Reklama

Reklama

Donald Tusk wciąż nie podjął decyzji w sprawie Fideszu

Europejska Partia Ludowa, w skład której wchodzą PO i PSL, jest od miesięcy podzielona w kwestii obecności węgierskiego Fideszu w jej szeregach. Ten podział unaocznia decyzja w sprawie europosła Tamasa Deutscha. Decyzji w sprawie Fideszu w ramach partii nie uzgodnił jak dotąd szef EPL Donald Tusk.

Europoseł Deutsch z partii Fidesz premiera Viktora Orbana, za porównywanie wypowiedzi szefa frakcji EPL w Parlamencie Europejskim Manfreda Webera do haseł gestapo i węgierskiej tajnej policji komunistycznej, został w tym tygodniu zawieszony. Frakcja nie usunęła go jednak ze swych szeregów choć austriacki europoseł Othmar Karas wraz z prawie 40 członkami EPL złożył formalny wniosek o jego wydalenie. Deutsch wcześniej przeprosił za swoje słowa.

Reklama

EPL ostatecznie wydała oświadczenie, że "zdecydowanie potępia" słowa Deutscha i określa je jako "wyraźną sprzeczność z europejską chrześcijańską demokracją i wartościami EPL". Węgier nie będzie mógł wypowiadać się na sesjach plenarnych PE w imieniu EPL i nie będzie mógł zajmować żadnych formalnych stanowisk w imieniu grupy.

Choć większość europosłów EPL poparła zawieszenie Deutscha - pomimo, że na stole był wniosek o jego usunięcie - część parlamentarzystów frakcji skrytykowała ten ruch, w tym Róża Thun (PO).

"(...) uprzejmie informuje, że walczyłam o wydalenie Tamasa Deutscha i głosowałam przeciwko tekstowi odraczającemu decyzję do czasu, aż 'pozwoli na to sytuacja zdrowotna'. Przegrałam. Orban otworzył kolejnego szampana!" - napisała Thun na Twitterze.

Na jej wpis odpowiedział na Twitterze Deutsch. "Bez komentarza. Tyle" - stwierdził Węgier.

"To na pewno nie jest sukces partii Orbana"

Wniosek prawie 40 europosłów EPL, decyzja o zawieszeniu i słowa Thun pokazują, że EPL jest podzielona w kwestii przyszłości Fideszu w jej szeregach.

Według "Politico" problemem jest to, że wydalenie Deutscha wymagające większości dwóch trzecich głosów frakcji mogło skłonić wszystkich posłów Fideszu do opuszczenia EPL. Tego jednak część grupy nie chce, obawiając się jej osłabienia.

Według brukselskich mediów, grupa staje jednocześnie w obliczu rosnącej presji, by wyrzucić Fidesz, ale niemieccy europosłowie, którzy stanowią większość w EPL, są temu niechętni i dlatego zaproponowali lżejszą karę czyli zawieszenie.

Oświadczenie przyjęte przez EPL - przy 133 głosach za, 6 przeciw i 3 wstrzymujących się - mówi, że grupa musi "podjąć ostateczną decyzję w sprawie członkostwa Fideszu natychmiast, gdy pozwoli na to sytuacja zdrowotna".

Zdaniem szefa delegacji PO-PSL Andrzeja Halickiego (PO), sprawa Deutscha nie jest zakończona.

- Wniosek Karasa o wykluczenie jest cały czas aktualny. Nie został zrealizowany podczas naszego spotkania grupy politycznej, ale przyjęta została za to bardzo mocna kilkupunktowa decyzja. Po pierwsze, zakłada zawieszenia Deutscha w reprezentowaniu grupy. Po drugie, na spotkaniu podjęto decyzję o zmianie regulaminu EPL w taki sposób, żeby delegacje naruszające podstawowe zasady i cele mogły podlegać ocenie całej grupy i sankcjom, łącznie z wydaleniem. Regulamin ma zostać zmieniony w styczniu - powiedział Halicki.

W jego opinii decyzja w sprawie węgierskiego europosła nie jest porażką grupy EPL. - Konsekwencje dla całej delegacji Fideszu, które mogą wkrótce dotknąć Fidesz w efekcie decyzji podjętych w związku ze zmianą regulaminu, mogą mieć dużo poważniejszy skutek. Mogliśmy oczywiście zrobić w tym tygodniu krok dalej, ale to na pewno nie jest sukces partii Viktora Orbana - zaznaczył Halicki. - Atmosfera w grupie jest bardzo napięta w związku z tym, co robił w ostatnich miesiącach Fidesz - dodał.

"Granica została przekroczona przez Fidesz"

Podobnie jak w sprawie Deutscha również w kwestii rządzącej na Węgrzech partii Fidesz nie osiągnięto dotychczas kompromisu w łonie EPL, której przewodzi były polski premier Donald Tusk. I to pomimo tego, że w kwietniu trzynaście ugrupowań wchodzących w skład EPL zwróciło się do Tuska o wykluczenie z niej Fideszu. Pod pismem podpisali się liderzy tych centroprawicowych ugrupowań m.in. z Belgii, Danii, Finlandii, Czech, Norwegii, Holandii, czy Grecji. Nie było wśród nich niemieckiej CDU kanclerz Angeli Merkel, czy polskiej Platformy Obywatelskiej.

Tusk w wysłanym wtedy liście do członków EPL wskazał, że obecnie priorytetem jest walka z pandemią COVID-19, ale wkrótce nadejdzie czas, by ponownie przemyśleć stanowisko w tej sprawie. Sam jednak powstrzymał się od zarekomendowania wyrzucenia Fideszu.

"Politico" informuje, że wydalenie Fideszu może okazać się trudne, bo Merkel prawdopodobnie będzie temu niechętna po osiągnięciu kompromisu z Węgrami i Polską w sprawie budżetu UE i funduszu odbudowy o wartości 1,8 biliona euro.

Fidesz jest zawieszony w prawach członka europejskiej chadecji od marca 2019 roku. W lutym zgromadzenie polityczne EPL debatowało nad wykluczeniem węgierskiego ugrupowania, ale ostatecznie zdecydowano o utrzymaniu go w tej rodzinie politycznej.

Halicki twierdzi, że decyzje dotyczące Fideszu zapadną zarówno na poziomie grupy EPL w PE, jak i partii EPL.

- Oczekujemy od władz partii (EPL - przyp.red.) równocześnie podjęcia decyzji w sprawie Fideszu - który jako ugrupowanie polityczne jest obecnie zawieszony w EPL - tak szybko, jak to możliwe. To powszechne oczekiwanie, a przewodniczący EPL Donald Tusk o tym zresztą mówił. Mieliśmy nadzieję, że to się stanie na przełomie tego i przyszłego roku, ale pandemia to uniemożliwiła. Na pewno nie będziemy czekać w nieskończoność. Myślę, że pewna granica została przekroczona przez Fidesz w sposób definitywny. Spodziewam się konkretnych decyzji w tej sprawie wkrótce - powiedział Halicki.

"Tusk nie przechodzi od gestów do czynów"

Zdaniem europosła Ryszarda Czarneckiego (PiS), do wyrzucenia Fideszu z EPL raczej nie dojdzie.

- Ostatnie doniesienia pokazują wewnętrzną walkę w EPL oraz to, że decydującą rolę w niej, co nie jest tajemnicą, odgrywają Niemcy. Myślę, że Tusk wykonuje gesty wskazujące, że chce wyrzucić Fidesz, ale wie, że niemieccy europosłowie są temu przeciwni, więc nie przechodzi od gestów do czynów. Nie sądzę, że dojdzie do wyrzucenia węgierskiej partii, bo CDU obawia się formalnego zbliżenia Fideszu z PiS-em. To jak z Niemcami po II wojnie światowej, gdy największe kraje uznały, że lepiej żeby Niemcy zostały częścią struktur europejskich, niż były poza nimi, bo w ten sposób lepiej będzie je kontrolować. Dziś Niemcy uważają, że lepiej mieć Fidesz w EPL, niż poza nią, bo można go lepiej kontrolować - powiedział Czarnecki.

Europejska Partia Ludowa to rodzina polityczna skupiająca partie chadeckie i konserwatywno-liberalne. Należy do niej ponad 80 ugrupowań z ponad 40 krajów. Z Polski są to PO i PSL.

Z Brukseli Łukasz Osiński (PAP)

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje