Reklama

Reklama

Didier ​Reynders po wysłuchaniu w PE dostał zielone światło

Kandydat na komisarza UE ds. sprawiedliwości Didier Reynders po środowym wysłuchaniu otrzymał zielone światło od komisji wolności obywatelskich i komisji prawnej PE. Nie było jednomyślności, ale otrzymał dwie trzecie głosów.

Podczas wysłuchania Belg poinformował europosłów połączonych komisji, że praworządność będzie jego priorytetem podczas sprawowania mandatu.

Po wysłuchaniu koordynatorzy obu komisji zebrali się na zamkniętym posiedzeniu, by ocenić jego wynik. "Reynders uzyskał wymagane dwie trzecie (głosów) poparcia ze strony koordynatorów. Część frakcji - EKR (Europejskich Konserwatystów i Reformatorów) i GUE (Zjednoczonej Lewicy Europejskiej) - nie było zadowolonych z jego wystąpienia, ale nie wniosło sprzeciwu. Sprzeciw wyraziła tylko grupa Tożsamość i Demokracja" - powiedziało PAP źródło w PE.

Reklama

Z wysłuchania zadowolona jest frakcja Europejskiej Partii Ludowej (EPL), największa w Parlamencie Europejskim, do której z Polski należą PO i PSL.

"Zapytaliśmy pana Reyndersa o rzeczy, które naprawdę mają znaczenie, takie jak sprawiedliwość, prawa obywatelskie, prawa konsumenta, sztuczna inteligencja, walka z korupcją i praworządność. Udzielił jasnych odpowiedzi i pokazał nam, że ma dobrą wiedzę o swoim portfolio" - powiedział wiceprzewodniczący frakcji EPL Esteban Gonzalez Pons.

Zapowiedzi Reyndersa

Reynders podczas wysłuchania zapowiedział, że procedury praworządności art. 7 unijnego traktatu wobec Polski i Węgier będą kontynuowane. Podkreślił, że mechanizm praworządności będzie kluczową kwestią jego mandatu komisarza i Komisja Europejska ma też zestaw środków w sprawie rządów prawa, z których może korzystać. Opowiedział się też za stworzeniem w UE mechanizmu uzależnienie wypłaty unijnych środków od przestrzegania praworządności.

"Można by było pewne środki zamrozić w momencie, kiedy mamy do czynienia z sytuacją, gdy dane państwo członkowskie nie wywiązuje się ze swoich zobowiązań, jeśli chodzi o praworządność. (...) To pozwoliłoby na silną reakcję w przypadku stwierdzenia nieprawidłowości" - mówił kandydat na komisarza. Jak zaznaczył, jeśli pojawi się naprawdę poważny problem, to jest jeszcze inny poziom - Trybunał Sprawiedliwości UE, do którego mogą być kierowane skargi na państwa członkowskie.

Reynders zapowiedział też powołanie grupy roboczej, która miałaby się zajmować m.in. praworządnością. Sceptycznie wypowiedział się na temat tworzenia niezależnego ciała doradców.

Oskarżenia o korupcję

Odniósł się też do niedawnego umorzenia przez belgijską prokuraturę sprawy dotyczącej oskarżeń pod jego adresem o korupcję i pranie pieniędzy w Demokratycznej Republice Konga; zarzuty wobec Reyndersa wysuwał były członek belgijskich służb bezpieczeństwa, który nie przedstawił jednak żadnych dowodów. Kandydat na komisarza powiedział, że to oskarżenie było "złośliwym atakiem". "Nikomu nie życzę, aby musiał przechodzić przez to, przez co ja muszę przechodzić" - wskazał.

61-letni Reynders jest od lat jedną z najważniejszych postaci na scenie politycznej Belgii. Od 20 lat sprawował prestiżowe funkcje, był ministrem finansów w sześciu różnych rządach w latach 1999-2011, a następnie szefem belgijskiej dyplomacji i ministrem obrony.

Z Brukseli Łukasz Osiński 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje