Reklama

Reklama

UE: Dodatkowe pieniądze na broń dla Ukrainy

Kraje Unii jednomyślnie zgodziły się na zwiększenie do 2,5 mld euro wspólnej puli pieniędzy na dozbrajanie Ukrainy. Polska dostaje największe dofinansowanie do swych dostaw dla Kijowa.

Szczegóły unijnych dopłat do broni dla Ukrainy nie są ujawniane, ale według nieoficjalnych informacji do Polski trafia grubo ponad jedna trzecia z ukraińskiej działki w Europejskim Funduszu Pokoju (EFP). Szefowie dyplomacji 27 krajów Unii w poniedziałek jednomyślnie poparli dorzucenie kolejnego pół miliarda euro, bo EFP dotychczas już rozdysponował około dwóch miliardów euro na zwrot części wydatków poniesionych przez kraje Unii na dostawy dla Kijowa.

"Wojsko rosyjskie nie robi wakacji"

Choć EFP jest odrębny od "zwykłego" budżetu UE, wpłaty są oparte na kluczu PKB, czyli jego największym płatnikiem są Niemcy. Refinansowanie obejmuje dostawy śmiercionośnej broni defensywnej, a dla krajów UE mających z tym polityczny problem są także możliwe - dość niewielkie w porównaniu z główną pulą - dopłaty do dostaw innego sprzętu lub nawet paliwa dla ukraińskiego wojska.

Reklama

- Gdy Bruksela zbiera się na wakacje, warto przypomnieć, że wojska rosyjskie nie mają takich planów. Dostawy broni do Ukrainy muszą być kontynuowane. Oczywiście, to głównie przemysłowe kraje świata zachodniego mają największe możliwości - powiedział szef litewskiej dyplomacji.

Gabrielius Landsbergis przekonywał, że dostawy odpowiedniej broni pomogą również odblokować port w Odessie. - To dostawy broni pomagają Ukraińcom powstrzymywać całościowy atak na swe terytorium. To dostawy broni pozwoliły im odzyskać kontrolę nad Wyspą Węży. To dostawy broni prawdopodobnie pozwoliłby Ukrainie na wznowienie eksportu zboża za pośrednictwem portu w Odessie - przekonywał.

CZYTAJ WIĘCEJ: Papież Franciszek: Ileż wydaje się na broń? To skandal 

W poniedziałkowym posiedzeniu Rady UE zdalnie uczestniczył szef ukraińskiej dyplomacji Dmytro Kułeba. Przekonywał, że Kreml usiłuje teraz zdestabilizować rządy.

- Chce zwrócić opinię publiczną przeciwko obecnym władzom w Europie w nadziei na zastąpienie ich siłami ekstremistycznymi, które byłyby bardziej przychylne Rosji. Putin chce zabrać zwyczajne życie i stabilność rodzinom w Europie. Przez szantaż energetyczny i wzrost cen, braki towarów rolnych, przez propagandę i kłamstwa - powiedział Dmytro Kułeba podczas obrad. Jednocześnie ostrzegał, że wycofanie się i ugięcie przed żądaniami Putina "nie zadziała, nigdy nie zadziałało, bo to jest pułapka".

Borrell broni sankcji

Szef unijnej dyplomacji Josep Borrell od kilku dni prowadzi kampanię mającą na celu obalenie - szerzonych m.in. przez premiera Viktora Orbana - tez, że "unijne sankcje przeciw Rosji nie są skuteczne".

- Przykładowo, niektórzy mówią, że już przyjęty zakaz importu ropy naftowej spowodował wzrost jej ceny. Ale proszę spojrzeć na wykresy cen. Ceny ropy, od kiedy przyjęliśmy te sankcje, spadają. Czy oni nie mają oczu? Czy nie patrzą na wykresy? Czy nie biorą pod uwagę liczb i faktów? Chciałbym, by ludzie podawali liczby na podparcie swych argumentów. W przeciwnym razie każdy będzie opowiadać, co tylko zechce - powiedział Josep Borrell.

CZYTAJ WIĘCEJ: HUR: Rosyjski wywiad dostał zadanie śledzenia dostaw broni dla Ukrainy 

Szef unijnej dyplomacji wzywa Unię do "strategicznej cierpliwości" w oczekiwaniu na głębsze skutki sankcji dla Rosji. A 27 krajów UE zamierza w tym tygodniu zatwierdzić - zaproponowane w zeszłym tygodniu - wzmocnienie sankcji o m.in. zakaz importu złota z Rosji.

- My nigdy nie będziemy zadowoleni z przyjętych sankcji, bo zawsze widzimy możliwość ich szerszego zastosowanie - powiedział minister Zbigniew Rau. Uprzedził, że polska dyplomacja będzie próbowała w tym tygodniu wciągnąć na sankcyjna listę UE z zakazanym złotem również zakaz importu biżuterii z Rosji.

Jaka solidarność energetyczna

A co z zakręconym gazociągiem Nord Stream? Josep Borrell potwierdził, że Komisja Europejska w najbliższą środę przedstawi plany skoordynowanych działań UE w razie eskalacji kryzysu energetycznego, którymi za tydzień zajmą się ministrowie energii na nadzwyczajnym posiedzeniu w Brukseli. Proponowane oszczędności gazu w przemyśle, ale także przy ogrzewaniu budynków publicznych są znane z zeszłotygodniowych przecieków. Ale Komisja Europejska stoi teraz przed decyzją, czy należałoby w Unii wprowadzić system skoordynowanej reglamentacji energii, czyli także jej dzielenia się między krajami Unii.

Jeden z najradykalniejszych wariantów dyskutowanych w Brukseli zakłada ewentualne odwołanie się do solidarnościowego art. 122 Traktatu o Funkcjonowaniu UE, wedle którego o skoordynowanej reglamentacji decydowałaby Rada UE (ministrowie krajów Unii) na wniosek Komisji Europejskiej. Na podstawie podobnych traktatowych przepisów solidarnościowych, które zastosowano z powodu pandemii, powstał w 2020 roku unijny Fundusz Odbudowy.

Tomasz Bielecki

Redakcja Polska Deutsche Welle

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy