Reklama

Reklama

Zatrzymywany, wiele razy pobity. Protestuje w Smoleńsku od pierwszego dnia wojny

Od pierwszego dnia wojny w Ukrainie Witalij Cicurow wychodzi na ulice Smoleńska, trzymając tabliczkę z napisem: "Nie dla wojny". Ludzie odbierają jego samotną pikietę w bardzo różny sposób. Niektórzy mu grożą, nawet śmiercią, inni wspierają i szanują za odwagę. Mężczyzna był już wielokrotnie zatrzymywany przez policję i kilka razy został pobity przez przechodniów, ale nie poddaje się i kontynuuje samotną akcję.

32-letni Witalij Cicurow rozpoczął swój samotny protest w dniu ataku Rosji na Ukrainę - 24 lutego. Mężczyzna codziennie wychodzi na ulice Smoleńska z transparentem, na którym widnieje napis: "Nie dla wojny". 32-latek rozmawia z przechodniami, wyjaśnia im, co dzieje się w Ukrainie i jakie są skutki działań Rosjan. Wielokrotnie był zatrzymywany przez policję - pierwszy raz już po 15 minutach w dniu rosyjskiej zbrojnej agresji.  

"Ten Rosjanin zasługuje na nasz szacunek"

Sylwetkę mężczyzny i jego odwagę przybliżył w mediach społecznościowych Oleksander Szczerba, były ambasador Ukrainy w Austrii, a obecnie prezes Naftohazu. Na Twitterze zamieścił wpis z wideo, na którym Rosjanin wyjaśnia powód akcji oraz pokazuje, w jaki sposób informuje przechodniów o tym, jak przebiegają działania wojenne.

Reklama

"Niektórzy go biją, inni ściskają dłoń. My w Ukrainie mamy teraz tendencję do nienawidzenia Rosjan, ale myślę, że taki przyjaciel zasługuje na nasz szacunek" - stwierdził Ołeksander Szczerba we wpisie. 

Na nagraniu słyszymy, że młody Rosjanin pytany, co chciałby przekazać Ukraińcom, odpowiada: - Wasze zwycięstwo, to nasze zwycięstwo. Zwycięstwo wolnej, uczciwej Rosji. 

Mieszkańcy Smoleńska: Nie mamy tyle odwagi

- W pełni go popieram. Jest niesamowicie odważny, żeby każdego dnia wychodzić na ulicę, by wyrażać swoje przekonania polityczne, kiedy w naszym Państwie społeczeństwo zostało zastraszone represjami i prześladowaniami ze strony urzędników ochrony państwa - mówi z kolei jeden z przechodniów.  

Podczas rozmów z mieszkańcami Smoleńska, Witalij Cicurow wręcza im ulotki z danymi ONZ o liczbie ofiar śmiertelnych wśród cywilów podczas wojny w Ukrainie.  - Proszę jeszcze zwrócić uwagę: "Zabitych cywilów". Nie wliczałem rannych, nie wliczałem żołnierzy. To są dane z ośmiu lat, a to z 2,5 miesiąca "operacji specjalnej". Nie pojawiają się teraz u pana żadne wątpliwości? 3,5 tys. ofiar w ciągu 8 lat i teraz w maju 2022 - 3300 zabitych. To są dane ONZ. Tu jest cytat Putina, on powołuje się na dane ONZ. A tutaj obok jest słupek z danymi "Ługańskiej republiki Ludowej" i "Donieckiej Republiki Ludowej" - mówi 32-latek do jednego z mieszkańców Smoleńska, który nie może uwierzyć w przedstawiane informacje.

Na nagraniu słychać, że Rosjanie pozytywnie przyjmują jego akcję. Pytani jednak, czy sami wyszliby na ulice, mówią wprost, że nie mają w tyle odwagi. 

Rosjanin wielokrotnie zatrzymywany i pobity

32-letni Witalij wielokrotnie był nie tylko zatrzymywany przez policję, ale też kilkukrotnie pobity. Wielu życzyło mu śmierci, mówiąc o "zdradzie ojczyzny". Niektórzy sugerują, by wyjechał z Rosji. Ale młody mężczyzna nie ma takiego zamiaru. Jedynym ustępstwem wobec władz była zmiana treści napisu na plakacie. Zamiast pełnego "Nie dla wojny" pojawiło się "Nie dla ***ny".

Służby przekazały plakat ocenie językowej, a biegli nie znaleźli w słowach żadnych oznak dyskredytowania wojska, policja musiała więc wstrzymać toczące się postępowanie karne. 

Witalij Cicurow jest z wykształcenia inżynierem elektrykiem. Pracował w Moskwie w zagranicznej firmie produkującej samoloty i inwestował swoje zarobki w akcje. 

Pod koniec 2020 roku wrócił do rodzinnego Smoleńska i skupił się na inwestycjach. Zaczął też brać udział w wiecach i marszach opozycji - przeciwko korupcji, przeciwko podniesieniu emerytury, przeciwko zmianom w konstytucji i aresztowaniu Aleksieja Nawalnego.   



Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy