Reklama

Reklama

Europarlament debatuje o przyszłości UE. Brak zgody

UE potrzebuje zmian - to wspólny mianownik wystąpień podczas debaty PE o przyszłości Unii. Wśród europosłów nie ma jednak zgody, w jakim kierunku miałyby one iść. Pomysły są następujące: ściślejsza integracja strefy euro, zmiany traktatów, wzmocnienie stolic.

Okazją do kilkugodzinnej debaty, jaka odbyła się we wtorek podczas sesji plenarnej Parlamentu Europejskiego w Strasburgu, jest zbliżająca się 60. rocznica podpisania fundamentalnych dla UE Traktatów Rzymskich. Europosłowie chcą mieć swój wkład w debatę jaką przed nadzwyczajnym szczytem UE w marcu toczą przedstawiciele rządów państw członkowskich.

Reklama

Kanwą do dyskusji deputowanych są trzy raporty, jakie zostaną poddane pod głosowanie w czwartek. Pierwszy autorstwa belgijskiego federalisty Guy Verhofstadta mówi o zmianach w instytucjach unijnych postulując przy tym reformę traktatów UE. Drugi przygotowany przez włoską socjalistkę Mercedes Bresso i niemieckiego chadeka Elmara Broka wskazuje na możliwości poprawy funkcjonowania UE, jednak w ramach Traktatu z Lizbony. Trzeci dokument autorstwa niemieckiego chadeka Reimera Boege i francuskiej socjalistki Pervenche Beres postuluje osobny budżet dla strefy euro.

O ile przesłania samych raportów nie wykluczają się to już wypowiedzi poszczególnych europosłów pokazują, że nie ma zgody w sprawie kierunku zmian w Unii, choć nikt nie kwestionuje, że są one konieczne.

"UE znów potrzebuje głębokich refom. Spójrzmy prawdzie w oczy cała Unia jest w kryzysie. Nie ma też zbyt wielu przyjaciół, ani w domu ani poza granicami" - mówił Verhofstadt. Jak podkreślał, obywatele są zawiedzeni, że "28" nie jest w stanie odpowiedzieć na fale migracyjne, czy przerwać stagnację po kryzysie z 2008 roku.

"Ludzie nie są przeciwko Europie, chcą jej więcej, by stawić czoło tym wyzwaniom" - diagnozował lider liberałów. Jego zdaniem, aby UE była bardziej skuteczna, trzeba "odchudzić" Komisję Europejską, skończyć z rozwiązaniami "Europa a la carte" (wybieraniem sobie tych elementów, które odpowiadają danej stolicy - PAP), oraz stworzyć jedną siedzibę dla PE. Verhofstadt zaproponował też przekształcenie Rady Europejskiej w "Radę Państw", powołanie "rządu" strefy euro i wydzielenie osobnego budżetu dla "19".

"Nie jest to żadna batalia pomiędzy UE z jednej strony a państwami narodowymi z drugiej. Europa potrzebuje jednego i drugiego. Proponujemy np. procedurę zielonej karty dla parlamentów narodowych, jako swego rodzaju prawo inicjatywy" - podkreślał.

Elmar Brok ocenił, że w związku z wyzwaniami związanymi z globalizacją, migracją, czy zagrożeniem terrorystycznym Europa musi pokazać, że się sprawdza. "Traktat Lizboński daje cały szereg różnego rodzaju możliwości, które wciąż jeszcze nie zostały wykorzystane. Państwa członkowskie muszą pozwolić, żeby Traktat wreszcie można było wykorzystać" - przekonywał.

Jego zdaniem należałoby częściej stosować metodę głosowania większościowego w Radzie UE, zamiast w nieskończoność szukać jednomyślności. Opowiedział się też za zmianami statutowymi w Radzie, tak by ministrowie obradowali publicznie. Chodzi o to - tłumaczył - by każdy rząd wywiązywał się z tego, co deklarował w Brukseli, a nie zasłaniał się instytucjami unijnymi w razie podejmowania niepopularnych decyzji.

"Jestem zwolennikiem różnych prędkości, ale w ramach traktatu. Mamy wzmocnioną współpracę, jeśli chodzi o politykę zagraniczną i bezpieczeństwa, politykę obrony. Chcemy, aby już funkcjonujące instytucje były odpowiedzialne za wszystko, a nie by tworzono dodatkową administrację dla euro. Jestem przeciwko podziałom pomiędzy krajami strefy euro i tymi spoza niej" - oświadczył Brok.

Jednak ten punkt widzenia nie jest popierany przez wszystkich chadeków. Reimer Boege odpowiadając swojemu koledze podkreślał, że nie chodzi o to, by tworzyć podziały pomiędzy strefą euro i poza nią, ale o stabilizację strefy. "Ta koncepcja mówi o rozwoju uzupełniających możliwości dla strefy euro, ale również spoza niej z jasnymi warunkami dotyczącymi wymogów, które należy spełnić" - oświadczył Boege.

Wtórowała mu socjalistka Beres, która podkreślała, że pomysł wzmocnienia strefy euro ma być narzędziem przezwyciężania różnic pomiędzy państwami do niej należącymi. "Od momentu pojawienia się kryzysu są one większe niż poza strefą" - wskazywała. "Nie możemy ubolewać nad tym, że mamy niski poziom inwestycji i to nawet w krajach, które są w samym centrum strefy euro myśląc, że plan (inwestycyjny szefa KE Jean-Claude'a) Junckera po prostu wystarczy" - dodała.

Wypowiadający się w imieniu europejskich Konserwatystów i Reformatorów Kazimierz Ujazdowski wskazywał w ramach reform, że nie ma konieczności zmiany traktatów. "Traktat z Lizbony jest traktatem relatywnie nowym, wewnętrznie elastycznym, pozwala na zastosowanie rozmaitych wariantów i warto z tego skorzystać" - ocenił polityk. Jego zdaniem instytucje europejskie powinny szanować kompetencje państw członkowskich, a te mieć "większą zdolność do ponoszenia wspólnej odpowiedzialności za Europę".

Wiceszef KE Frans Timmermans zauważył, że większość propozycji Verhofstadta wymagałaby zmiany traktatów, tymczasem nie jest to priorytet dla państw członkowskich. "Komisja uznaje, że na pierwszym etapie musimy się skoncentrować na sprawach, które nas jednoczą, bo w tych czasach pełnych zamętu potrzebujemy jedności, byśmy byli silni" - zaznaczył Timmermans.

Krzysztof Strzępka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje