Reklama

Reklama

Uszkodzony rosyjski kuter. Ukraińcy użyli Bayraktara

Rosyjski kuter desantowo-szturmowy P-275 Raptor został trafiony z tureckiego drona Bayraktar - poinformował rzecznik władz obwodu odeskiego Serhij Bratczuk. Według jego relacji łódź została ewakuowana do jednego z portów kontrolowanych przez Rosję.

"Sądząc po wyglądzie kutra, jego remont może potrwać bardzo długo" - napisał Bratczuk na Telegramie. Przedstawiciel regionalnej administracji opublikował zdjęcie uszkodzonej jednostki. 

Na początku maja ukraińskie dowództwo operacyjne Południe powiadomiło o zatopieniu przy pomocy dronów Bayraktar dwóch rosyjskich kutrów desantowo-szturmowych Raptor oraz kutra desantowego Sierna.

Kutry P-275 Raptor są przeznaczone do udziału w operacjach desantu, patrolowania wód przybrzeżnych, transportu oddziałów specjalnych i piechoty morskiej, a także rozpoznania i przechwytywania niewielkich jednostek morskich.  

Reklama

Bayraktar dla Ukrainy

Bayraktary to tureckie drony, które mogą być wykorzystywane nie tylko do prowadzenia działań rozpoznawczych, ale także do precyzyjnych ataków na cele wroga. W ocenie dyrektora firmy Baykar Bayraktary zostały w ostatnich latach sprawdzone w warunkach bojowych i udowodniły swoją skuteczność w walce (przede wszystkim na wyposażeniu armii Azerbejdżanu podczas wojny z Armenią o Górski Karabach, która wybuchła na nowo jesienią 2020 roku - red.).

Pod koniec czerwca firma Baykar przekazała bezpłatnie Kijowowi trzy Bayraktary w odpowiedzi na rekordowo szybkie zebranie pieniędzy na ich zakup przez obywateli Ukrainy. Wcześniej, w maju, litewski dziennikarz i działacz społeczny Andrius Tapinas zainicjował akcję zbiórki pieniędzy na zakup tureckiego drona. W ciągu trzech dni zebrano prawie 6 mln euro. 

Władze w Ankarze oświadczyły, że nie przyjmą pieniędzy i podarują bezzałogowca Litwie, by ta mogła przekazać maszynę Ukrainie. Dron trafił na pole walki 8 lipca.

Teraz pieniądze na kolejny sprzęt dla Ukrainy udało się zebrać także Polakom. Cel polskiej zbiórki został przekroczony w niedzielę po godz. 14 - na koncie było wówczas ponad 22,5 miliona złotych. Kwesta, której inicjatorem jest dziennikarz Sławomir Sierakowski potrwa jeszcze trzy dni.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy