Reklama

Reklama

​Wiceszef MSZ: Uwzględnienie postulatów Polski warunkiem podpisu pod Deklaracją

Deklaracja Rzymska nie może dzielić UE, nie może zamykać wspólnego rynku, powinna mówić o roli NATO w polityce obronnej i roli parlamentów narodowych - oświadczył wiceszef MSZ Konrad Szymański. Jak dodał, te postulaty są warunkiem złożenia przez premier Beatę Szydło podpisu pod dokumentem.

Szymański i wiceminister finansów Leszek Skiba przedstawili w czwartek w Sejmie informację rządu w sprawie stanu polskiej polityki zagranicznej wobec Unii Europejskiej i strategii w zakresie integracji Polski ze strefą euro. Wniosek o informację rządu złożył klub Nowoczesnej.

Wiceminister spraw zagranicznych powiedział, że intencje Polski wobec Deklaracji Rzymskiej - dokumentu, który mają przyjąć unijni przywódcy na zbliżającym się jubileuszowym szczycie w Rzymie - "warunkują podpis polskiego premiera" pod nią. "Chcemy, żeby Deklaracja nie otwierała drogi do podziałów UE, (...) by nie zmierzała do osłabienia, by sugestie o podziale nie przerodziły się w polityczny plan, by Europa pozostała silna" - podkreślił Szymański.

Reklama

W sobotę w Rzymie na uroczystym szczycie z okazji 60. rocznicy podpisania Traktatów Rzymskich, które zapoczątkowały integrację europejską, ma zostać przyjęta Deklaracja Rzymska. Ma ona wyznaczyć kierunek dla UE 27 państw - bez Wielkiej Brytanii przygotowującej się do opuszczenia Wspólnoty - na najbliższa dekadę.

"Chcemy, aby agenda socjalna UE nie była pretekstem, żeby zamykać wspólny rynek, szczególnie w zakresie usług i pracy dla polskich, środkowoeuropejskich pracowników, usługodawców, którzy dzisiaj tę konkurencję wygrywają" - powiedział wiceszef MSZ. Jak zaznaczył, polskie postulaty dotyczą też polityki obronnej. "Chcemy, żeby zapisy dotyczące polityki obronnej w jasny sposób mówiły, żeby wzmocnienie roli UE w zakresie polityki obronnej nie było tworzone kosztem NATO, ani obok NATO, by było tworzone razem z NATO, które pozostaje głównym kośćcem polityki obronnej Zachodu" - podkreślił Szymański.

"Chcemy, żeby jasno zabrzmiało, że jeżeli myślimy o przywróceniu UE Europejczykom, to ta droga biegnie przez parlamenty narodowe" - dodał wiceszef MSZ.

Zadeklarował, że rząd nie chce "dekoracyjnego" członkostwa w Unii. W jego ocenie niepoważne jest oczekiwanie, aby Polska "in blanco" podjęła decyzję ws. Deklaracji Rzymskiej.

Polski rząd - przyznał Szymański - obawia się o przyszłość Unii Europejskiej. "Obawiamy się o to, że niektórzy ze względów nostalgicznych, ze względu upadku ambicji, ograniczenia optymizmu, myślą dzisiaj o tym, żeby zamiast Unię reformować, zamiast ją wzmocnić wobec faktycznie nowych wyzwań, które pojawiły się na horyzoncie, po prostu Unię podzielić i zamknąć się w jakichś małych klubach" - stwierdził.

Wiceszef MSZ ocenił, że w strefie euro obecnie panuje kryzys, a kraje do niej należące mają niższy wzrost gospodarczy, niż państwa spoza tej strefy. Dlatego - mówił Szymański - scenariusz szybkiego wejścia do strefy euro jest niebezpieczny. "Proponowanie dzisiaj takiego scenariusza, z uwagi na mgliste polityczne korzyści, jest po prostu niebezpieczne" - przekonywał. 

Jak dodał, przystąpienie do strefy euro, czyli "porzucenie własnej polityki monetarnej", jest możliwe tylko wtedy, kiedy rachunek ekonomiczny będzie to jasno uzasadniał. Według niego, narracja na temat nagłej integracji obecnej strefy euro "jest pozbawiona sensu ekonomicznego, jest pozbawiona oczywiście sensu politycznego, ale ma jeden głęboki sens". "Jej sensem jest wytworzenie olbrzymiego poczucia niepewności i strachu przynajmniej w części Europy po to, żeby przywrócić subordynację i posłuszeństwo klasy politycznej, w szczególności w Europie Środkowej, wobec kilku innych państw" - powiedział Szymański.

Mówił, że jest zaskoczony, iż "opozycja w Polsce daje się tak łatwo subordynować przy pomocy tego fantomowego strachu". "Mogę państwa zapewnić, że rząd w sprawach, które będą dotyczyły interesów gospodarczych i politycznych, zachowa chłodną analizę i zimną krew" - zadeklarował wiceszef MSZ.

Wiceminister finansów z kolei zauważył, że nie wiemy, jak będzie wyglądała strefa euro, bo tworzenie jej architektury nie jest zakończone. Jak ocenił, pospieszne przyjmowanie euro, to jak "kupowanie kota w worku", a struktura polskiej gospodarki jest taka, że przyjęcie teraz euro byłoby niekorzystne ekonomicznie.

Skiba mówił, że czasem nawet na pozór racjonalne osoby podejmują nieracjonalne decyzje i zdarza się im kupowanie całkowicie niepraktycznego, ale luksusowego samochodu, "po to żeby tylko się innym pokazać i zrobić coś dla szpanu". "I taka jest właśnie historia z pospiesznym przyjęciem europejskiej waluty przez Polskę" - stwierdził. Wiceminister finansów podkreślił, że w kwestii rezygnacji z polskiego złotego i przyjęcia euro najważniejsze jest to, że "kompletnie nie ma argumentów ekonomicznych, żeby to zrobić teraz".

Lider Nowoczesnej Ryszard Petru przekonywał, że przyjęcie przez Polskę euro to dla nas "strategiczny interes" gospodarczy i polityczny. Jak ocenił, wejście do strefy euro to m.in. ożywienie wymiany handlowej, eliminacja ryzyka walutowego, wzmocnienie konkurencji oraz zwiększenie polityki bezpieczeństwa.

Zdaniem Petru, Polska w tym momencie politycznie jest w "ogonie Europy", łamie m.in. solidarność europejską. "Europa kilku prędkości to dla nas najgorsza wiadomość z możliwych. Oznacza bowiem, że Polska wypada z głównego nurtu, w wyniku obecnie prowadzonej polityki przez rząd PiS" - ocenił.

Petru odniósł się do słów premier Beaty Szydło, która powiedziała w czwartek w TVN24, że jeżeli w Deklaracji Rzymskiej nie będą zawarte priorytetowe dla Polski postulaty, to nasz kraj nie przyjmie tej deklaracji. Zdaniem lidera Nowoczesnej, wypowiedź Szydło prowadzi do dalszej izolacji Polski w UE.

"Robienie fochów i zaznaczanie swojej antyeuropejskości (przez rząd) to polityka wychodzenia z Unii, tak to jest postrzegane na świecie" - ocenił Petru.

Poseł Piotr Apel (Kukiz'15) podkreślił, że nie wyobraża sobie, żeby Polska wchodziła do strefy euro w sytuacji, w której wspólna polityka monetarna nie ma szans na skuteczną realizację. Przekonywał też, że Polska musi uczestniczyć w reformach, które są przed Unią Europejską.

Robert Winnicki (niezrz.) mówił, że strefa euro to projekt niemiecki, stworzony dla potrzeb niemieckiej gospodarki. "Dlaczego stręczy pan Polakom strefę euro?" - pytał Winnicki posła Petru. "Poseł Petru dzisiaj na mównicy niejako zakrzyknął +Ein Volk, Ein euro+, nawołując do tego, żeby Polska wstąpiła do niemieckiego obszaru gospodarczego" - zaznaczył Winnicki.

Agata Borowiec (PiS) oceniła, że Europa dwóch prędkości to zjawisko niepożądane dla Polski. Dlatego - jak podkreśliła - tak ważne jest zdecydowane stanowisko rządu w tej sprawie. Zadeklarowała, że Polska jest i chce być w Unii Europejskiej. Zastrzegła jednocześnie, że Unia wymaga reform i zmian.

Adam Szłapka (Nowoczesna) uznał, że PiS jest mentalnie poza Unią Europejską. "Pan może mentalnie wróci do Polski" - apelowała do Szłapki posłanka Anna Kwiecień (PiS). Pytała też, czy grozi nam demontaż strefy Schengen. Marcin Święcicki (PO) przekonywał, że UE zmierza w kierunku strefy euro. "Jeśli chcemy być w jednej Unii, chcemy być w (Unii) pierwszej prędkości, to powinniśmy jak najszybciej rozpatrzyć nasze wejście do strefy euro" - podkreślił.

"Powróćcie z bezdroży, wróćcie do Europy" - apelował do rządu poseł Michał Szczerba (PO). Jak mówił, rząd PiS jest coraz bardziej izolowanym solistą w Unii.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne