Reklama

Reklama

Seria eksplozji na Krymie. Winna broń z USA? W sieci spekulacje

W sieci huczy od spekulacji po serii eksplozji, jakie miały miejsce na Krymie. Rosja twierdzi, że wybuchła amunicja w bazie lotniczej, Ukraińcy - choć nieoficjalnie - mówią o ataku własnych sił. Dziwić może jednak odległość rosyjskiej bazy od linii frontu. Pojawiają się spekulacje, że za zniszczenia na Krymie odpowiadają amerykańskie rakiety ATACMS.

We wtorek po południu nad Krymem wzbiły się czarne i gęste chmury. Rosyjskie władze okupowanego półwyspu zarządziły nawet ewakuację mieszkańców. Chociaż początkowo nie było wzmianek o poszkodowanych, wiadomo już, że w wyniku wybuchów - oficjalnie - rannych zostało czterech cywilów, a jedna osoba nie żyje

Ukraina. Seria eksplozji na Krymie

Jedno jest pewne - seria eksplozji, bo według świadków miało być ich 10 - miała miejsce na terenie bazy lotniczej na okupowanym przez Rosjan Krymie. Co najmniej 200 kilometrów od linii frontu. 

Ministerstwo Obrony Rosji twierdzi, że zawiodła amunicja i nie ma mowy o ukraińskim ataku. Druga strony - do tej pory nieoficjalnie - mówi zupełnie co innego. W wywiadzie dla "New York Times"  oficer wysokiej rangi podkreślił, że baza na Krymie była celem Ukraińców, ponieważ "stamtąd wylatywały myśliwce" atakujące ukraińskie pozycje. 

Reklama

Poza nagraniami oraz zdjęciami, które przedstawiają moment jednej z eksplozji, czarny dym unoszący się nad półwyspem, a wreszcie ewakuację mieszkańców, którzy znajdowali się w promieniu pięciu kilometrów od epicentrum wybuchów, internet zalała fala spekulacji.

Ukraina ma ATACMS? Spekulacje po eksplozjach na Krymie

Powód jest jeden - odległość rosyjskiej bazy lotniczej od frontu, gdzie toczy się bój Ukraińców z siłami agresora. Część z internautów jest w pełni przekonana o wykorzystaniu przez Siły Zbrojne Ukrainy amerykańskich rakiet ATACMS.

To pociski ziemia-ziemia (SSM) produkowane przez amerykańską firmę zbrojeniową Lockheed Martin. Mają on zasięg do 300 km i mogą być wykorzystywany w wyrzutniach rakiet HIMARS. 

Spekulantom pewności dodaje fakt, że w amerykańskich mediach pojawiała się wcześniej wypowiedź anonimowego urzędnika, który twierdził, że broń ta - mimo wcześniejszych wątpliwości Waszyngtonu - ostatecznie trafi do Ukraińców.

To jednak w dalszym ciągu tylko spekulacje. Do doniesień nie odniosła się oficjalnie żadna ze stron. Sprawy nie komentują także Stany Zjednoczone.

Ukraina a eksplozje na Krymie. "To się właśnie zaczyna"

Kwestię eksplozji komentuje Ministerstwo Obrony Ukrainy. "Jeżeli chodzi o pożar na terytorium lotniska 'Saki' w pobliżu Nowofedoriwki na tymczasowo okupowanym przez Rosję Krymie, ukraińskie Ministerstwo Obrony nie może ustalić przyczyn pożaru, lecz po raz kolejny przypomina o przestrzeganiu przepisów przeciwpożarowych i o tym, że palenie tytoniu może odbywać się jedynie w wyznaczonych miejscach" - czytamy w komunikacie. 

Resort zaapelował też do obywateli i opinii publicznej, by uważnie śledzić rosyjskie przekazany na temat eksplozji na Krymie, ponieważ te "mogą zostać wykorzystane w rosyjskiej wojnie dezinformacyjnej". 

O przyszłości Krymu pisał też doradca prezydenta. "Przyszłością Krymu jest bycie perłą Morza Czarnego, parkiem narodowym z unikalną przyrodą, światowym kurortem, a nie bazą wojskową dla terrorystów" - podkreślił Mychajło Podolak. Strona ukraińska od początku wojny podkreśla, że Krym powinien wrócić w granice Ukrainy. 

"Demilitaryzacja Federacji Rosyjskiej to nieodłączna część zapewnienia globalnego bezpieczeństwa. I to się właśnie zaczyna" - zaznaczył Podolak. 

Reklama

Reklama

Reklama