Reklama

W Rosji zostało wiele niemieckich firm. Zapanował wśród nich nowy trend

W Rosji wciąż działają dziesiątki niemieckich firm, które od czasu wybuchu wojny starają się jak najmniej rzucać w oczy. Wraz z ogłoszeniem przez Putina mobilizacji ich sytuacja staje się trudniejsza - opisuje portal dziennika "Welt". Niektórzy przenoszą się do krajów sąsiednich, Kazachstanu lub Uzbekistanu, by stamtąd prowadzić biznes.

Od czasu rosyjskiego ataku na Ukrainę wśród niemieckich firm działających w Rosji mówi się o "przezimowaniu". "Chodzi o to, by pozostając na rynku, nie zwracać na siebie uwagi, ograniczyć działania i czekać, obserwując sytuację. Ale ta strategia przestaje działać" - pisze "Welt".

"Po ogłoszeniu przez Rosję mobilizacji (...) coraz trudniej jest robić interesy w Rosji" - potwierdza Jose Campos Nave, partner zarządzający w firmie konsultingowej Roedl und Partner. "Każdy, kto nie przemyśli teraz swojego biznesu w Rosji, ryzykuje jeszcze większą stratą dla swojej reputacji, niż kilka miesięcy wcześniej"- dodaje Nave.

Reklama

Sporo niemieckich firm wciąż działa w Rosji

Jak wskazuje "Welt" rosyjski atak na Ukrainę wpędził w duże kłopoty blisko 3,6 tys. niemieckich firm, obecnych wówczas w Rosji. Niektóre z nich, działające na tamtejszym rynku od dziesięcioleci, nagle zostały "rozdarte pomiędzy prawne zobowiązania wobec klientów i pracowników, a moralny imperatyw zerwania wszelkich więzi z ojczyzną podżegacza wojennego - Władimira Putina".

"Korporacje notowane na niemieckiej giełdzie, takie jak Siemens, Deutsche Bank i Deutsche Telekom, całkowicie wycofały się z imperium Putina, nie tylko ze względu na reputację. Wyjechały również firmy handlowe, takie jak Aldi czy Rewe" - wymienia "Welt". Ale w Rosji działa nadal m.in. sieć Metro, argumentując to "odpowiedzialnością za około 10 tys. pracowników" i podkreślając, że od początku wojny nie dokonywano "żadnych rozwojowych inwestycji".

Także wiele niemieckich firm średniej wielkości wciąż pozostaje Rosji. Bjoern Paulsen, partner w kancelarii Noerr, podkreśla, że obawy o dobrą reputację odgrywają dla nich niewielką rolę. "Im mniejsza firma i im bardziej wyspecjalizowana na rynku rosyjskim, tym trudniej jej całkowicie wycofać się z tego kraju" - zauważa Paulsen.

Badania Jeffreya Sonnenfelda, profesora ekonomii na Uniwersytecie Yale, pokazują, że "dziesiątki niemieckich firm" nadal prowadzi biznes w Rosji. Na swojej liście, zwanej "Listą wstydu", Sonnenfeld wymienia zachodnie firmy, nadal obecne w Rosji. Nie wiadomo na razie, w jaki sposób zareagują one na dalszą eskalację konfliktu, bowiem starają się unikać jasnych deklaracji.

Bunty pracowników

Presję na te firmy wywołuje nie tylko opinia publiczna, ale coraz częściej ich pracownicy. Przeciwko pozostawaniu swojej firmy na rosyjskim rynku buntowali się pracownicy firmy medycznej Fresenius. Jak wyjaśniał Stephan Sturm, były już szef firmy, "rozumiał impuls pracowników, którzy chcieli dać przykład w obliczu straszliwych zbrodni rosyjskiego reżimu", uznał jednak, że "nie wolno zawieść rosyjskich pacjentów grupy". Fresenius prowadzi w Rosji m.in. 100 stacji dializ dla pacjentów z ciężką chorobą nerek, których leczenie jest "etycznym obowiązkiem".

Sonnenfeld wymienia Fresenius, obok firmy farmaceutycznej Stada, jako przykłady korporacji, które wciąż prowadzą w Rosji "biznes jak zwykle". Stada argumentuje podobnie jak Fresenius, twierdząc, że celem firmy jest "utrzymanie podaży leków dla ludności, niezależnie od jej narodowości".

Jak zauważa "Welt", nie każdy z biznesów nadal działających w Rosji może tłumaczyć się względami etycznymi. Na "liście wstydu" Sonnenfelda znajduje się m.in. największa niemiecka firma zajmująca się utylizacją odpadów: Remondis. Są tam też firmy: ThyssenKrupp i dostawca części motoryzacyjnych Bosch.

Nowy trend

ThyssenKrupp zamknął już fabrykę samochodów w podmoskiewskiej Kałudze, wyjaśniając, że ogranicza także ilość pracowników "w innych lokalizacjach w Rosji". Z kolei Bosch tłumaczy, że grupa "bada obecnie opcje dla każdego obszaru biznesowego i lokalizacji".

"Welt" podkreśla, że nie wszystkie firmy zapytane o swoją obecność w Rosji odpowiedziały otwarcie, część z nich udzieliło informacji dopiero po wielokrotnym zapytaniu. "Jedna z firm średniej wielkości podkreślała na piśmie, że wstrzymuje produkcję w Rosji. Dopiero po kolejnym zapytaniu przyznała, że będzie kontynuować sprzedaż w regionie" - dodaje "Welt".

Jak zauważa "Welt" obok opcji "hibernacji" lub wyjścia z rosyjskiego rynku, widoczny staje się nowy trend: niemieckie firmy coraz częściej przenoszą swoją działalność do krajów w bezpośrednim sąsiedztwie Rosji - szczególną popularnością cieszą się Uzbekistan i Kazachstan. "Popyt na te byłe kraje sowieckie wydaje się ogromny. W Kazachstanie na numer identyfikacji podatkowej trzeba teraz czekać kilka miesięcy, tak duże jest zapotrzebowanie" - podkreśla Jose Campos Nave.

PAP
Dowiedz się więcej na temat: Rosja | Niemcy | Ukriana

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy