Reklama

Reklama

Dziś poznamy nowego przewodniczącego Parlamentu Europejskiego

​Dziś o godzinie 9.00 w Parlamencie Europejskim w Strasburgu rozpoczną się wybory na przewodniczącego. To będzie jedno z najbardziej nieprzewidywalnych głosowań, bo w przeciwieństwie do poprzednich lat, nie obowiązują żadne sojusze między grupami politycznymi. Kandydatów jest siedmioro, ale liczyć się będzie na pewno dwóch - Antonio Tajani z chadeków i Gianni Pittella z socjalistów. Nie jest wykluczone, że skorzysta na tym szef liberałów Guy Verhofstadt.

Przed głosowaniem nikt nie odważył się przewidzieć, kto będzie nowym przewodniczącym Europarlamentu. - Wynik nieprzewidywalny. To układanka narodowo-partyjna. To nie są wybory, to targi polityczne - komentował wczoraj minister spraw zagranicznych Witold Waszczykowski.
Od 2004 roku chadecy i socjaliści dzielili się pięcioletnią kadencją. Teoretycznie tak powinno być i tym razem i to chadek powinien zostać szefem Europarlamentu. Tak wynika z umowy podpisanej w 2014 roku. Ale socjaliści ją wypowiedzieli i wystawili swojego kandydata. Tłumaczyli między innymi, ze trzech chadeków nie może być na najwyższych stanowiskach w Unii, bo przewodniczący Komisji Europejskiej i Rady Europejskiej też są chadekami, a w Parlamencie Europejskim na 751 europosłów jest tyko 217 chadeków.
- Czy formacja, która ma w Europie poparcie w sumie dwudziestu kilku procent, może obejmować trzy najważniejsze funkcje na poziomie Unii? Naszym zdaniem nie - mówił Polskiemu Radiu Janusz Zemke z grupy socjalistów.

Nie jest wykluczone, że gdzie dwóch się bije tam trzeci korzysta i to Guy Verhofstadt, choć na razie arytmetycznie bez szans, może zostać nowym szefem Parlamentu Europejskiego po kolejnych rundach głosowania i przy możliwym układzie liberałów z socjalistami.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy