Reklama

Reklama

Adam Bielan: KE działa na wewnętrzny użytek niemiecki

Myślę, że działania Komisji Europejskiej są prowadzone na wewnętrzny użytek niemiecki - powiedział portalowi wPolityce.pl wicemarszałek Senatu Adam Bielan (PiS), komentując wszczęcie przez KE postępowania przeciwko Polsce, Czechom i Węgrom za nieprzyjęcie ustalonych kwot uchodźców .

Komisja Europejska formalnie wszczęła w środę procedurę przeciwko Polsce, Czechom i Węgrom w związku "z niewywiązywaniem się tych państw" z decyzji o relokacji uchodźców. Rzecznik Komisji Alexander Winterstein ogłosił jednocześnie, że Polska ma miesiąc na odpowiedź na tę decyzję, a nie dwa miesiące, jak to jest zwykle w przypadku procedur o naruszenie prawa.

Bielan, odnosząc się do tej kwestii w rozmowie z portalem wpolityce.pl, powiedział, że "mamy do czynienia z pewnego rodzaju naciskiem ze strony instytucji unijnych, i to już od dawna". Jego zdaniem, "sytuacja jest o tyle absurdalna, że polityka relokacji tzw. uchodźców, których znaczną część stanowią imigranci ekonomiczni, poniosła fiasko".

Reklama

"Praktycznie żaden kraje UE nie przyjął imigrantów w liczbie, do przyjęcia której się zobowiązały. Wydawało się, że ta sprawa zostanie zamknięta, ale, jak widać, gorący okres kampanii w Niemczech i autorytet Angeli Merkel, autorki tej nieudanej koncepcji relokacji uchodźców, sprawiają, że Komisja Europejska pozostaje pod dużym wpływem Berlina i stara się pokazać, że coś robi" - uważa Bielan.

Zaznaczył, że zgodnie z traktatami, za politykę migracyjną odpowiadają państwa członkowskie, natomiast działania Komisji Europejskiej - zdaniem wicemarszałka - "są jedynie próbą obejścia traktatów".

Bielan powiedział także, że jest zwolennikiem rozważenia przeprowadzenia referendum w sprawie uchodźców, zwłaszcza jeśli - jak powiedział - "przez działania Komisji Europejskiej będziemy zmuszeni do skorzystania z tego narzędzia" .

"Myślę, że działania KE są prowadzone na wewnętrzny użytek niemiecki. Jeżeli natomiast po wyborach do Bundestagu dalej będziemy mieli do czynienia z presją, to referendum trzeba będzie przeprowadzić wcześniej niż za dwa lata. Chciałbym jednak zaznaczyć, że to tylko moja prywatna opinia, a nie oficjalne stanowisko" - powiedział wicemarszałek.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje