Reklama

Reklama

Rosyjski propagandysta pojechał do Ukrainy. Stanął na minie

Rosyjski propagandysta Siemion Pegow został ranny pod Donieckiem w trakcie kręcenia materiału o wojnie w Ukrainie. Według rosyjskich mediów mężczyzna prawdopodobnie nadepnął na minę. Wszystko wskazuje na to, że był to ładunek podłożony nie przez Ukraińców, a przez jego rodaków. Pegow od miesięcy rozpowszechnia fake newsy na temat sytuacji w Ukrainie. Jego relacje powtarzają prokremlowskie media.

O sprawie informuje prokremlowska agencja TASS. Siemion Pegow został ranny w okupowanym przez Rosjan Doniecku podczas relacjonowania wojny w Ukrainie, nazywanej przez niego "specjalną operacją wojskową". Dziennikarz musiał zostać pilnie ewakuowany z linii frontu i przetransportowany do najbliższego szpitala.

Siemion Pegow jest rosyjskim dziennikarzem, propagandystą i pisarzem. Pracuje dla projektu wojskowego WarGonzo, który jest powiązany z rosyjskimi służbami specjalnymi.

Jak informuje rosyjski korespondent wojenny Jurij Kotenok, powołując się na pracowników medycznych, Pegow doznał otwartego złamania dwóch palców prawej stopy i skaleczenia podeszwowej części stopy. Życiu Rosjanina nie zagraża niebezpieczeństwo.

Reklama

Propagandysta najprawdopodobniej nadepnął na minę motylkową. Wszystko wskazuje na to, że była to mina rosyjska, gdyż Ukraińcy nie mają obecnie dostępu do obszaru, w którym doszło do incydentu, a poza tym wyłącznie Rosja używa tego rodzaju broni zakazanej przez tzw. traktat ottawski.

"Siemion Pegow dziękuje lekarzom i bojownikom, którzy zapewnili mu dziś opiekę medyczną, a także wszystkim subskrybentom, przyjaciołom, znajomym i nieznajomym, którzy martwią się o niego. Nic się nie da zrobić - to koszt niebezpiecznego zawodu. Ale wszystko będzie dobrze i wygramy" - brzmi wpis na kanale WarGonzo.

Siemion Pegow - rosyjski propagandysta 

Pegow od miesięcy rozpowszechnia fake newsy dotyczące sytuacji w Ukrainie. W styczniu, jeszcze przed rosyjską inwazją, udostępniał fałszywą informację, że ukraińskie władze uzbrajają jednostki obrony terytorialnej, które mają zostać wysłane do Donbasu w celu zabijania cywilów. Tę wiadomość powtarzały później prokremlowskie media.

Na tydzień przed inwazją opublikował z kolei film o rzekomym ataku ukraińskich służb specjalnych na jednego z przywódców prorosyjskich separatystów z Doniecka za pomocą samochodu-pułapki.

W kwietniu Pegow rozpowszechniał z kolei zdjęcia zabitych ukraińskich żołnierzy z informacją, że rosyjskie wojsko zlikwidowało "sabotażystów z Pułku Azowskiego". Eksperci analizujący zdjęcia doszli do wniosku, że ukraińskich żołnierzy zabito strzałami w głowę.

W maju opublikował z kolei film o rzekomym odkryciu tajnego laboratorium biologicznego w Mariupolu, w którym NATO miało prowadzić badania bakteriologiczne. Fake news został następnie zdemaskowany przez zespół śledczy StopFake.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy