Reklama

Ukraina będzie jak Izrael. "Odzyska swoje ziemie. Tylko to zajmie sporo czasu"

Zima miała być dla Kremla momentem gry na czas i przegrupowywania sił na froncie. Jednak sygnały czołowych polityków Zachodu o gotowości do rozmów pokojowych z Rosją sprawiły, że zarówno Moskwa, jak i Kijów zrobią, co tylko w ich mocy, żeby w jak najkrótszym czasie wydrzeć dla siebie na polu bitwy tak dużo, jak to tylko możliwe.

Od dawna było wiadomo, że zima będzie kluczowym momentem wojny w Ukrainie. Na dobre się jeszcze jednak nie zaczęła, a już mamy przełom. Na razie po stronie Zachodu, który ustami Joe Bidena i Emmanuela Macrona dał wyraźny sygnał, że jest otwarty na rozmowy pokojowe z Rosją. Amerykański prezydent wyraził to 1 grudnia podczas konferencji prasowej ze swoim francuskim odpowiednikiem. Z kolei Macron podkreślił to w udzielonym podczas wizyty w Stanach Zjednoczonych wywiadzie dla francuskiej telewizji TF1.

Biden stwierdził, że jeśli Putin będzie chciał zakończyć wojnę, to on jest gotów usiąść z nim do stołu. - Jeszcze nie wyraził takiej ochoty. A jeśli to zrobi, to w porozumieniu z naszymi przyjaciółmi z Francji i NATO, z chęcią usiądę do rozmów z Putinem, żeby zobaczyć, o co mu chodzi - zadeklarował amerykański przywódca.

Reklama

Macron we wspomnianymi wywiadzie dla TF1 też nie gryzł się w język. Mówił, że należy "dać Rosji gwarancje bezpieczeństwa", gdy wróci do stołu rozmów - zaznaczył francuski polityk.

Ukraina jak... Izrael

O ile w przypadku Macrona taka wypowiedź nie dziwi, bo na przestrzeni niemal 10 miesięcy wojny zdążył już mówić podobne rzeczy, to słowa Bidena są znaczące. Zwłaszcza jeśli spojrzymy na jego wcześniejsze stanowisko wobec tego konfliktu. Podczas wizyty w Warszawie w marcu tego roku, mówiąc o Putinie, zapewniał, że "ten człowiek nie może pozostać u władzy". Później łagodził swoją wypowiedź, ale zaznaczał, że jej nie żałuje. Wielokrotnie mówił też o tym, że Rosja musi zapłacić ogromną cenę za najechanie Ukrainy - zarówno w krótkiej, jak i długiej perspektywie czasowej.

- Zarówno dla Putina, jak i Zełenskiego to jasny sygnał, że trzeba jak najszybciej i jak najbardziej zmienić linię frontu na swoją korzyść - mówi o grudniowej wypowiedzi Bidena prof. Agnieszka Legucka z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych. - Dla Ukrainy jest to też sygnał z zachodnich stolic - zwłaszcza amerykańskiej, francuskiej i niemieckiej - że na Zachodzie narasta zmęczenie wojną - dodaje, zaznaczając jednak, że chodzi tu o polityków, a nie społeczeństwa.

Analityczka ds. Rosji podkreśla, że Wołodymyr Zełenski będzie chciał wykorzystać te niesprzyjające warunki do wyegzekwowania od sojuszników z Zachodu jeszcze większej pomocy militarnej i finansowej, żeby móc przechylić szalę na korzyść Ukrainy, zanim temat rozmów pokojowych nabierze realnych kształtów.

Michał Kacewicz, dziennikarz Biełsat TV od wielu lat zajmujący się polityką w krajach postsowieckich, uważa, że "naciski na rozpoczęcie negocjacji trwają już od dłuższego czasu".

- Po raz pierwszy tak dobitnie zostały wyartykułowane publicznie, co może oznaczać, że pewien konsensus w tej sprawie jest już osiągnięty - dodaje, podkreślając, że porozumienie musiało zostać osiągnięte między Kijowem, Moskwą, pośredniczącą w rozmowa Ankarą, ale także czołowymi przedstawicielami NATO: Stanami Zjednoczonymi, Francją i Niemcami. 

- Punktem zwrotnym było wyzwolenie Chersonia przez Ukraińców. Ten moment był oczekiwany, zwłaszcza na Zachodzie, jako punkt wyjścia do negocjacji. Był uznany za minimum sukcesu dla Zełenskiego - dodaje nasz rozmówca.

Jak twierdzi, "stanowisko Macrona i Bidena oznacza, że Zachód widzi nadzieję na zakończenie (zamrożenie) wojny na obecnym etapie". To jednak również cel Kremla, który potrzebuje czasu, żeby wyszkolić, wyposażyć i rozlokować na froncie 300 tys. zmobilizowanych jesienią rezerwistów. Putin chce też zmusić Alaksandra Łukaszenkę, żeby Białoruś aktywnie przystąpiła do działań wojennych na terytorium Ukrainy, co pozwoliłoby Kremlowi na ponowne otwarcie frontu północnego lub północno-zachodniego. Wreszcie Putin chce w trakcie zimy złamać ducha ukraińskiej armii i ludności cywilnej, prowadząc konsekwentny ostrzał rakietowy i artyleryjski całego kraju, ze szczególnym uwzględnieniem infrastruktury energetycznej i sanitarnej.

- Putin nie porzucił planu podboju całej Ukrainy. Wręcz przeciwnie - podkreśla Kacewicz. Jego zdaniem konflikt rosyjsko-ukraiński z czasem zacznie przypominać konflikt izraelsko-arabski po wojnie sześciodniowej. - Wszyscy wiedzieli wówczas, że dojdzie do kolejnych wojen. No i była wojna Jom Kipur w 1973 roku. Izraelem jest tutaj Ukraina - dodaje autor książek o Putinie i Łukaszence, a także o wojnie w Donbasie.

Eksperci, z którymi rozmawialiśmy, zgadzają się, że kluczową rolę w obecnym etapie wojny odegra ciężki sprzęt, którego obie strony użyją w celu przełamania linii wroga i zmiany sytuacji na froncie na swoją korzyść. Celem Ukrainy jest wyparcie Rosji z Donbasu i, w optymistycznym scenariuszu, wyzwolenie całego obwodu zaporoskiego wraz z wyjściem na Morze Azowskie. Rosja liczy na zdobycie Bachmutu i utrzymanie całego Donbasu. - Kiedy którejś ze stron uda się zrealizować te cele, będzie chciała usiąść do rozmów - prognozuje Kacewicz.

Ukraińsko-rosyjska partia pokera

W dyskusji o negocjacjach pokojowych z Rosją zaskakująco mało miejsca poświęcono... Ukrainie. Biden, mówiąc o swoich konsultacjach z partnerami z NATO, w ogóle o niej nie wspomniał, jakby była to wyłącznie sprawa NATO, z kolei Macrona zajmowało zapewnienie gwarancji bezpieczeństwa, ale dla Rosji. Stanowisko Kijowa od dawna jest znane - odzyskanie terytorium sprzed 2014 roku i... odsunięcie Putina od władzy.

Oczywiście to warunki zaporowe, szczególnie drugi z nich, ale Zełenski i jego administracja nie stawiają ich bez celu. Rosja również uzależnia rozpoczęcie rozmów pokojowych od spełnienia jej żądań, czyli uznania wszelkich zdobyczy terytorialnych - nie tylko Krymu czy samozwańczych republik ludowych w Donbasie, ale też bezprawnej aneksji czterech ukraińskich obwodów (donieckiego, ługańskiego, zaporoskiego i chersońskiego).

Ukraina doskonale zna tę taktykę. Kreml zawsze negocjuje w ten sposób, licząc na złamanie drugiej strony i uzyskanie maksimum swoich celów. Dlatego Zełenski od dłuższego czasu robi dokładnie to samo. Ponadto, przekaz "zero ustępstw" jest mu potrzebny na użytek wewnętrzny i do mobilizacji odnoszącej w ostatnich miesiącach sukcesy na froncie armii.

- W swojej doktrynie negocjacyjnej nie mają czegoś takiego jak dolna linia negocjacyjna. Tę dolną linię negocjacyjną będą w najbliższych tygodniach i miesiącach wykuwać na froncie ukraińscy żołnierze - podkreśla prof. Agnieszka Legucka. Jej zdaniem Kijów musi odpowiadać identycznym stylem negocjacyjnym i administracja Zełenskiego jest tego świadoma. 

- Ukraińcy od dawna to rozumieją, ale zachodni liderzy - zwłaszcza Macron i Scholz - nie. Mówienie o konieczności zapewnienia gwarancji bezpieczeństwa dla Rosji czy umożliwieniu zachowania twarzy Putinowi to gra w grę Kremla. Zachód nigdy jej nie wygra - analizuje rozmówczyni Interii.

Michał Kacewicz uważa z kolei, że Zełenski w pewnym momencie zmieni swoją narrację i strategię negocjacyjną. - Myślę, że to są już uzgodnione i wypracowane stanowiska. Do pewnego czasu Zełenski będzie szedł w zaparte, ale w końcu wyśle sygnał, że jest gotowy na rozmowy z Rosjanami. Pewnie nie bezpośrednio, a za pośrednictwem lub jakiejś grupy kontaktowej - przewiduje dziennikarz Biełsat TV. Mocno podkreśla też, żeby unikać popularnego w debacie publicznej uproszczenia o walecznych Ukraińcach i kunktatorskim Zachodzie, bo rzeczywistość i kulisy są dużo bardziej zniuansowane.

Według Kacewicza nie ma też przypadku, że jednocześnie pojawiają się sygnały o możliwości rozpoczęcia rozmów pokojowych, ale obie strony konfliktu stawiają zaporowe warunki, de facto uniemożliwiające ich rozpoczęcie. Zarówno Kijów, jak i Moskwa chcą kupić sobie czas, żeby przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę i wzmocnić swoją pozycję negocjacyjną, gdy rokowania faktycznie się rozpoczną.

Nasi rozmówcy dodają, że wystąpienie Bidena na konferencji prasowej z Macronem w rosyjskiej propagandzie wcale nie zostało przedstawione jako słabość Zachodu i strategiczny sukces Kremla. Wręcz przeciwnie - Biden został pokazany jako ten, który chce upokorzyć i złamać Rosję. Z kolei Rosja jako ta strona konfliktu, której zależy na jego jak najszybszym zażegnaniu.

Mówi Michał Kacewicz: - Putin nie patrzy już na Bidena jako słabego. Na pewno jednak widzi słabe punkty Zachodu i szuka okazji, by przy okazji negocjacji pokojowych Zachód podzielić. Raz już mu się to udało - w czasie rozmów o Donbasie po 2014 roku. Teraz chce to powtórzyć - jednych przekonać, że negocjacje są konieczne, innych, że to Ukraina sprawia problem, a jeszcze innych zmęczyć kosztami wojny.

Gra w drużynie

Nagły zwrot Zachodu w stronę rozmów pokojowych zrodził jedno, fundamentalne pytanie: czy Zachód może w imię swoich interesów zakończyć wojnę mimo Ukrainy i niejako ponad jej głową? Nasi rozmówcy nie wierzą jednak w tak skrajny scenariusz.

Prof. Agnieszka Legucka: - Rosja nie osiągnęła w Ukrainie swoich celów. Kreml cały czas ma w planach odzyskanie większej części ukraińskiego terytorium. Teraz jest w osłabionej pozycji, chce grać na czas. (...) To pozwoliłoby Rosji przeczekać zimę właśnie po to, żeby front przesunął się na korzyść Kremla, zapewnił lepszą pozycję negocjacyjną i taktyczną. Rosja chce się umocnić na południu Ukrainy, żeby na wiosnę odzyskać Chersoń i ruszyć z kolejną ofensywą w głąb Ukrainy.

Michał Kacewicz, chociaż nie wierzy w zawarcie pokoju wbrew Ukrainie, wskazuje jednak na olbrzymie uzależnienie Kijowa od pomocy z Zachodu, o czym też nie można zapominać w kontekście ewentualnego zakończenia wojny. 

- Zełenski nie jest głupcem ani nie jest szalony. To oczywiste, że będzie grał na siebie, na Ukrainę, ale doskonale wie, dzięki komu żyje. Ukraińcy doskonale wiedzą, że nie mogą zostać sami i muszą grać w drużynie. Nawet jeśli czasem coś w niej zgrzyta - ocenia rozmówca Interii. I dodaje: - Kijów zgodzi się na to, co postanowi Zachód. Nie wierzę jednak, że Zachód ustąpi Rosji. Nie oznacza to prowadzenia wojny za wszelką cenę, żeby przykładowo odzyskać Mariupol albo Donieck, ale wsparcie dla Ukrainy będzie. Po prostu Ukraina w swoim czasie zrobi, co trzeba.

Co czeka Ukrainę w nieco dalszej przyszłości? Tu Kacewicz ponownie wraca do swojej bliskowschodniej analogii, w której Ukraina niejako odgrywa rolę Izraela. - Ukraina będzie na lata w stanie permanentnego zagrożenia. Ale jeśli będzie miała dobre relacje z Zachodem, to otrzyma takie wsparcie, że za jakiś czas, kiedy Rosja wpadnie w jeszcze większy kryzys i okres słabości, odzyska swoje ziemie. Tylko to zajmie sporo czasu i nie jest to kwestia obecnego etapu wojny - prognozuje dziennikarz.

Czytaj też: Tej zimy mogą posypać się wysokie kary. Niektórzy zapłacą nawet kilka tys. zł

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy