Reklama

Reklama

Ukraińska partyzantka w akcji. Walka na każdym kroku

Portal Hromadske opublikował reportaż o podziemnym ruchu oporu. Ukraińcy konsekwentnie utrudniają działanie Rosjan na okupowanych terytoriach. Na aktywność partyzantów zwrócił uwagę amerykański wywiad.

Na wszystkich terytoriach okupowanych przez Rosjan działa podziemny ruch oporu. Ukraińscy partyzanci robią wszystko, co w ich mocy, żeby Rosjanie nie poczuli się tu jak w domu i nie umacniali swoich przyczółków. Działania przybierają różną formę. Jedni malują na murach hasła i symbolikę ukraińską, inni wysyłają listy z pogróżkami do okupantów. Jeszcze inni śledzą ruchy wojsk i przekazują o nich informacje ukraińskiemu dowództwu. A inni zabijają okupantów i kolaborantów.

Na aktywność partyzancką zwróciły uwagę amerykański Instytut Badań nad Wojną (ISW) i amerykański wywiad, którego dyrektor, Avril Haines, przyznała, że "Kreml napotkał wzrost aktywności partyzanckiej, szczególnie na południu Ukrainy".

Reklama

"Sztuka uliczna" i tajne operacje

Rozmówca, który pragnie zachować anonimowość i miasto, w którym działa, nazywa swoje działania "sztuką uliczną". "Staramy się rozwieszać nasze ulotki, demonstrować swoją sztukę na trasach ich patroli. Pokazujemy im, że są tu wrogami. To naprawdę działa: patrole wzmacniano (...). Naszym celem jest sprawić, żeby ziemia paliła im się pod nogami. I to się udaje".

Działalność ruchu oporu jest koordynowana przez Siły Operacji Specjalnych Sił Zbrojnych Ukrainy. Trzon tych sił stanowią zawodowi żołnierze, którzy prowadzą działania bojowe. To najprawdopodobniej oni wysadzają w powietrze tory kolejowe i dokonują zamachów na kolaborantów, toteż rzadko informują o swoich operacjach. Informacje o ich zadaniach stanowią tajemnicę państwową. Dowództwo tej formacji tylko raz oficjalnie poinformowało o wysadzeniu w powietrze mostu na południu Ukrainy.

"Ten ruch oporu jest w stałym kontakcie ze strukturami siłowymi i z wojskiem - mówi lojalny wobec władz w Kijowie mer Melitopola, Iwan Fedorow - Dzisiaj działania nakierowane są głównie na paraliżowanie ruchu transportu kolejowego w Federacji Rosyjskiej z dostawami amunicji, sprzętu wojskowego oraz na to, co powoduje, że pobyt Rosjan na naszym terytorium jest dla nich mało komfortowy".

Kolaboranci boją się ataku

"The Economist" wskazał na Melitopol jako centrum ruchu partyzanckiego. To miasto w obwodzie zaporoskim. Tygodnik przytacza przykłady: 3 lipca nieznani sprawcy wysadzili most pomiędzy Melitopolem i Tokmakiem, przez który transportowano broń. Mer miasta powiedział, że to robota ruchu oporu. Według ukraińskiego wywiadu ruch oporu zabił w Melitopolu 70 rosyjskich żołnierzy patrolujących nocami miasto. Kolaboranci i rosyjscy urzędnicy stanowiący władzę okupacyjną chodzą w kamizelkach kuloodpornych i z ochroną. Prorosyjski mer zmienił miejsce zamieszkania po tym, jak dokonano na niego nieudanego zamachu, ale partyzanci wiedzą, gdzie teraz mieszka.

"Każdy może być partyzantem tam, gdzie jest - niezależnie od tego, czy jest sprzątaczką czy dyrektorem jakiejś miejskiej instytucji" - mówi pragnący zachować anonimowość rzecznik Centrum Narodowego Sprzeciwu. "Możesz nie dokręcić kół, oleju nie dolać, żeby silnik się zatarł (...) hydraulik wie, jak przykręcić rurę tak, by po czterech dniach się zapchała, wszystko w biurze okupanta zaczęło pływać, a oni chodzić będą po kolana w fekaliach. Urzędnik wie (...), jak spowodować, by dokument wymagający pięciu podpisów cofnąć do ponownego rozpatrzenia. (...) To wszystko jest sabotażem (...). "Ulotka, graffiti, kanał na Telegramie, karteczka z pogróżką naklejona na samochodzie. Uwierzcie, jeżeli przez trzy miesiące jakiś szeregowy lub oficer z Rostowa mieszka w miejscu, gdzie wszyscy życzą mu śmierci, bez rodziny, w dodatku gnębi go dowództwo, bo nie radzi sobie z narzuconymi zadaniami - to jest ogromne uderzenie w jego kondycję moralno-psychologiczną".

Sabotażem może być również odmowa współpracy. Według danych na 60 dyrektorów szkół w Chersoniu, tylko dwóch zgodziło się pracować z Rosjanami.

Rzecznik dodał również, że intensywność działań ruchu oporu może być różna w poszczególnych miastach, bo z niektórych wyjechali prawie wszyscy młodzi ludzie. W niektórych rejonach obwodu zaporoskiego okupanci nie mają aktualnych spisów ludności (chcą tam przeprowadzić referendum dotyczące przyłączenia regionu do Rosji), ponieważ urzędnicy je zniszczyli.

"Chersoń to Ukraina"

Siły Operacji Specjalnych mają swoją stronę internetową, na której opisują swoje działania, oraz udzielają porad - jak zachowywać się w niewoli, jak korzystać z protokołu VPN, jak zorganizować zasadzkę lub ukraść czołg, oraz jak zapewniać sobie alibi.

Iwan Antipenko, chersoński dziennikarz, twierdzi: "Najczęściej wymawianym słowem przez Ukraińców w Chersoniu jest "rozczarowanie". Rozczarowanie tym, że Ukraina ich pozostawiła i nie jest w stanie nic zrobić, żeby odzyskać miasto. Dlatego należy przypominać o tym, że Chersoń to Ukraina. Nie tylko słowami w telewizji, ale i działaniami, takimi, jakie robi właśnie ruch oporu".

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy