakończenie sporu Polski i KE dotyczącego reformy wymiaru sprawiedliwości, podkreślił, że przestrzegałby przed nadmiernym optymizmem. 

"Często w tych negocjacjach europejskich tak się mówi: dopóki wszystko nie zostało uzgodnione, to nic nie jest uzgodnione" - powiedział.

Jego zdaniem, gdy pojawiają się sygnały, że "być może znajdziemy kompromis", wówczas następuje "próba eskalowania sytuacji". "Wszyscy wiedzą, że Polska jest jakby trochę wybrana jako taki przykład, może kozioł ofiarny, przez Komisję, która sama nie przestrzega fundamentalnych reguł i zasad przejrzystości" - przekonywał europoseł. Jak dodał, obecnie "wszyscy oczekują, że wybory europejskie przyniosą zupełnie nowy układ sił". 

Reklama

W jego ocenie w Europie chwieje się obóz "konstruktywistów społecznych", którzy chcą "skonstruować nową tożsamość, nowego człowieka, nową płeć". "Zobaczymy, jak to się będzie układało. To jest obiecujące i w związku z tym też szuka się porozumienia z nami" - powiedział Krasnodębski.

Komisja Europejska, podejmując w grudniu ub.r. decyzję o uruchomieniu wobec Polski procedury z art. 7 Traktatu o UE, dała Polsce trzy miesiące na wprowadzenie w życie rekomendacji dotyczących praworządności. Dotyczyły one m.in. zmian w ustawie o Sądzie Najwyższym, w tym niestosowania zapisu o obniżonym wieku emerytalnym wobec obecnych sędziów.

KE domagała się też zmiany w ustawie o Krajowej Radzie Sądownictwa. Chciała, by nie przerywano kadencji sędziów członków Rady oraz by zapewniono, aby nowy system gwarantował wybór sędziów-członków KRS przez przedstawicieli środowiska sędziowskiego. Inna z rekomendacji dotyczyła "przywrócenia niezależności i legitymacji" TK przez zapewnienie, aby prezes i wiceprezes Trybunału "byli wybierani zgodnie z prawem oraz aby wyroki Trybunału były publikowane i w całości wykonywane".

KE zapowiadała możliwość wycofania art. 7, jeśli polskie władze spełnią jej postulaty.Uruchomiona w grudniu ub.r. wobec Polski procedura z art. 7.1. unijnego traktatu, przewiduje, że na uzasadniony wniosek jednej trzeciej państw członkowskich, Parlamentu Europejskiego lub Komisji Europejskiej, Rada UE (składająca się z przedstawicieli wszystkich państw członkowskich) większością czterech piątych, po uzyskaniu zgody PE, może stwierdzić istnienie wyraźnego ryzyka poważnego naruszenia przez kraj członkowski wartości unijnych.

Na początku marca działania KE wobec Polski poparł europarlament, wzywając jednocześnie Radę UE do "podjęcia szybkich działań" przewidzianych w art. 7.1.

Kolejne kroki procedury opisanej w art. 7 traktatu o UE mogą służyć do nałożenia na kraj UE sankcji bądź zawieszenia jego prawa do głosowania na forum UE. Aby tak się stało, zielone światło musi dać jednomyślnie szczyt unijny.

O tym, że w takiej sytuacji opowiedzą się przeciw karaniu Polski, wielokrotnie zapewniali przedstawiciele władz węgierskich. W marcu o sprzeciwie państw bałtyckich wobec karania Polski powiedzieli w Warszawie premierzy Litwy i Łotwy.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy