Reklama

Reklama

Rozjuszył dyplomatów z Rosji. Tego się nie spodziewali

O ile mieszkańcy centralnej Rosji mają popierać zbrodnicze działania Władimira Putina, o tyle sytuacja zupełnie inaczej ma się na obrzeżach kraju. Przykładem może być miasteczko Kirkens, mieszczące się tuż przy granicy Rosji z Norwegią. Mieszkający tam Rosjanie nierzadko krytykują działania Kremla względem Ukrainy, ale też jawnie protestują tuż pod nosem... rosyjskich dyplomatów. Zagraniczne media opisują przykład z ostatnich dni, gdy jeden z Rosjan mieszkających w Kirkens, postanowił jawnie poprzeć Ukrainę w wojnie z Putinem.

Sprawą zajął się "The Barents Observer". Jak opisuje gazeta, Rosjanie mieszkający w norweskim Kirkens - mieszczącym się przy granicy z Rosją - sprzeciwiają się wojnie w Ukrainie oraz zbrodniczym planom Kremla. 

Norwegia. Rosyjscy mieszkańcy przeciwko wojnie

W jaki sposób? Gazeta skupia się na akcji protestacyjnej, którą z okazji Dnia Niepodległości Ukrainy zorganizował Anton Kalinin. Mężczyzna postanowił pomalować swojego vana na żółto-niebiesko (narodowe barwy Ukrainy - red.) oraz umieścić na nim napisy: "Stop wojnie" oraz "Stop Putinowi". 

"Odwiedzający Kirkenes muszą zobaczyć, że jesteśmy przeciwko wojnie, przeciwko Putinowi i jego reżimowi" - podkreślił Kalinin w rozmowie z "The Barents Observer". Jak dodał, mieszkańcy powinni też wynieść ukraińskie flagi w całym mieście, a zwłaszcza w okolicy przejścia granicznego oraz przy wjeździe na teren miasta. 

Reklama

By dodać mieszkającym w Norwegii Rosjanom otuchy, mężczyzna podjechał pomalowanym vanem pod rosyjski konsulat w Kirkens, gdzie odbywała się spontaniczna manifestacja przeciwko wojnie w Ukrainie. Ta miała rozwścieczyć rosyjskich dyplomatów, którzy przebywali na terenie budynku. 

Rosjanie w Norwegii a wojna. "Nie mają odwagi"

"W środku Europy trwa wojna, a agresorem jest Rosja. Wielu Rosjan, którzy dziś odwiedzają Kirkenes, uważa, że wszystko jest w porządku i że nie ma wojny" - mówi mężczyzna. 

Nie wszyscy jednak mają podobne zdanie do Kalinina. Jak mówi Natalia Solianik, nie wszyscy mieszkańcy Kirkens są przeciwni wojnie Rosji z Ukrainą, a wielu z tych, którzy nie popierają Kremla, boi się o tym mówić. 

"Mimo, że wielu mieszka tu od dawna, boją się" - zaznacza kobieta. 

Jak dodaje Solianik, która jest jedną z twarzy ruchu antywojennego w Kirkens, na manifestacji pod rosyjskim konsulatem stawiło się zaledwie 30 osób, w tym około 10 Norwegów. "Wielu moich przyjaciół i ludzi, których znam, wspiera mnie i sprzeciwia się wojnie, ale nie mają odwagi przyjechać tutaj, aby to zademonstrować, ponieważ mają krewnych w Rosji i nadal podróżują do Rosji" - tłumaczy kobieta.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy