Reklama

Rosjanin w strachu przed mobilizacją uciekł do lasu. Żyje tam prawie pół roku

Rosjanin w obawie przez mobilizacją postanowił zmienić swoje życie i uciekł do lasu. Po blisko sześciu miesiącach w dziczy zdecydował się opowiedzieć swoją historię, dlaczego zamiast wyjechać za granicę, postanowił ukrywać się w buszu oraz jak zmieniło się jego życie.

Adam Kalinin (imię zmienione) powiedział w rozmowie z BBC, że nie mógł opuścić Rosji, ponieważ w kraju trzymały go trzy rzeczy - przyjaciele, ograniczenia finansowe i niepokój związany z porzuceniem tego, co zna i kocha. Po ogłoszeniu przez Kreml mobilizacji nie pozostało mu nic innego - musiał udać się do lasu.

- Wyjazd byłby trudnym krokiem. Wyjściem poza moją strefę komfortu - mówił w rozmowie z BBC trzydziestokilkuletni Kalinin. - Tutaj nie czuję się zbyt komfortowo, ale mimo to psychicznie byłoby naprawdę trudno wyjechać - dodał.

Reklama

W związku z tym, że Kalinin jest informatykiem w swoim szałasie musiał sobie zorganizować miejsce pracy. Aby pozyskać prąd i stały dostęp do internetu zamocował do drzewa panele słoneczne i odpowiednie anteny, które zapewniają mu łącze z siecią.

Rosja. Informatyk bał się mobilizacji i  ukrywa się w lesie

Dużą rolę w jego przetrwaniu odgrywa jego żona, która co trzy tygodnie przynosi mu zapasy pożywienia - wtedy też mają szansę choć przez krótki czas się zobaczyć. Przegotowane przez żonę składniki gotuje na prowizorycznym piecu opalanym drewnem. - Mam owies, kaszę gryczaną, herbatę, kawę, cukier. Oczywiście za mało w tym wszystkim świeżych owoców i warzyw, ale nie jest tak źle - mówi w rozmowie z brytyjskimi mediami.

Gdy Kalinin założył swoje obozowisko w lesie we wrześniu zdecydował się na rozbicie dwóch punktów - jeden bardziej odsłonięty do pracy zdalnej, drugi do spania, nieco schowany w gąszczu. Jednak gdy zimą temperatury spadły nawet do -11 stopni Celsujsza połączył oba szałasy i okrył je jednym płótnem, by nie musiał wychodzić na zewnątrz tak często.

"Ludzie słusznie boją się protestować"

Mężczyzna podkreśla, że choć pracownicy z jego branży są ominięci poborem, to Rosja to dziś państwo totalitarne, po którym można się wszystkiego spodziewać. - Jeśli fizycznie nie są w stanie wziąć mnie za ręce i zaprowadzić do biura werbunkowego, to mam 99 proc. szans na to, że życiu tutaj to skuteczna obrona przed mobilizacją czy szykanowaniem ze strony władz - mówi.

W jego opinii ludzie słusznie obawiają się publicznie protestować przeciwko wojnie, ponieważ w Rosji mogą ponieść za to surowe konsekwencje. - Dziś władza może wszystko. Jeśli ktoś wypowiada się teraz przeciwko wojnie, państwo będzie go ścigać - powiedział i dodał, że sam spędził dwa tygodnie w areszcie za wyklejenie na ścianie swojego bloku plakatu z napisem "Nie dla wojny".

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Rosja | mobilizacja

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy