Reklama

Reklama

Saperzy pracują w obwodzie kijowskim. "Rozminowanie potrwa pięć lat"

- Rozminowywanie tego terenu potrwa co najmniej pięć lat - mówi Ołeksandr, wojskowy z oddziału saperów. W podkijowskiej Borodziance, w której jeszcze niedawno były wojska rosyjskie, pracuje ekipa z ukraińskiej Państwowej Służby ds. Sytuacji Nadzwyczajnych poszukująca min i niewybuchów.

Borodzianka była miejscem ciężkich walk z wojskami rosyjskimi. To również jedna z najbardziej zniszczonych w rosyjskich atakach miejscowości obwodu kijowskiego. Na początku kwietnia została oswobodzona przez siły ukraińskie i obecnie na gruzach zbombardowanego miasta pracują saperzy, którzy skrupulatnie przeczesują każdy kawałek terenu w poszukiwaniu bomb, ładunków wybuchowych, granatów, niewybuchów i innych niebezpiecznych przedmiotach pozostawionych przez wojska rosyjskie.

- To pierwsze miejsce dokąd przyjechaliśmy na rozminowywanie terenu - podkreśla Ołeksandr, wojskowy z oddziału saperskiego Państwowej Służby ds. Sytuacji Nadzwyczajnych (DSNS).

Reklama

CZYTAJ WIĘCEJ: Doradca mera Mariupola: Rosjanie zwożą zwłoki do supermarketu 

Saperzy z tej grupy zajęli się detonowaniem niewybuchów w obwodzie kijowskim. Rozładowali z ciężarówki miny, wyrzutnie, rakiety i inne pociski artyleryjskie, a następnie ustawili je na ziemi obok dużego dołu. - To miejsce detonacji - wyjaśnił jeden z saperów. - Tutaj dokonamy kontrolowanej eksplozji i zniszczymy to wszystko w odpowiedniej kolejności - dodał.

Po detonacji pocisków artyleryjskich kalibru 122 i 125 mm jeden z saperów wyjaśnia, że amunicja ta była w większości uszkodzona i nie można było jej wykorzystać. - Dlatego więc musiała być zniszczona - dodał Ołeksandr.

Saper z obwodu kijowskiego: Rosjanie zostawili pełno pól minowych

- Oczywiście, że jest w tej pracy strach, ale przede wszystkim jest we mnie taka myśl, że ratujemy ludzkie życie i dlatego powinienem wykonywać tę pracę - powiedział Władysław z oddziału saperskiego DSNS.

CZYTAJ WIĘCEJ: Rosyjskim żołnierzom kończą się kontrakty. "Będą mogli odejść ze służby"

Oleksandr przyznaje, że przed wojną nigdy nie myślał, że kiedyś w ten sposób będzie wyglądała jego praca. - Mam rodzinę, młodą żonę i córkę, która wczoraj obchodziła trzecie urodziny - opisuje swoje życie sprzed wojny. Mówi, że armia rosyjska pozostawiła w tej okolicy mnóstwo podobnych przedmiotów, bo po nieudanym ataku na Kijów, ewakuowała się w pośpiechu.

- Tu jest pełno min, całkowite rozminowywanie tego terenu potrwa co najmniej pięć lat - szacuje.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy